Zamknij

Niedzielski pierwszy raz o końcu raportowania ws. COVID-19. Dymisja? "Żaden problem by nie zniknął"

18.02.2022 09:04

Nigdy nie było sytuacji, w której nie identyfikowałbym się z decyzjami rządu. Pełnienie funkcji ministra zdrowia w czasie pandemii to nie zabawa dla dzieci, w której można zabrać zabawki i odejść - mówił Adam Niedzielski w wywi­adzie dla piątkowego wydania "Dziennika Gazety Prawnej". Minister zdrowia po raz pierwszy zasugerował też, kiedy resort może przestać raportować dane o zakażeniach koronawirusem.

Adam Niedzielski
fot. Zbyszek Kaczmarek/REPORTER

Adam Niedzielski udzielił wywiadu "Dziennikowi Gazecie Prawnej". Pytany, co teraz zrobi, skoro mamy - jak to sam ujął - „początek końca pandemii”, wyraził nadzieję, że "w końcu będzie przestrzeń do wdrażania nowych rozwiązań reformujących system ochrony zdrowia w Polsce zgodnie z oczekiwaniami pacjentów i zaradzenia wielu problemom finansowym podmiotów medycznych".

- A czysto prywatnie to mam nadzieję, że po dwóch latach znajdę więcej czasu dla rodziny i może w końcu wybierzemy się na wakacje - zaznaczył. Odniósł się również do pojawiających się coraz częściej pogłosek o swojej rzekomej dymisji.

Niedzielski o swojej ew. dymisji: nie zniknąłby wtedy żaden problem

Nasiliły się one zwłaszcza po tym, jak nie przeszła przez Sejm tzw. ustawa Hoca, zakładająca m.in. możliwość weryfikacji przez pracodawcę, czy pracownik jest zaszczepiony przeciw COVID-19. Z resortu zdrowia wyszedł wówczas przekaz, że to kluczowa” regulacja".

- Bo była to kluczowa regulacja, ale … Pełnienie funkcji ministra zdrowia w czasie pandemii to nie jest zabawa dla dzieci, w której w pewnym momencie mogę zabrać zabawki i odejść. Wziąłem na swoje barki olbrzymią odpowiedzialność, obejmując to stanowisko w czasie pandemii - odpowiedział szef MZ. - Żaden problem by nie zniknął z moim odejściem - podkreślił.

Pytany, czy nie jest zbyt ryzykowne mówić podobnie, jak premier Mateusz Morawiecki latem 2020 roku, gdy zapowiadał koniec pandemii i przekonywał, że "wirusa nie należy się już bać", Niedzielski przyznał, że "pandemia wiele razy nas zaskakiwała i zdarzały się rzeczy, których nie uwzględniały prognozy eksperckie".

Ale popatrzmy teraz na to, co się dzieje globalnie, w krajach, w których kolejne fale pandemii występowały o wiele wcześniej niż u nas. COVID-19 nie znika, ale jest w coraz większym stopniu kontrolowany. Państwa odchodzą więc od restrykcji bez narażenia systemu szpitalnictwa na niewydolność. Widać to bardzo dobrze w czasie obecnej fali Omikronowej. Dzienne zakażenia są najwyższe od początku pandemii, jednak nie idzie za tym znaczący wzrost hospitalizacji Adam Niedzielski

Dopytywany, czy nie przesadza z tym optymizmem, odparł, że nie, gdyż - jak powiedział - "widać, że i u nas pandemia staje się zjawiskiem coraz bardziej kontrolowalnym pod względem organizacyjnym". - Nie powoduje już takich przeciążeń w systemie opieki zdrowotnej - stwierdził.

Szef resortu zdrowia poinformował także o wynikach badań, które wskazują, że "ok. 80 proc. Polaków ma przeciwciała – czy to w wyniku przechorowania, czy zaszczepienia". - Zwracam uwagę na jedną ważną rzecz: początek końca pandemii nie oznacza końca SARS-CoV-2. To koniec zjawiska, które było totalnym zagrożeniem dla zdrowia publicznego, ale nie koniec obecności wirusa w Polsce i na świecie - podkreślił.

Niedzielski o końcu raportowania: w marcu na pewno nie

Odpowiadając na pytanie, co ten koniec będzie oznaczać z perspektywy administracji i zwykłego obywatela, minister oświadczył, że będzie "rekomendował premierowi, by w marcu – jeśli zejdziemy poniżej 10 tys. dziennych zakażeń – zostały zniesione restrykcje dotyczące limitów w miejscach publicznych".

- Drugim krokiem może być zniesienie obowiązku noszenia maseczek. Ale podkreślam, że będzie to uzależnione od utrzymania się spadkowej tendencji zakażeń. Na pewno te dwa kroki nie wystąpią w tym samym czasie. Jeżeli COVID-19 przestanie być obciążający dla szpitali, podobnie jak grypa, to zakończymy też codzienne raportowanie nowych przypadków - powiedział.

Dodał, że w marcu "na pewno raportowania jeszcze nie skończymy". - Ale jeżeli zakażeń będzie poniżej 1 tys. dziennie, to straci ono sens. Wszystko to przy założeniu, że tempo spadku infekcji się utrzyma i nie pojawi się jakaś nowa mutacja. Na razie nie widać sygnałów, by wkrótce miało to nastąpić, ale niczego nie można wykluczyć - wyjaśniał.

loader

RadioZET.pl/PAP (M. Rudy)