Zamknij

Nauczycielka Roku 2022: "Młodzi ludzie czytają, tylko niekoniecznie to co im każemy. Ja to szanuję"

12.10.2022 14:30

- Biblioteka może być wyjątkowym miejscem w szkole, bo nie mamy pancerza w postaci podstawy programowej i możemy poświęcić czas uczniom. Daję dzieciom książki apteczki, książki plasterki na różne dolegliwości. Chcę, żeby nie czuły się same ze swoimi problemami. Tak widzę literaturę, tak widzę książki - mówi w rozmowie z radiozet.pl Iwona Pietrzak-Płachta, laureatka konkursu Nauczyciel Roku 2022.

Iwona Pietrzak-Płachta Nauczycielka Roku 2022 i Dariusz Martynowicz Nauczyciel Roku 2021
fot. Ola Skowron/East News

Aleksandra Pucułek: - Co czyta teraz pierwsza nauczycielka bibliotekarka z tytułem Nauczyciel Roku?

Iwona Pietrzak-Płachta, nauczycielka bibliotekarka z Pliszczyna, Nauczyciel Roku 2022: - Szewc bez butów chodzi. Jak wróciłam po gali i rozstrzygnięciu konkursu, to odpadłam zupełnie i już nic nie zdołałam przeczytać. A na co dzień czytam książki dla dzieci, o których potem dyskutuję z uczniami. Między nimi mam odłożoną biografię Beaty Kozidrak. Najbardziej lubię książki biograficzne, bo są morzem inspiracji. Inni ludzie są kołem napędowym naszego życia.

Czy z czytelnictwem jest tak źle, jak pokazują statystyki?

- Jest źle, ale nie jestem osobą, która narzeka. Musimy wpisywać się w świat, który stanął przed nami i nie oczekiwać, że dzieci będą czytały tak jak my 20, 30 lat temu. Posługujemy się teraz innymi komunikatami, jesteśmy obrazkowcami. Nie zatrzymamy tej maszyny pędzącej do przodu. Nie wiem zresztą, czy tego w ogóle potrzebujemy. Jest zmiana i musimy się w tę zmianę wpasować.

Zamiast zwykłej szkolnej biblioteki stworzyła pani Wypożyczalnię Skrzydeł, która „wzięła się z marzenia”. Jak to się zaczęło?

- Z doświadczenia mojej licealnej biblioteki. Bibliotekarka nie robiła fajerwerków, ale czasami dopuszczała mnie do magazynu książek. Do dziś czuję zapach tego pomieszczenia, pamiętam światło, metalowe regały i książki w szarych okładkach. Wchodziłam między te półki i czułam się jak Alicja w Krainie Czarów. Nie widziałam książek, tylko czułam historie pulsujące pod okładkami. Wtedy urodziła się taka myśl, że może też robiłabym coś takiego.

Moja droga zawodowa była zdeterminowana przez to doświadczenie. Kończąc bibliotekoznawstwo, wiedziałam, że chcę być bibliotekarzem szkolnym, chcę pracować z młodymi ludźmi. Wypożyczalnia skrzydeł powstała po to, żeby dać doświadczenie przyjemności z czytania.

Najpierw była miłość do książek, czy miłość do pracy z dziećmi?

- Chyba do książek. Byłam dzieckiem czytającym pod kołdrą z latarką. Co ciekawe, jakiś czas temu byłam na szkoleniu, na którym mieliśmy opowiedzieć, jakie książki czytali nam rodzice. Pomyślałam wtedy: jejku, nie mam takiego wspomnienia. Czytanie to było moje indywidualne odkrywanie. Potem dopiero była myśl, że chcę pracować z dziećmi. Na pewno nie można byłoby mnie umieścić w dziale opracowywania zbiorów. To jest przeze mnie najmniej lubiana część obowiązków bibliotekarza. Najlepiej czuję się w pracy pedagogicznej, z uczniami, z pracą na tekście.

W Wypożyczalni Skrzydeł stworzyła pani strefę „szukam ciszy" z uspokajającą muzyką dla wysoko wrażliwych osób. Jest też strefa „chwila dla siebie" z bujakiem, z wygodnymi ławkami.

- Wypożyczalnia skrzydeł jest miejscem, gdzie nie wypożycza się po prostu książek, tylko wypożycza się skrzydła, na których można latać w najpiękniejszej krainie słowa. Zupełnie za darmo. A ja jestem trochę taką czarodziejką książek, trochę wróżką, trochę niewidzialną ręką, która daje właściwą książkę właściwej osobie we właściwym czasie, żeby uleczyć duszę albo dmuchnąć w skrzydła. Daję książki apteczki, książki plasterki na różne nasze dolegliwości. Tak widzę literaturę, tak widzę książki. Wypożyczalnia skrzydeł jest miejscem, gdzie się przychodzi, zakłada skrzydła, rozmawia się o wszystkim. Gdzie zauważane jest dziecko.

