Zamknij

O co chodzi z tą ustawą o IPN? Tłumaczymy, kto się cieszy, a kto ma pretensje

Redakcja
05.02.2018 14:13
O co chodzi z tą ustawą o IPN? Tłumaczymy, kto się cieszy, a kto ma pretensje
fot. Karol Makurat/REPORTER

Dyskusja o zmianę w ustawie o Instytucie Pamięci Narodowej przeistoczyła się w awanturę, zarówno wewnątrz kraju, jak i na arenie międzynarodowej. W tej gorączce, na chłodno, przypominamy, o co w ogóle chodzi w tym informacyjnym chaosie.

Senat poparł ustawę o  Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu 1 lutego, o godzinie 2 w nocy. Za ustawą głosowało 57 senatorów, 23 przeciwko, 2 senatorów wstrzymało się od głosu. Nie przyjęto poprawek opozycji. Teraz ustawa leży na biurku Andrzeja Dudy i czeka na podpis. Na to prezydent ma 21 dni.

Zagłosuj

Czy popierasz nowelizację ustawy o IPN?

Liczba głosów:

Co zakłada nowa ustawa?

Najwięcej emocji wywołał zapis, zgodnie z którym „każdy, kto publicznie i wbrew faktom przypisuje polskiemu narodowi lub państwu polskiemu odpowiedzialność lub współodpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez III Rzeszę Niemiecką lub inne zbrodnie przeciwko ludzkości, pokojowi i zbrodnie wojenne — będzie podlegał karze grzywny lub pozbawienia wolności do lat trzech”.

Taka sama kara grozi za „rażące pomniejszanie odpowiedzialności rzeczywistych sprawców tych zbrodni”.

W dokumencie przewidziano taryfę ulgową dla osób nieznających prawa. Sprawcy działający nieumyślnie podlegaliby karze grzywny lub ograniczeniu wolności.

ustawa01

Dość krótko odniesiono się także do możliwości popełnienia wymienionych czynów w ramach działalności artystycznej i naukowej. Nie stanowiłoby to przestępstwa.

Co istotne, przepisy miałyby być stosowane zarówno wobec Polaków, jak i cudzoziemców —„niezależnie od przepisów obowiązujących w miejscu popełnienia czynu”. Śledztwo z urzędu wszczynałby prokurator IPN. Wyrok podawano by do publicznej wiadomości.

Zobacz także

Procesy za „polskie obozy” i negowanie „Wołynia”

Krzywdzące dla polskiej historii sformułowanie „polskie obozy śmierci” wiązałoby się z procesami cywilnymi wytaczanymi przez NGO lub IPN. Uzyskane w ten sposób odszkodowanie przysługiwałoby Skarbowi Państwa.

Ustawa przewiduje także odpowiedzialność za zaprzeczanie zbrodniom popełnionym na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów i ukraińskie formacje kolaborujące z hitlerowcami.

W nowelizacji ustawy o IPN zapisano definicję takich zbrodni. Są to „czyny popełnione przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1925-1950, polegające na stosowaniu przemocy, terroru lub innych form naruszania praw człowieka wobec jednostek lub grup ludności”.

Wskazano również, że taką zbrodnią był udział ukraińskich nacjonalistów w eksterminacji Żydów i popełnione przez nich ludobójstwo na obywatelach II RP na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Zobacz także

O co cała ta afera?

Polacy są podzieleni w kwestii oceny ustawy. W sondażu przeprowadzonym przez „Rzeczpospolitą” za wejściem ustawy w życie opowiedziało się 36 proc. ankietowanych. 39 proc. stwierdziło, że należy ją wstrzymać, jako powód podając międzynarodową krytykę.

Izraelskie MSZ „kategorycznie sprzeciwiło się” przyjęciu znowelizowanej ustawy. — Żadna ustawa nie zmieni faktów — podkreślono.

O jakie fakty chodzi? Raczej nie o obarczenie Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie Niemców. Obawy Izraela budzi raczej możliwość wybielania trudnych epizodów w Polskiej historii i antysemickich incydentów w II RP.

