Zamknij
Dochód gwarantowany
Pierwsi mieszkańcy Barcian już pytają o 1300 zł dla każdego
fot: Bartlomiej Magierowski/East News

Może nie wszystko przejedzą. 1300 zł dla każdego

Michał Dzienyński
Michał Dzienyński Redaktor Radia Zet
02.06.2022 15:37

Jak nic, musi być jakiś haczyk. Nie ma nic za darmo, a już na pewno nie 1300 złotych miesięcznie. Jak dadzą, to wezmę. Tylko żebym nie musiał oddawać. To jeden z głosów mieszkańców gminy Barciany leżącej w województwie warmińsko-mazurskim.

To jedna z dziesięciu gmin wytypowanych do naukowego eksperymentu. Przez dwa lata mieszkańcy mają dostawać po 1300 złotych miesięcznie w ramach bezwarunkowego dochodu podstawowego. Nie będą musieli się tłumaczyć, na co tę kwotę wydadzą. Pieniądze dostaną jednak tylko wybrani.

Pierwsi chętni już są

- A wie pan, że pierwsze osoby zgłaszają się już o wnioski na wypłatę 1300 złotych miesięcznie? - mówi mi Marta Kamińska, wójt gminy Barciany i jednocześnie prezes Stowarzyszenia Warmińsko–Mazurskich Gmin Pogranicza.

Rozmawiamy w pomalowanym na szaro gabinecie pani wójt. Niezbyt dużym i okazałym, mieszczącym się w kilkudziesięcioletnim budynku urzędu gminy. - To było małżeństwo. Pytali, czy te 1300 złotych wypłacali też w ubiegłym roku – wyjaśnia wójt. - Może myśleli, że to takie nowe 500 plus? – dopytuję.

Marta Kamińska, wójt gminy Barciany
fot. Michał Dzienyński

- No może nie 500 plus, tylko coś na zasadzie dodatku osłonowego, który pojawił się w tym roku. Myśleli, że to są kolejne pieniądze, które może dostać każdy mieszkaniec gminy - wyjaśnia pani prezes i wójt w jednym.

Myśleli, że to są kolejne pieniądze, które może dostać każdy mieszkaniec gminy

- Prawda jest jednak taka, że wypłata pieniędzy - jeśli ruszy, to za dwa, może trzy lata. W sumie na 10 gmin dostanie je 5 tysięcy osób. W wersji minimalnej lub 30 tysięcy we wersji maksimum. Kasa ma pochodzić z unijnych funduszy

Słyszałem, ale nie wierzę

Barciany to przygraniczna gmina leżąca tuż przy rosyjskim Obwodzie Kaliningradzkim. Najlepiej dojechać do niej od strony Kętrzyna. Raczej wyboistą, asfaltową drogą. Droga – owszem, malownicza. Jadę szpalerem zielonych lip. Po bokach kilometrami ciągną się żółte pola. W powietrzu można wyczuć słodkawy smak kwitnącego rzepaku. 

Nad głową czasami przeleci bocian, żuraw, drogą przebiegnie lis. Takie mazurskie klimaty. Zatrzymuję się, żeby zrobić zdjęcie tuż przy tablicy z napisem „Gmina Barciany, witamy”. Obok stoi też mniejsza, czerwona tabliczka z informacją „Strefa Nadgraniczna”.

Same Barciany nie robią na mnie specjalnego wrażenia. Trochę starszych, jeszcze przedwojennych budynków z czerwonej cegły, krytych ceglaną dachówką. Trochę typowych bloków-klocków z czasów PGR-u, a obok nich jednorodzinne domki. Ruch niewielki.

Na niewielkim placyku targowym zagaduję miejscowych o temat 1300 złotych. Podchodzę do stojącej przy samochodzie grupki osób w średnim wieku.

