Zamknij

Najmłodszy nauczyciel w Polsce: Nie boję się lex Czarnek. Wbrew pozorom jesteśmy wolnymi ludźmi

07.11.2022 14:07

- Jesteśmy grupą zawodową, która woli stać w miejscu. Niektórzy zatrzymali się i nie zamierzają iść do przodu, a świat poszedł do przodu. Jak nie będziemy próbowali go dogonić, to stracimy ucznia – mówi w podcaście edukacyjnym „Szkoła marzeń” Bartek Rosiak, najmłodszy nauczyciel w Polsce. Według niego nauczycielom najbardziej potrzeba docenienia. A uczniom? - Rozmowy – stwierdza.

Uczniowie na lekcji w szkole
fot. STANISLAW KOWALCZUK/East News

- Najmłodszy albo jeden z najmłodszych – zaznacza na początku Bartek Rosiak, 21-letni polonista ze Szkoły Podstawowej nr 182 w Łodzi. Na pewno, jak mówi, jest gatunkiem na wyginięciu. - Mało jest osób, które chciałyby pójść do pracy w szkole, ale im się nie dziwię. Dla mnie to była praca marzeń. Byłem świadomy, na jakie warunki pracy i na jakie pieniądze się godzę – wspomina.

Raz miał moment, że chciał to wszystko rzucić - w czasie strajku nauczycielskiego w 2019 roku. - Bolało mnie to, co się mówiło o nauczycielach. Skoro do tego zawodu idą nieudacznicy, którzy tak niewiele potrafią, to czemu oddajemy im dzieci na wychowanie? Dlaczego powierzamy im edukację tych naszych skarbów? - mówi.

21 lat i uczy w szkole

Jak to się stało, że w wieku 21 lat uczy w szkole polskiego jako pełnoetatowy nauczyciel? Już jako kilkulatek z zeszytu robił dziennik i bawił się w szkołę z pluszakami. Szybko nauczył się czytać, więc w przedszkolu tłumaczył innym dzieciom, jak się łączy głoski. W podstawówce słyszał jednak "uczeń słaby, oceny kiepskie". Były nawet groźby, że może nie zdać z klasy do klasy.

- Przełom nastąpił pod koniec podstawówki. Nakręcałem film o obozie dla dzieci przy ul. Przemysłowej z II wojny światowej i ten projekt pokazał mi, że mam potencjał. Pomogło mi też przejście do gimnazjum i zmiana środowiska – wspomina w podcaście.

Dokładnie pamięta pierwszą lekcję chemii, na którą się spóźnił. - Lekcje miałem ze szkolną kosą, więc dostałem po głowie. Kolejna lekcja, podobno gadałem. Nie gadałem, ale dostało mi się za kolegów obok – opowiada w „Szkole marzeń”. Pomyślał więc, że teraz pewnie będzie pytany już co chwila, więc musi się tak nauczyć, żeby nauczycielka niczym go nie zagięła. Okazało się, że ma doskonałą pamięć - w trzy, cztery miesiące potrafił przerobić trzy lata chemii. Wygrał olimpiadę z tego przedmiotu, z nauczycielką zaprzyjaźnił się, a wolontarystycznie po lekcjach udzielał korepetycji z chemii.

W liceum spotkał nauczycielkę polskiego, która, gdy usłyszała o zawodowych planach Bartka, opowiedziała, że też szła na chemię. A teraz uczy polskiego. - To było prorocze. Sprawdziło się i u mnie. Polonistka chwaliła mnie – trochę na wyrost – za to, jak piszę. Ale uwierzyłem w to – wspomina w podcaście.

Bartek Rosiak poszedł na olimpiadę z polskiego, ale odpadł. Odezwali się do niego jednak naukowcy z Uniwersytetu Łódzkiego i zaproponowali udział w projekcie „Zdolny uczeń, świetny student”. Umożliwiał on uczestnictwo w zajęciach ze studentami, zanim zda się maturę. Zamiast do szkoły, chodził więc na uczelnię. Na studiach w związku ze swoimi osiągnięciami dostał indywidualną organizację i plan studiów. Na licencjacie uczęszczał już na zajęcia studiów magisterskich. Przedmioty realizował szybciej. Jednocześnie prowadził badania naukowe, a w swojej dawnej podstawówce prowadził jako wolontariusz koło dla olimpijczyków i zajęcia wyrównawcze.