— Ważne jest jednak, by odróżniać zachowania pojedynczych Polaków lub grup Polaków od działań podejmowanych przez polski rząd na uchodźstwie w Londynie czy Armię Krajową w czasie wojny — napisał na łamach Haaretz Mosze Arens, były szef dyplomacji i minister obrony Izraela.

Szef niemieckiej dyplomacji Sigmar Gabriel zapewnił w oświadczeniu, że Polska może być pewna, iż Niemcy biorą na siebie pełną odpowiedzialność za Holokaust i będą potępiać takie zafałszowania historii jak sformułowanie „polskie obozy koncentracyjne”.

Ostrzej ocenił to Israel Kac, pisze na łamach Haaretz Mosze Arens, były szef dyplomacji i minister obrony Izraela. Stwierdził, że jest to „odrzucanie odpowiedzialności i zakłamywanie polskiego udziału w Zagładzie”. Zaapelował też o odwołanie do kraju na konsultacje ambasador Izraela w Warszawie.

„Jerusalem Post” podał, że 61 deputowanych w 120-osobowym Knesecie popiera projekt ustawy, na mocy której polska ustawa o IPN, po ewentualnym przyjęciu, zostałaby uznana za negowanie Holokaustu. Projekt popierają posłowie rządzącej koalicji i część opozycji.

— Zgadzamy się, że niewłaściwe jest nazywanie niemieckich nazistowskich obozów śmierci znajdujących się na ziemiach polskich »polskimi obozami śmierci«, jednakże przedmiotowa ustawa w swym obecnym kształcie w znacznym zakresie wykracza poza tę pojedynczą kwestię — oceniły Europejska Unia dla Judaizmu Postępowego i Związek Postępowych Gmin Żydowskich w Polsce.

 

newsweekwsieci
fot. Dwie okładki prasowe - dwie strony medalu

Ukraina też niezadowolona

Ze wschodu słowa krytyki napłynęły m.in. ze strony Ukraińsko-Polskiego Forum Partnerstwa. Strona ukraińska zaapelowała do prezydenta o zawetowanie nowelizacji. Stwierdzono m.in., że ustawa w takiej formie zamyka drogę do dialogu i tworzy atmosferę presji i zastraszania Ukraińców mieszkających w Polsce.

Członkowie Forum zauważyli, że przemilczanie „oczywistych, agresywnych działań opartych na politycznym egoizmie” nie rozwiązuje, lecz komplikuje problemy we wzajemnych relacjach.

„Prosimy naszych (polskich) kolegów, by użyli swego autorytetu dla wstrzymania ostatecznego zatwierdzenia ustawy, która może istotnie podważyć partnerstwo i zaufanie między naszymi narodami” — napisano.

Warto przypomnieć, że między Warszawą i Kijowem, wiosną 2017 roku nasilił się spór, gdy ukraiński IPN zakazał poszukiwań i ekshumacji szczątków polskich ofiar wojen i konfliktów na terytorium Ukrainy. Zakaz został wydany po zdemontowaniu pomnika UPA w Hruszowicach na Podkarpaciu i wcześniejszych przypadkach niszczenia upamiętnień ukraińskich na terytorium Polski.

Podczas grudniowej wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Charkowie i jego rozmów z prezydentem Petrem Poroszenką ustalono, że uregulowaniem tej sytuacji zajmie się polsko-ukraińska komisja ds. historycznych. Na jej czele mają stanąć wicepremierzy Rozenko i Gliński.

— Prawda historyczna wymaga otwartej rozmowy i dialogu, a nie zakazów — skomentował sprawę prezydent Ukrainy Petro Poroszenko.

MSZ: Chcemy walczyć z fałszowaniem historii

— Głównym celem uchwalonej nowelizacji ustawy o IPN jest walka ze wszystkimi formami negowania oraz fałszowania prawdy o Holokauście. Wierzymy, że prace nad nowelą, mimo różnic w ocenie wprowadzanych zmian, nie wpłyną na strategiczne partnerstwo Polski i USA — czytamy w oficjalnym komunikacie polskiego MSZ.

— W tym kontekście stoimy na stanowisku, że oskarżanie Narodu Polskiego i Państwa Polskiego o współudział razem z III Rzeszą Niemiecką — publicznie i wbrew faktom – w zbrodniach nazistowskich jest niewłaściwe, wprowadzające w błąd i krzywdzące dla ofiar będących obywatelami Polski, zarówno pochodzenia żydowskiego jak i polskiego — oświadczyło MSZ.

