Zamknij
Kobiety wcale nie muszą rodzić, by się spełniać
Kobiety wcale nie muszą rodzić, by się spełniać
fot: Brooke Lark/Unsplash.com
ABORCJA (NIE) W POLSCE

Nie mam i nie chcę mieć dzieci. Nie jestem prawdziwą Polką?

Emilia Waszczuk
Emilia Waszczuk Redaktor Radia Zet
21.10.2021 21:23
21.10.2021 21:23

Jestem "bezdzietną lambadziarą" i jest mi z tym świetnie. Dzieci nie mam i nigdy mieć nie zamierzam. Planuję za to głośno mówić o tym, jak ważny jest dostęp do legalnej aborcji. Nawet tej na życzenie. Przykro mi droga prawico, takich kobiet jest więcej.

Nie mam męża ani dzieci i mieć ich nie zamierzam. Mam za to całkiem wygodne, dostosowane do własnych potrzeb życie, pracę, w której się spełniam i pasje, którym poświęcam swój wolny czas. Gdy jestem zmęczona, odpoczywam, gotuję, bo lubię, sprzątam, bo cenię sobie porządek. Bez presji i myśli, że wszystko to jest dla kogoś, bez kombinowania, jak ogarnąć dom, rodzinę i jeszcze jakoś znaleźć czas dla siebie. Chodzę po restauracjach, na drinki, do galerii sztuki. Nawet do kina czy na koncert wolę pójść sama, by bez przeszkód poddać się emocjom. Czasem uprawiam niezobowiązujący seks, mam swoich przyjaciół i swoje zasady. Niektórzy twierdzą, że nic nie wiem o życiu, że może powinnam sobie kogoś znaleźć, że dopiero jak urodzę dziecko, dowiem się, co jest ważne. 

Ktoś nazwie mnie egoistką, inny wykrętem, kolejny bezdzietną lambadziarą. I wiecie co? Jest mi to zupełnie obojętne. Ani myślę swojego życia zmieniać, dostosowywać się do ogólnie przyjętych schematów i spełniać oczekiwań ludzi wokół. Ile razy zdarzyło Wam się słyszeć, że kobieta ma robić to, to i to? Stworzona jest do tego czy tamtego. Jej powinnością jest... Bardzo długo, od dzieciaka uczona byłam, że mam umieć gotować, upiec ciasto, posprzątać, że rodzina to najwyższa wartość, a najgorsze, co może mnie spotkać, to bycie starą panną i bezdzietność. Według słownika moich babć czy ciotek starą panną już jestem, a w dodatku w dupie mi się poprzewracało. Bo jak można nie wypełniać woli boskiej, nie marzyć o ślubie, nie płodzić "bąbelków"? 

To właśnie rodzenie dzieci zdaje się być dla wielu ludzi w Polsce najwyższą kobiecą powinnością. Ok, bycie matką może być piękne i dawać satysfakcję, okazać się pełnią szczęścia. Są kobiety, które o tym marzą, oddałyby wszystko za to, by zajść w ciążę, cieszą się macierzyństwem. Ale skoro one mogą wybrać taką ścieżkę, dlaczego ja nie mogę obrać innej? 

Seksu przed ślubem uprawiać nie można, bo grzech, ale jak już uprawiasz i wpadniesz: taka wola boska. Prezerwatywy czy inne formy antykoncepcji? Zło. Ale otwórz kalendarzyk i jak dzieci nie chcesz, to licz tak, żeby ich nie było. Aborcja? Grzech najcięższy, nawet jeśli masz urodzić dziecko bez czaszki. A jak już urodzisz, nie ważne, czy zdrowe, czy z wadami lub chore, zapomnij, że byłaś. Nie jesteś już Emilką. Teraz jesteś matką. 

Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zdążył już ogłosić, że kobiety stworzone są do rodzenia, a nie robienia karier. W jego mniemaniu ja i inne podobne mi trzydziestolatki, bez rodzin i planów na rodziny zakładanie, jesteśmy degeneratkami niegodnymi szacunku. Żadne z nas patriotki, marne z nas Polki

Ostatnio w rozmowie z jedną z "dzieciatych" koleżanek usłyszałam, jak wielkim bólem może być życie. Samotna matka, bez wsparcia, bez krzty wolnego czasu. Poszła do szkoły, by choć na chwilę wyrwać się z domu. Marzyła o tym, by przez badania przejść w szpitalu. Szwankowalo jej zdrowie, w szpitalach przez pandemię nie ma odwiedzin, a ona pragnęła tylko na chwilę uciec i pierwszy raz od dwóch lat się wyspać. Inna koleżanka, jeszcze z czasów studenckich, rzuciła naukę i wróciła do rodzinnego miasteczka po tym, jak zaszła w ciążę. Pamiętam, jak płakała, że świat jej się wali. Kolejna - obarczona złymi genami - przerażona była wizją urodzenia nieuleczalnie chorego dziecka. Gdy zaszła w ciążę, mówiła otwarcie - jeśli badania prenatalne wyjdą źle, zrobię aborcję, nie stać mnie na heroizm. Wtedy jeszcze miała wybór. 

Ostatnio w Polsce rozgorzał temat tego, czy każda kobieta powinna rodzić dzieci i co zrobić z tymi, które owych dzieci nie chcą. Wszystko za sprawą córki byłego prezydenta, celebrytki Aleksandry Kwaśniewskiej. Skończyła 40 lat, od dawna ma męża, a potomstwa ani widu, ani słychu. Ciągle dopytywana o to, kiedy dzieci i dlaczego jeszcze ich nie ma, nie wytrzymała. - Wiemy, że macierzyństwo jest ogromnie ważne dla wielu kobiet, ale to nie powód, by te, które dzieci nie mają, były albo ignorowane, albo zmuszane do wiecznego tłumaczenia się ze swoich życiowych decyzji - oznajmila w jednym z wywiadów. - Szanujmy wybory innych ludzi. Nic nam do tego - dodała. I niby wszystko, co powiedziała, jest zupełnie oczywiste, okazuje się jednak, że nie dla każdego. Są tacy, którzy do rodzenia najchętniej by kobiety zmusili. W imię własnych przekonań i bzdurnych racji. 

Protest kobiet w Warszawie
fot. MAREK BEREZOWSKI/REPORTER

Podobne scenariusze pisało życie, pisali też twórcy seriali czy powieści. Weźmy choćby jedną z popularniejszych w ostatnich latach produkcji “Opowieść podręcznej” na podstawie powieści Margaret Atwood. Kobieta zrównana została tam z inkubatorem, stała się maszynką do produkcji niemowląt. Nie trzeba jednak fikcji, by zobaczyć, do czego prowadzi zakaz aborcji oraz antykoncepcji i zmuszanie kobiet do rodzenia. Nicolae Ceauşescu - prezydent Rumunii w latach 1967 do 1989 - wymyślił sobie, że jego kraj stanie się potęgą. Dyktator miał ambitne plany - chciał doprowadzić do sytuacji, w której w 2000 roku na świecie żyłoby 25 milionów Rumunów. Zmienił prawo tak, by dzieci rodziło się jak najwięcej, - Nie ma w Rumunii miejsca dla kobiety, która nie jest matką - mówił. Rumunki rodziły, zmuszone przez prawo, a później swoje potomstwo porzucały. Młodych Rumunów było tak dużo, że sierocińce szybko się przepełniły, a maluchom zamiast imion, zaczęto nadawać numery. Powstały dwa odrębne kręgi piekielne - jeden to życie kobiet zmuszanych do rodzenia, drugi to życie dzieci, porzuconych, egzystujących w skrajnym ubóstwie, bez jakichkolwiek szans na godne życie. Wszystko w ramach chorej wizji dyktatora. 