Uczniowie przychodzą tu po to, by na tej pędzącej autostradzie nauki mieć przystanek na odpoczynek, żeby zejść z korytarzy, które są pełne bodźców i hałasów. Biblioteka może być wyjątkowym miejscem, bo nie mamy pancerza w postaci podstawy programowej i my bibliotekarze możemy poświęcić czas uczniom. Może nasza biblioteka nie jest za duża, ale jest wolny dostęp do półek, dzieci mogą sobie między nimi chodzić, oglądać okładki. Chcę dać im doświadczenie obcowania z książkami, bo dla mnie biblioteka w szkole nie pełni tylko funkcji wypożyczalni. Ja w ogóle nie oczekuję tego, że dziecko wyjdzie od razu z książką ode mnie.

Te książki plasterki, apteczki to jakie?

- To hasło jest zaczerpnięte z książki Ewy Zawiszy-Wilk, która pisała o „plasterkach na tęsknotę”. A ja pomyślałam, że książki to plasterki nie tylko na tęsknotę, ale na różne bolączki.

Lubię dawać dzieciom różne picture booki. Są otwierające, głębokie, ta skromność słów to studnia, z której można czerpać, bo można iść w przeróżne interpretacje. Uwielbiam też „Pięciu nieudanych”, pięknie są tam pokazane nasze słabości, które są naszymi super mocami. Albo „Nietypowego Adasia” o chłopcu, któremu urosły skrzydła. Najpierw nie mógł się nimi nacieszyć, a potem pomyślał, że przez nie jest inny i chował je. Gdy odważył się je pokazać, okazało się, że są też inne skrzydlate dzieci. Właśnie tak pracuję z uczniami – chcę, żeby one nie czuły się same ze swoimi dziecięcymi problemami, które dla nich są wielkimi problemami.

Do czytania lektur szkolnych też pani zachęca?

- Zachęcam do każdego czytania. Chodzi o to, żeby dzieci czytały w ogóle, żeby doznawały przyjemności czytania, dlatego też tropię wśród dzieci to, co je interesuje. Gdy pracowałam jeszcze w gimnazjum, patrzyłam na nieczytających chłopców i myślałam: chcę coś zrobić, żeby uwierzyli, że książka jest fajna. Podpytywałam ich o to, co lubią. Okazało się, że jeden wędkuje, drugi lubi motocykle. Kupiłam im więc Wielką Encyklopedię Motocykli. Oni wtedy siadali i czytali, np. w ile dany motocykl rozpędza się do 100 km na godz. Wtedy pomyślałam: sukces. Potem sami przychodzili i wypożyczali, np. „ABC wędkarstwa”. Poczuli, że książka jest ich. Każda jest furtką uchyloną do świata literatury. Młodzi ludzie czytają, tylko niekoniecznie to co im każemy. Ja to szanuję, daję im na to przestrzeń.

„Zróbmy wszystko, żeby nasze szkoły były miejscami, w których dzieci i nauczyciele są szczęśliwi. Gdybym miała czarodziejską różdżkę, wyczarowałabym szczęśliwe szkoły”. Tak mówiła pani, odbierając nagrodę Nauczyciel Roku. To jaka teraz jest szkoła?

- Szkoła, w której nie ma zaufania do naszych działań i kompetencji nauczycieli. W której ilość materiału z podstawy programowej nie pozwala pochylić się nad uczniem. Nauczyciele martwią się o swoją materialną codzienność. W której nie czujemy, że nasza rola jest ważna. To nie są szkoły, w których dzieci i nauczyciele będą szczęśliwi. Sukces mojej biblioteki to suma wsparcia nauczycieli, rodziców, dyrektora, organu prowadzącego i energii dzieci, dlatego wiem, że to wsparcie dodaje skrzydeł naszym działaniom i pozwala urzeczywistniać marzenia. Tego potrzebujemy.

Szczęśliwe szkoły to takie, gdzie my nauczyciele czujemy moc swojego zawodu, bo my naprawdę wiemy, co robić. Trzeba tylko dać nam przestrzeń i poczucie bezpieczeństwa. Chciałabym, żeby w szkołach dzieci były wysłuchane, dostrzeżone, akceptowane, żeby nie bały się stawiać pytań, doświadczać, ani próbować. Żeby miały na to czas.

Chciałabym, aby dzisiaj dzieci stawiając w szkole pytania, nie bały się, że przyznają się w ten sposób, że nie wiedzą. Bo pytania i próbowanie to najpiękniejsza droga do odkrywania wiedzy. Wszyscy naukowcy setki razy próbowali, zanim udało im się coś odkryć. Nie wolno nam zabijać ocenami ciekawości świata w młodych ludziach. Marzyłabym, żeby w szkole była ocena „jeszcze nie teraz”, zamiast jedynki, dwójki.

