Zamknij

Nowy przedmiot w szkole? "Nawet doktoranci nie są wyedukowani"

24.10.2022 12:57

- W Polsce podważa się autorytety przez tworzenie atmosfery „do końca to nic nie wiadomo”. Widać to było w pandemii – mówi w podcaście edukacyjnym "Szkoła marzeń" prof. Jarosław Płuciennik z Uniwersytetu Łódzkiego. Jego zdaniem edukacji medialnej brakuje wszystkim. - Nawet doktoranci nie są wyedukowani na tyle, żeby oceniać treści medialne we właściwy sposób – stwierdza.

Nauka zdalna
fot. Pawel Wodzynski/East News

- Żyjemy w wielu rzeczywistościach naraz, mamy mnóstwo różnych baniek, w które wchodzimy. Coraz więcej jest takich sytuacji, w których czujemy się zagubieni - mówi w kolejnym odcinku podcastu „Szkoła marzeń” prof. Jarosław Płuciennik, kulturoznawca i kognitywista z Uniwersytetu Łódzkiego. Dlatego zdaniem naukowca konieczna jest edukacja medialna w Polsce. I to już od przedszkola, bo 2, 3-latki mają kontakt ze smartfonami.

- Młodzież, dzieci są świetne, jeśli chodzi o technikę. Ale jak oceniać treści, ich wiarygodność - tego już nie wiedzą – mówi w „Szkole marzeń”. Przyznaje, że nawet doktoranci nie są wyedukowani na tyle, żeby oceniać treści medialne we właściwy sposób. - Krytyczne myślenie to nie jest rzecz, z którą się człowiek rodzi – podkreśla ekspert. Dlatego stara się uczyć tego swoich studentów. A zajęcia nieraz zaczyna od testu, z jakich portali korzystają, żeby zorientować się, w jakich bańkach informacyjnych się znajdują. Najczęściej młodzi ludzie mówią o Instagramie, Facebooku i YouTubie. Rzadko w tej wyliczance pojawia się np. Twitter.

- Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że statystyka może służyć propagandzie i może być fake newsem - przypomina prof. Płuciennik w podcaście. I jak tłumaczy, popularne ostatnio billboardy o rozwodach również są fake newsem, bo niby powoływały się na badania, ale nie wiadomo na jakie. - Paski TVP to nawet nie fejk news, to mocno propagandowa wojna informacyjna - dodaje naukowiec.

Edukacja medialna jak w Finlandii

Jak zaznacza, nauka nie jest święta, ale od lat w Polsce widać ogromny brak zaufania do naukowców. Dlaczego? - Media preferują wyrazistość, konflikt, emocje. Ludzie odzwyczaili się od analitycznego, eksperckiego mówienia. Najlepiej powiedzieć „bomba” i ludzie zwrócą na to uwagę. Polityk w 20 sekund musi powiedzieć coś wyrazistego, a analityk, ekspert powie: może, gdyby założyć że, jeśli itd. - wyjaśnia prof. Płuciennik.

Jego zdaniem do tego przyczynił się też w pewien sposób Facebook. Każdy może tam publikować, wypowiadać się i każdy jest w jakimś sensie ekspertem. - To jest dobra rzecz, ale trzeba też kształcić ludzi, że jeszcze muszą się liczyć z ekspertami, którzy mają pogłębioną analityczną wiedzę – wyjaśnia naukowiec w „Szkole marzeń”.

Ten problem było widać zwłaszcza w pandemii. - Nawet minister zdrowia, który był przekonany do tego, że trzeba się szczepić, mówił, że daje wybór itd. A prezesa PiS widzieliśmy z książką o fałszywej pandemii podarowanej od szefa Konfederacji. Na tym polega rzecz: doprowadzić do stanu, w którym będziemy przekonani, że tak naprawdę to nic nie wiadomo – mówi prof. Płuciennik. Dlatego według niego na edukację medialną najmniej gotowe jest państwo. - Doszli do władzy wrogowie wiedzy – stwierdza.

Edukację medialną widziałby jak w Finlandii – nie jako osobny przedmiot w szkole, ale jako umiejętności przekazywane na każdej lekcji. - Edukacja medialna jest na każdym kroku. Trzeba korzystać z wielu źródeł, porównywać je. A na początek trzeba zmienić ministra edukacji – stwierdza w "Szkole marzeń".

loader

RadioZET.pl