Czy Polki czeka podobna przyszłość? Ekstremiści marzą o tym, by zakazać aborcji, ba, pojawiły się nawet pomysły zakazu antykoncepcji i… rozwodów. Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek, jeden z najbardziej kontrowersyjnych polityków PiS, zdążył już ogłosić, że “zakazuje dzieciom i młodzieży interesowania się seksualnością”, a kobiety stworzone są do rodzenia, a nie robienia karier. - Jak się pierwsze dziecko rodzi w wieku 30 lat, to ile ich można urodzić? To są konsekwencje mówienia kobietom, że nie muszą robić tego, do czego zostały przez pana Boga powołane - mówił swego czasu występując na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W jego mniemaniu ja i inne podobne mi trzydziestolatki, bez rodzin i planów na rodziny zakładanie, jesteśmy degeneratkami niegodnymi szacunku. Żadne z nas patriotki, marne z nas Polki. 

Jest XXI wiek, końcówka 2021 roku, świat od blisko dwóch lat zmaga się z pandemią, która pochłonęła już (według oficjalnych szacunków) prawie pięć milionów ofiar, po wybuchu wulkanu płoną Wyspy Kanaryjskie, za chwilę zaczną się coroczne pożary w Australii, pali się już nawet tajga, a to oznacza postępujące zmiany klimatu. Tymczasem w Polsce ludzie całą uwagę poświęcają temu, czy dwóch mężczyzn może tworzyć związek, a kobiety są pełnoprawnymi ludźmi i mogą decydować o sobie. 

Mija dokładnie rok, odkąd upolityczniony i - co tu dużo mówić - nielegalny Trybunał Konstytucyjny pod wodzą magister Julii Przyłębskiej - zdecydował, by zaostrzyć i tak już ostre prawo antyaborcyjne. Jeszcze niedawno mogłyśmy przerwać ciążę gdy padłyśmy ofiarą gwałtu, zagrażała naszemu życiu, lub płód był uszkodzony, a naszemu przyszłemu dziecku groziła nieuleczalna choroba i/lub kalectwo. Życie płodów okazało się jednak ważniejsze, niż życie kobiet i ostatnia przesłanka została Polkom odebrana. 

Wraz z wyrokiem Trybunału (nie)Konstytucyjnego świat wielu kobiet w Polsce się zawalił. Kto by jednak myślał o ich przyszłości, skoro udało się ocalić ileś zlepków komórek? Gabinety psychiatrów zapełniają się pacjentkami w tragicznym stanie psychicznym, przerażonymi wizją urodzenia dziecka z wadą letalną. W tej chwili wizyta u psychiatry to już ostatnia, jedyna szansa na legalne przerwanie ciąży w kraju. Pytanie tylko, dlaczego Polki najpierw muszą upaść na dno, doświadczyć głębokiej depresji, popaść w lęki, by móc poddać się zabiegowi i jakoś wracać do normalnego życia?

Jarosław Kaczyński nazwał prezes TK Julię Przyłębską "towarzyskim odkryciem"
fot. ANDRZEJ IWAŃCZUK/REPORTER

Kobiety cierpią, osobiste tragedie przeżywają całe rodziny, a polscy politycy i działacze tak zwani pro life kpią i szykują nam jeszcze większe piekło. Dlaczego aborcją embriopatologiczną zajmował się Trybunał Konstytucyjny? Bo Jarosław Kaczyński i jego pobratymcy z PiS bali się załatwić sprawy w Sejmie. Później ten sam Jarosław Kaczyński splunął w twarz Polskim kobietom, oznajmiając, że “każdy średnio rozgarnięty człowiek może sobie aborcję za granicą załatwić, taniej lub drożej”. Wszak wcale nie chodziło o to, by kobiety nie robiły aborcji. Chodziło o to, by nie przeprowadzały jej w Polsce. 