Oceny w szkole bez większego znaczenia

- Dlaczego tak wszystko szybko? Wbrew pozorom nie dla ambicji, chwały, ale ze smutnego powodu. Mama zmarła, jak miałem siedem lat. Stąd problemy w podstawówce i słabe oceny. Ojciec nie interesował się mną. Wychowywała mnie babcia. Często powtarzała mi, żeby dożyła do mojej 18-tki, bo inaczej trafię do domu dziecka. Jako nastolatek zdałem sobie sprawę z tego, że nawet jak babcia dożyje do mojej pełnoletności, a potem, niestety, umrze, to z czego będę żył, jak się utrzymam? Pomyślałem, że muszę tak działać, żeby być szybko samodzielny – wyjaśnia w podcaście edukacyjnym.

Wtedy był nadmiar nauczycieli. A szczególnie polonistów. Dlatego uznał, że jak pójdzie z samym dyplomem ze studiów, to dyrektor wybierze kogoś bardziej doświadczonego. Stąd wszystkie jego szkolne aktywności i wolontariaty. - W marcu dyrekcja SP nr 182 zaprosiła mnie na rozmowę odnoście do pracy od września. Gdy opowiadałem, jak widzę szkołę, jak pracuję, dyrektor spytała mnie, czy mogę zacząć od poniedziałku – mówi w podcaście edukacyjnym.

A jak widzi szkołę? W jego klasie uczniowie nie siedzą w rzędach tylko po obwodzie prostokąta. W środku jest jego biurko. Dzięki temu każde dziecko jest widoczne. - Niektórzy dogadywali mi: zobaczysz, jak będą ściągać. Nie widzę, żeby ściągali. Zresztą demonizujemy to. Czasem podpowiem uczniom, ale tak to robię, że skorzysta tylko ten, kto się uczył – mówi. Oceny nie mają większego znaczenia, każde dziecko po sprawdzianie samo sobie też wystawia ocenę.

- Chodziły złośliwe żarty, że „lubią go, bo stawia same piątki”. Jakby to usłyszeli moi uczniowie, to by się roześmiali, bo chyba jestem jednym z najbardziej wymagających nauczycieli w szkole. Stawiam poprzeczkę wysoko, ale na miarę możliwości każdego ucznia – mówi. Jego zdaniem młody wiek nie odbiera mu autorytetu, wręcz przeciwnie. - Są nauczyciele, którzy nie pochwalają tego, co robię. Ale tyle w życiu przeszedłem, że i gadanie w pokoju nauczycielskim przeżyję. Nawet jak jakaś kąśliwa uwaga się pojawi, to wchodzę do klasy i widzę uśmiechnięte twarze – mówi.

Lex Czarnek? Nie boję się

Zaznacza też, że wbrew temu co się dzieje złego w oświacie, nauczyciele są wolnymi ludźmi. Dlatego nie boi się lex Czarnek. - Uwielbiam moment, gdy zamykam drzwi sali i zostaję tylko ja i dzieci. Uważam, że jako polonista, humanista muszę być tym, który mówi, jak jest i tym, który szerzy wolność poglądów. Realizuję w pełni podstawę programową, ale mogę dodać lektury wybrane przez nauczyciela. Ten zapis jest świętością – mówi w „Szkole marzeń”. Podaje przykład: - Gdy czuję, że w klasie jest problem - depresja, samookaleczanie - nie chcę im robić pogadanki. Sprytnie wybieram tekst do omawiania, gdzie ten problem się pojawia i patrzę na ich reakcję. Jak tylko pozwala się dzieciom na dyskusję, wyjdzie się poza schemat, to wiele rzeczy można zauważyć.

Według niego to właśnie rozmowy najbardziej potrzebują uczniowie. A nauczyciele – docenienia. Jego zdaniem mamy 10 lat na uratowanie systemu oświaty, bo wtedy duża grupa nauczycieli przejdzie na emeryturę. - Nie mamy drogi odwrotu, to musi się zmienić, bo inaczej nie będzie miał kto uczyć – mówi w „Szkole marzeń”. Zwłaszcza brakuje młodych nauczycieli. - Trzeba mieć dużo samozaparcia, żeby pracować w szkole, ale zachęcam młode osoby, żeby przychodziły. Daleko zajdą, bo nie mają konkurencji – żartuje.

Potrzeba młodej kadry jest bardzo ważna nie tylko dlatego, by mieć kim zastąpić osoby odchodzące na emeryturę. Chodzi o postęp dydaktyki i metodyki. - Jesteśmy grupą zawodową, która woli stać w miejscu. Niektórzy z nas zatrzymali się i nie zamierzają iść do przodu, a świat poszedł do przodu. Jak nie będziemy próbowali go dogonić, to stracimy ucznia. Jeśli wczorajszy nauczyciel stosuje przedwczorajsze metody, to gubi jutro – wyjaśnia w podcaście Rosiak.

loader

RadioZET.pl