Nastolatki spłonęły w escape-roomie. Miłosz S. zostanie dłużej w areszcie?

19.06.2019 16:44
Nastolatki spłonęły w escape-roomie. Miłosz S. zostanie dłużej w areszcie?
fot. DOMIN/AGENCJA SE/East News

Prokuratura Okręgowa w Koszalinie złożyła w środę w sądzie wniosek o przedłużenie na kolejne trzy miesiące tymczasowego aresztu dla Miłosza S., organizatora escape roomu, gdzie zginęło pięć 15-letnich dziewcząt.

Chcesz śledzić takie informacje na bieżąco? Dołącz do grupy Kronika kryminalna Radia ZET na Facebooku

28-letni Miłosz S. jest podejrzany o umyślne stworzenie niebezpieczeństwa wybuchu pożaru w escape roomie i nieumyślne doprowadzenie do śmierci pięciu 15-letnich dziewcząt, które 4 stycznia 2019 r. zginęły w pożarze. Czyn ten jest zagrożony karą do 8 lat pozbawienia wolności.

Zobacz także

Wniosek o przedłużenie aresztu

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Koszalinie Ryszard Gąsiorowski poinformował w środę o tym, że "dziś prokuratura złożyła do Sądu Okręgowego w Koszalinie wniosek o przedłużenie na kolejne trzy miesiące tymczasowego aresztu Miłoszowi S.".

W uzasadnieniu wniosku, jak przekazał Gąsiorowski, prokuratura wskazuje na to, że Miłosz S. podejrzany jest o czyn zagrożony wysoką karą, a także na to, że "na wolności mógłby utrudniać prowadzone postępowanie, wpływać na zebrane dowody".

Zobacz także

Gąsiorowski dodał, że "nie może mówić o szczegółach śledztwa", "o zgromadzonym już materiale dowodowym". Zaznaczył, że prokuratura nadal zbiera dowody w tej sprawie – czeka na wyniki zleconych ekspertyz, a także planuje zlecenie kolejnych oraz przesłuchania świadków.

Zobacz także

Nadal aktualny jest apel prokuratury o zgłaszanie się świadków, którzy w okresie od lutego 2018 r. do 4 stycznia 2019 r. korzystali z usług escape roomu "To Nie Pokój" w Koszalinie i mają wiedzę na temat scenariuszy poszczególnych gier, wyposażenia pomieszczeń, działań osób odpowiedzialnych za kontakt z klientami i ich obsługę w trakcie realizowania usług, a także dysponują nagraniami z przebiegu gier lub zdjęciami.

Zarzuty

Prokurator poinformował, że Miłosz S. pozostaje jedyną osobą, której w tej sprawie postawiono zarzuty.

Miłosz S. zarzuty usłyszał 6 stycznia, następnego dnia decyzją Sądu Rejonowego w Koszalinie został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Odmówił złożenia wyjaśnień.

Zobacz także

Obrońcy nie wnieśli wówczas zażalenia na postanowienie sądu. Mec. Wiesław Breliński mówił, że obrona chce, by postępowanie toczyło się "w sposób wartki", by kwestię dotyczącą postępowania dowodowego zamknąć "w możliwie jak najszybszym terminie". Odmowę złożenia zeznań przez podejrzanego tłumaczył jego stanem psychicznym.

3 kwietnia sąd zdecydował o przedłużeniu aresztu wobec Miłosza S. na kolejne trzy miesiące. Wówczas obrońcy "na wyraźne polecenie klienta" również nie złożyli zażalenia na to postanowienie.

Tragedia w escape-roomie

Według ustaleń prokuratury to 28-letni Miłosz S., mieszkaniec Poznania, faktycznie organizował i prowadził escape room w Koszalinie, choć działalność gospodarcza zarejestrowana była na jego babcię. Mężczyzna zajmował się zawodowo obsługą tego typu pokoi zagadek.

25-letni Radosław D., pracownik escape roomu, który został poparzony w pożarze, przesłuchany w charakterze świadka podczas pobytu w szpitalu w Gryficach 6 stycznia zeznał, że to Miłosz S. go zatrudnił, powiedział, co będzie należało do jego obowiązków i jakiego rodzaju pokoje zagadek są w obiekcie. W grudniu 2018 r. zaczął pracę.

14 lutego z udziałem pracownika escape roomu przeprowadzona została wizja lokalna w miejscu tragedii. Uczestniczyli w niej również strażacy, biorący udział w akcji ratowniczo-gaśniczej, rodzice zmarłych dziewcząt, ich pełnomocnicy prawni oraz obrona podejrzanego.

Zobacz także

Do tragicznego pożaru w escape roomie "To Nie Pokój" w Koszalinie przy ul. Piłsudskiego 88 doszło 4 stycznia po godz. 17. Zginęło pięć 15-letnich dziewcząt, uczennic trzeciej klasy Gimnazjum nr 9, obecnie SP nr 18. Według wstępnych ustaleń prokuratury, przyczyną pożaru był ulatniający się gaz z butli gazowej (butle zasilały w paliwo piecyki w budynku). Ogień miał uniemożliwić 25-letniemu pracownikowi escape roomu dotarcie do nastolatek. Mężczyzna został poparzony i nie zdołał otworzyć dziewczętom drzwi. One same mogły to zrobić dopiero po rozwiązaniu ostatniej zagadki. W obiekcie nie było dróg ewakuacyjnych. Dziewczęta zatruły się tlenkiem węgla. Pogrzeb ofiar pożaru odbył się 10 stycznia. Dziewczęta spoczęły obok siebie na koszalińskim cmentarzu komunalnym.

 

RadioZEt.pl/PAP