Patryk Jaki, który przedstawił stanowisko rządu. Tłumaczył, że przepisy noweli o IPN są potrzebne ze względu na słabość dotychczasowej polskiej polityki historycznej. Przekonywał, że nowe przepisy ograniczą pojawiające się na świecie sformułowania np. „o polskich obozach śmierci”. Jak mówił, są one używane na świecie coraz częściej, przypisując Polsce odpowiedzialność za Holokaust.

Nieprecyzyjne przepisy?

Obok pełnych emocji komentarzy pojawiają się też uwagi dotyczące precyzyjności przepisów.

W komentarzu na blogu Bezprawnik prawnik Marek Krześnicki zwrócił uwagę m.in., że nowelizacja stosuje termin „naród Polski”, który nie jest zdefiniowany w przepisach. Według niego iluzoryczne jest także pociąganie do odpowiedzialności, osób, które świadomie szkalują dobre imię Polski za granicą. Aby doszło do ekstradycji np. obywatela USA, konieczne do jego wydania byłoby popełnienie przestępstwa obowiązującego w obu państwach (wynika to z porozumienia o ekstradycji).

ustawa

Były prezes Trybunału Konstytucyjnego Andrzej Rzepliński uważa, że tekst nowelizacji nie został napisany przez prawników, a sama ustawa jest niekonstytucyjna. Z drugiej strony, w analizie ustawy  sporządzonej dla „DGP” Bartosz Lewandowski z Ordo Iuris stwierdził, że „projektodawcy jednoznacznie podtrzymują linię orzeczniczą polskich sądów powszechnych i TK [...]”.

Czy amerykańska ustawa 447 wymierzona jest w Polskę?

Podczas dyskusji na temat nowelizacji ustawy o IPN często przedstawia się ją jako kontrę wobec amerykańskiej ustawy (Justice for Uncompensated Survivors Today).

Dokument w grudniu jednogłośnie zaaprobował amerykański Senat. Dokument daje amerykańskim organom prawo do wspomagania organizacji międzynarodowych zrzeszających ofiary Holocaustu oraz wspierania ich poprzez swoje kanały dyplomatyczne w odzyskaniu żydowskich majątków, które nie mają spadkobierców.

Czy Polacy powinni obawiać się roszczeń ze strony Żydów, którzy opuścili Polskę, lub ich potomków? Tu trzeba przypomnieć, że 16 lipca 1960 r., rząd Polski podpisał ze Stanami Zjednoczonymi umowę, zgodnie z którą zobowiązał się zapłacić 40 mln. ówczesnych dolarów amerykańskich za całkowite uregulowanie i zaspokojenie wszystkich roszczeń obywateli USA, zarówno osób fizycznych, jak i prawnych z tytułu nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia, które nastąpiło w Polsce przed dniem podpisania i wejścia tego układu w życie. Spłata tego zobowiązania przez Polskę następowała w rocznych ratach i została w całości spłacona i 10 stycznia 1981 r.

447

Pojawiają się jednak głosy ostrzegające przed komplikacjami.

Prof. Marek Jan Chodakiewicz specjalizujący się w badaniu stosunków polsko-żydowskich powiedział w rozmowie z PAP, że w razie przyjęcia ustawy 447 „należy się spodziewać rozmaitych działań”.

— Od nieoficjalnych nacisków przez oficjalny lobbying aż do sankcji: pozytywnych czy negatywnych. Sankcje pozytywne to, krótko mówiąc, przekupstwa. Na przykład, jeśli Polska zapłaci odszkodowania zarządzone przez organizacje żydowskie, dostanie ochronę tarczy antyrakietowej albo faworyzowany status handlowy. Sankcje negatywne mogą oznaczać w razie odrzucenia roszczeń bojkot polskich produktów, cła zaporowe na nie, albo odmowę udzielenia kredytu. Są setki rozmaitych kijów i marchewek w kategorii sankcji — ocenił prof. Chodakiewicz.

RadioZET.pl/pap/Bezprawnik.pl/Jerusalem Post/DGP/Rzeczpospolita/maal