- Tak coś słyszałam. Tylko że to będzie tylko ludzi dzielić. Jeden dostanie, a drugi nie. Tylko sąsiad na sąsiada będzie okoniem patrzył. Czy wezmę? Nie, raczej nie… wolę, żeby wszystko było tańsze – mówi kobieta z koszykiem zakupów w ręce. Stojący obok mężczyzna dodaje: - Ja bym wziął i wrzucił na konto. Tylko że to nie ma tak darmo, że oni dają pieniądze. No jak tak, panie kochany.

Po co i dla kogo

- Chcemy sprawdzić, jak zmieni się zachowanie osób, które będą brały udział w tym eksperymencie - mówi w rozmowie z reporterką Radia ZET, Anną Józefowicz, jeden z autorów pomysłu polskiego eksperymentu i prezes Polskiej Sieci Dochodu Podstawowego dr Maciej Szlinder.

Nasz rozmówca przyznaje, że pomysłodawcy projektu wciąż są na etapie rozmów dotyczących jego finansowania. Na pewno pieniądze nie będą pochodzić z samorządów. Duża nadzieja w Unii, że projekt dofinansuje. Pomysłodawcy chcą sprawdzić, jak zmieni się zachowanie osób, które dostaną 1300 złotych miesięcznie przez dwa lata. Na co wydadzą, czy tylko na konsumpcje, czy także na przykład na rozwój.

- Celujemy w osoby w wieku produkcyjnym, ale kto wie, może w eksperymencie wezmą udział także emeryci? - podkreśla dr Szlinder. Zaznacza, że Polska nie byłaby pierwsza. Taki eksperyment przeprowadzono już w kilku innych krajach świata.

W Indiach pod wpływem dodatkowej gotówki ludzie pracowali jeszcze więcej. W Finlandii bezwarunkowy dochód podstawowy niewiele zmienił, a w USA wiele zależało od wieku osoby pobierającej świadczenie. Jak będzie w Polsce? W tym momencie – trudno ocenić.

W eksperymencie ma wziąć udział 10 przygranicznych gmin ze Stowarzyszenia Warmińsko–Mazurskich Gmin Pogranicza. Dlaczego ten rejon? Według naukowców to jedne z najuboższych terenów w Polsce. Typowe popegeerowskie tereny, które nie najlepiej poradziły sobie z transformacją gospodarczą. Do tego zlikwidowanie Małego Ruchu Przygranicznego odcisnęło swoje piętno na sytuacji mieszkańców.

1300 się należy

Wyboistą wąską drogą jadę do wsi Michałkowo. To ostania miejscowość przy granicy z Rosją w gminie Barciany. Jeszcze kilka lat temu miało tu powstać przejście graniczne. Teraz już nikt o tym nie myśli. Samochód zatrzymuję przy znaku zakazującym wjazdu. Poniżej napis głosi, że wyjątek tylko dla Straży Granicznej i właścicieli gruntów.

Według naukowców rejon pogranicza w woj. warmińsko-mazurskim to jeden z najuboższych terenów w Polsce.

Po chwili podjeżdża do mnie młoda kobieta na rowerze. - Pan dalej nie jedzie. Od razu przyjedzie Straż Graniczna. Może pan pojechać tą aleją lipową, właśnie wracam z wycieczki, a mieszkam tu obok, w tym ceglanym budynku z mężem i dziećmi. Mam na imię Magda.

- Dzień dobry, mam na imię Michał i nigdzie nie zamierzam jechać – zapewniam. Te tory kolejowe to już granica? – pytam, wskazując na oddalony o jakieś 200 metrów nasyp kolejowy

- Tak, granica. Jeszcze kilka tygodni temu jeździły tu pociągi. Teraz już nic. Polscy kolejarze, jak wymieniali się z tymi rosyjskimi, to opowiadali, że często prosili ich o kanapki, bo są głodni. Wie pan, tam u nich podobno bieda i pustki w sklepach. O, ten metalowy dach, co widać daleko, to już rosyjskie zabudowania. Czasami słychać nawet jak rosyjskie krowy muczą. A to pole, gdzie pan stoi, to moje. Sięga do samej granicy.