Tymczasem wrota piekieł otwierają się na nowo, a polscy ekstremiści dokładają do pieca. 22 września Fundacja Pro złożyła w Sejmie projekt ustawy całkowicie zakazującej aborcji. Oficjalnie chcą ścigać “przestępców aborcyjnych”, w praktyce chodzi o to, by za przerwanie ciąży karać jak za morderstwo. W każdym możliwym przypadku, bez względu na okoliczności. Zagrożenie życia matki? Gwałt? Nic się nie liczy. Płód miałby zostać zrównany z człowiekiem, terminacja ciąży z zabójstwem. Ścigane byłyby same matki, jak i osoby pomagające im aborcję przeprowadzić. Ba, już nawet usuwanie płodu za granicą uznawane byłoby przez polskie prawo za przestępstwo. Czy właśnie ku temu dąży dziś PiS we współpracy ze wspominaną już Julią Przyłębską? To ona dopiero co orzekła, że polskie prawo stoi ponad prawem unijnym. Chwilę wcześniej Parlament Europejski przyjął rezolucję, w której wezwał wszystkie kraje wspólnoty do zagwarantowania kobietom prawa do aborcji na życzenie. Nie ma mowy... takie rzeczy nie w Polsce. 

Jarosław Kaczyński splunął w twarz Polskim kobietom, oznajmiając, że “każdy średnio rozgarnięty człowiek może sobie aborcję za granicą załatwić, taniej lub drożej”. Wszak wcale nie chodziło o to, by kobiety nie robiły aborcji. Chodziło o to, by nie przeprowadzały jej w Polsce

Czy PiS odważy się pójść dalej? A może po raz kolejny posłużą się “towarzyskim odkryciem” Jarosława Kaczyńskiego i to Julia Przyłębska zakaże aborcji w każdym możliwym przypadku? Póki projekt ustawy Fundacji Pro nie trafi pod obrady Sejmu, możemy czuć się stosunkowo bezpieczne. W Polsce prężnie działają organizacje, jak Aborcyjny Dream Team, czy Kobiety W Sieci - aborcja po polsku. Kobieta ciągle nie może być karana za terminację ciąży. Ciągle mamy prawo wybierać, możemy urodzić, lub zdecydować o aborcji. Zażyć pigułki poronne w domu lub wyjechać za granicę. Ba, inne kraje Unii Europejskiej wyciągają pomocne dłonie do pozbawionych praw Polek. Już zaraz po wyroku TK pomoc polskim kobietom oferowały Szwedki, teraz rząd Belgii zdecydował opłacać nam ewentualne zabiegi. Dlaczego jednak ciągle musimy szukać czegoś poza, bić się o własne prawa, naginać zasady? 

Gdy 22 października 2020 roku zapadł wyrok w sprawie aborcji, w Polsce szalała pandemia, a ja chora i uwięziona w kwarantannie, płakałam przerażona tym, co dzieje się w kraju. Niewiele później w rozmowie z przyjacielem wyznałam, że nie chcę mieć dzieci, nie tutaj, nie w kraju pełnym zakazów, pozbawionym jakiejkolwiek empatii. Spójrzcie tylko, nie można “zabijać” zarodków, ale dzieci-uchodźcy na granicy polsko-białoruskiej mogą umierać w męczarniach. 

Drodzy obrońcy płodów. Dziś kobiety są dużo mądrzejsze, wiedzą, jak wykonać aborcję, są zdeterminowane. Dziś zakaz nie sprawi, że ktoś do rodzenia kobietę zmusi. A jeśli będzie trzeba, znów się zorganizujemy, wyjdziemy na ulice i będziemy pomagać swoim “siostrom” w potrzebie. Każda władza kiedyś mija, Wy też miniecie. 

Emilia Waszczuk
Emilia Waszczuk

Podlasianka, która cichy wschód porzuciła dla głośnej Warszawy. Absolwentka resocjalizacji i kulturoznawstwa, choć i tu nie znalazła swojego miejsca. Od dziecka wiedziała, że będzie pisać i dziś swój czas poświęca głównie tematom politycznym. Kocha opowieści o ludziach, zwłaszcza tych zwykłych-niezwykłych. Gdy wychodzi z pracy, oddaje się swojej drugiej największej pasji: roślinom, których liczba powoli zaczyna przekraczać możliwości małego, warszawskiego mieszkanka.