To są wyzwania naszej edukacji?

- Wyzwaniem jest to, żeby przetrwać. Wiemy, że edukacja jest w trudnej sytuacji. Okazuje się, że można nas nauczycieli zastąpić kimś innym wtedy, kiedy trzeba. Że nasz głos może być nieusłyszany nawet wtedy, kiedy głośno krzyczymy. Mam trochę poczucie niemocy, ale największa moc w nas nauczycielach to jest praca z uczniem, to jest to, co realnie możemy dać. Budujemy w ten sposób przyszłe pokolenia. To trzyma przy zawodzie. Oczy dzieci wpatrzone w nas, potrzeba wspólnego bycia - to daje nam siłę, żeby być w tym miejscu, w którym jesteśmy.

Były myśli, żeby z tego zawodu zrezygnować tak jak wielu nauczycieli teraz?

- Nigdy, chociaż wiadomo, że to nie są pieniądze, przy których można byłoby się zatrzymać. Po ogłoszeniu wyników konkursu pytano mnie np. jak pani sobie radzi z tym czarowaniem, przecież pani jest na nauczycielskiej pensji? Tak, ale mój mąż nie jest nauczycielem, mam taką cudowną sytuację, że dzięki niemu nie muszę myśleć o finansowych sprawach. Mogę czarować, ale znam rodziny nauczycielskie i jest im bardzo trudno, a przecież robimy ważną robotę. Zwłaszcza, że nasza praca nie kończy się, kiedy wychodzimy ze szkoły, przenosimy ją do domu. Nasi najbliżsi noszą ciężary tego, czego my akurat nie możemy zrobić, bo robimy w tym czasie coś zupełnie innego dla innych dzieci.

Nauczyciel Roku 2021 Dariusz Martynowicz obrał taką misję, by głośno mówić o problemach szkoły, o tym, co dzieje się za drzwiami pokoju nauczycielskiego. A pani?

- Oglądając przemówienia Darka, pomyślałam, że trochę idzie na front, on ma w sobie taką siłę. Podziwiam go bardzo za to. Ja jestem zupełnie inna, najbardziej chcę być z dziećmi w Wypożyczalni Skrzydeł, bo tam się czuję najlepiej. Zrobię dla środowiska bibliotekarskiego, ile tylko będę mogła. Jestem głęboko przekonana o wyjątkowej roli bibliotek szkolnych w strukturze szkoły. Chcę tę wyjątkowość propagować. Wiem, że mogą one być sercami szkół, miejscami, gdzie wszystko się zaczyna, przestrzeniami wsparcia, bibliotekarze to ludzie o wielkim potencjale.

Chcę zrobić wszystko, żeby uczniowie pokochali czytanie. Czytanie czyni nas obywatelami, czyni nas równymi. Chociaż odbierając statuetkę pomyślałam sobie, że powinnam też dmuchnąć w skrzydła nauczycielskie i poszłam do miasteczka edukacyjnego w Warszawie.

Już uwierzyła pani, że dostała pani to wielkie wyróżnienie, jakie to uczucia?

- Boję się, bo środowisko bibliotekarskie ma duże oczekiwania. Biblioteki szkolne są zawsze ostatnie w ogonku. Z tych wszystkich szkolnych priorytetów nigdy nie jesteśmy pierwsi. Stoimy gdzieś na końcu, czasami coś dostaniemy, czasami nie. Jest wielu bibliotekarzy, którzy czują się pomijani, niedoceniani. Wiem, jakie to jest trudne dla nich. Ale wiem też, że nauczyciele bibliotekarze mają ogromną moc. A moc plus przestrzeń i czas może zrobić rzeczy niesamowite.

Oczywiście radość też jest. Do tej pory miernikiem mojej pracy były dziecięce uśmiechy, które widzę codziennie w wypożyczalni. Albo łzy, które są dla mnie jeszcze większą nagrodą, bo to znaczy, że uczniowie mają odwagę do mnie przyjść i powiedzieć szczerze, co ich najbardziej boli. Teraz okazało się, że środowisko nauczycielskie doceniło dmuchanie w dziecięce skrzydła, doceniło rolę biblioteki szkolnej w strukturze szkoły i to jest dla mnie najważniejsze. Dawanie skrzydeł młodym ludziom to perpetuum mobile, bo podmuch tych skrzydeł powoduje, że sam się wznosisz coraz wyżej i lądujesz na gali Nauczyciel Roku jako Nauczyciel Roku.

Jaką książkę poleciłaby pani nam teraz na te czasy?

- Lisa Aisato "Życie". W niej jest wszystko: dzieciństwo i dorastanie, dojrzałość i starość. I nasza droga, raz wyboista, a raz piękna. Jak to w życiu.

loader

RadioZET.pl