Wjazd do gminy Barciany
fot. Michał Dzienyński

Może ma pan ochotę na rzodkiewkę? Nie pryskana, nie to, co taka ze sklepu – proponuje Pani Magda. Za rzodkiewkę dziękuję, ale pytam, czy słyszała o 1300 złotych dochodu bezwarunkowego. - Tak, słyszałam. Ale nie wezmę. Wole sama zarobić. Takie 1300 czy się stoi, czy się leży to nie dla mnie – odpowiada zdecydowanie.

- Kto wie, może jednak kasa spowoduje, że ludzie nie będą stąd uciekać - zastanawia się. - W takim Michałkowie to mieszkają głównie starsi. Obok mojego domu po drugiej stronie mieszka samotna 90-letnia pani. Dom i ogród zadbany, bo rodzina przyjeżdża pomagać, ale zostać nie chce.

Nie wezmę. Wole sama zarobić. Takie 1300 czy się stoi, czy się leży to nie dla mnie 

A pani wyjedzie? – pytam. - Ja tu kilka lat temu przyjechałam, z Morąga. Zakochaliśmy się w tym miejscu z mężem i zostaliśmy na stałe. Pan wpadnie tu z rodzinką na wakacje – zachęca wesoło moją rozmówczyni. Tymczasem wracam do Barcian bez rzodkiewki.

- Z tym 1300 złotych to nie tak miało być. Za wcześnie to wyszło. Ktoś coś tam powiedział na konferencji naukowej i mleko się rozlało – mówi pani wójt. Przyznaje, że ludzie nie do końca rozumieją, o co chodzi z tym 1300 złotych. Na razie tylko plotki.

- Ale ja mam nadzieję, że te pieniądze pomogą wyjść takim gminom, jak nasza z marazmu. Że może nie tylko ludzie to przejedzą, ale też zainwestują w siebie. Niektórzy nie będą stąd wyjeżdżać. 1300 złotych to nie jest mało. Niektórzy nie mają takich pieniędzy i teraz - podkreśla moja rozmówczyni.

Największy eksperyment 

- 1300 złotych to, proszę pana, mam emerytury - mówi mi starsza pani na jednym z osiedli bloków w Barcianach. - Dostać drugie tyle to ho, ho - rozmarza się.

- A dla mnie to chore - mówi około 30-letni mężczyzna idący z dokumentami do urzędu gminy. - Te 1300 złotych mojego życia nie zmieni. Trochę je przegrałem. Córce bym dawał, bo nie zawsze bywałem dobrym ojcem - przyznaje ze smutkiem.

Przysłuchujący się rozmowie stojący przy rowerze mężczyzna stwierdza: - No, ja bym popierał, ale czy nie ma biedniejszych ludzi od nas? No pan mi powie? – zagaduje do mnie. Nic nie odpowiadam, bo cóż tu powiedzieć.

Wiem jedno – jeśli wierzyć naukowcom i znajdą się pieniądze na eksperyment w wersji maksimum, czyli dla 30 tysięcy osób, to byłby to największy tego typu eksperyment w historii. W takiej wersji koszt wypłaty 1300 złotych przez dwa lata to ponad 900 milionów złotych.

Michał Dzienyński
Michał Dzienyński

Radio mam w krwiobiegu i to już od 20 lat. Pracę zaczynałem w Rozgłośni Harcerskiej, potem było Radio Praga, Plus, Eska. Po drodze były też epizody telewizyjne w roli wydawcy i sekretarza redakcji w jednym z branżowych pism. Byłem też DJ’em i prowadzącym program. W końcu trafiłem tam, gdzie sobie 20 lat temu założyłem, czyli do ZETki. W radiu uwielbiam słuchać ludzi. Może dlatego moja działka to sprawy społeczne. Poza pracą moja pasja to góry, pociągi i dzielenie się radiową wiedzą z innymi. Potrafię też udawać zwierzęta. Na życzenie zaszczekam, zagdakam czy zamuczę.

C