Zamknij
Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński podczas prezentacji raportu o reparacjach
fot: Pawel Wodzynski/East News

O co chodzi z reparacjami? „PiS wypowiedział Niemcom zimną wojnę”

Michał Tomaszkiewicz
Michał Tomaszkiewicz Redaktor Radia Zet
09.09.2022 14:55

6 bilionów 220 milionów 609 mln zł – tyle (minimum) według przygotowanego na zlecenie PiS raportu są nam winni Niemcy za szkody wyrządzone podczas II wojny światowej. Czy te pieniądze rzeczywiście się nam należą, jak potoczyła się historia reparacji? Dlaczego Polska się ich zrzekła? Czy mamy szanse na otrzymanie pieniędzy od Niemców i czy rząd naprawdę zamierza się o nowe reparacje starać?

II wojna światowa pozostawiła Polskę zrujnowaną. Straty materialne w postaci domów, fabryk czy infrastruktury był dla milionów Polaków tylko tłem ich osobistych tragedii. W 1939 roku ludności Polski liczyła 35,3 mln mieszkańców, w 1946 nasz kraj zamieszkiwało już tylko 23,9 mln. „Państwo polskie w ciągu 7 lat straciło aż 11,4 mln obywateli” – czytamy w raporcie o strach wojennych wydanych pod egidą Instytutu Strat Wojennych im. Jana karskiego.

„Nad raportem pracował zespół 33 wybitnych pracowników naukowych najlepszych polskich uczelni, specjalistów z różnych obszarów wiedzy i nauki. Wśród ekspertów są historycy, historycy gospodarczy, archiwiści, ekonomiści, rzeczoznawcy i prawnicy” – zapewnił Instytut. Prace trwały od 2017 roku, a owocem badań jest astronomiczna kwota 6 bilionów 220 milionów 609 mln zł. Na tyle wyliczono sumę wszystkich szkód wyrządzonych przez działania Niemców na polskich ziemiach w czasie II wojny światowej.

Warszawa w gruzach po II wojnie światowej
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Straty materialne wyniosły według naukowców 797 mld zł. Straty Skarby Państwa i roszczenia z tytułu „zinstytucjonalizowanej grabieży” w postaci działalności okupacyjnego Emissionsbank in Polen oszacowano na 493 mld zł. Banki oraz instytucje ubezpieczeniowe miały zostać okradzione na kwotę 124 mld zł, zaś wartość zagrabionych lub zniszczonych dzieł sztuki oszacowano na 19 mld zł. Łącznie daje to jednak tylko 23 procent ogółu wyliczonej kwoty.

„Największą stratą państwa polskiego było wymordowanie przez Niemców 5,3 mln jego obywateli. To oni, poprzez swoją własną pracę, wygenerowaliby do końca swojej aktywności zawodowej dochód w kwocie 4787 mld zł (1041 mld euro, 1179 mld dolarów), co stanowi ponad 77 procent poniesionych strat” – poinformowali autorzy raportu. Wyliczenia zaprezentowano 1 września, w rocznicę wybuchu II wojny światowej, na Zamku Królewskim w Warszawie.

- Przyjęcie postawy, że odszkodowania nam się nie należą, powoduje wiele kompleksów i jest to droga do zniewolenia. Nie możemy nad tym przechodzić do porządku dziennego – stwierdził wówczas prezes PiS Jarosław Kaczyński. W wydarzeniu brali udział tylko politycy Prawa i Sprawiedliwości. Partia ta zaczęła posługiwać się coraz bardziej antyniemiecką retoryką – według ekspertów, to przemyślana taktyka, a kwestia reparacji ma za pomocą gorących dyskusji rozgrzać Polaków i odciągnąć ich uwagę od nadchodzących zimowych chłodów.

Polacy prowadzeni przez Niemców pod bronią w czasie II wojny światowej
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Szef partii rządzącej już po wydarzeniu argumentował zasadność postawienia roszczeń odwołując się do przykładu Namibii, która otrzyma od Niemiec 1,1 mld euro tytułem zadośćuczynienia za masakrę ludów Herero i Nama. Doszło do niej ponad 100 lat temu, gdy teren ten był niemiecką kolonią. Oficjalnie jest to „pomoc rozwojowa”. O reparacje zwróciła się do Niemiec Grecja. Oba te przypadki znacznie różnią się od sytuacji, w jakiej znalazła się Polska.

Argumentów, że Polska nie ma podstaw do ubiegania się o reparacje wojenne od Niemiec jest dużo. Żeby móc je zrozumieć, trzeba cofnąć się w przeszłość i zobaczyć, jakie zadośćuczynienia za straty z II wojny światowej Polska już otrzymała. I dlaczego w swoim własnym interesie zdecydowała się z ich dalszego otrzymywania zrezygnować.

Historyczny pech Polski

Polska po II wojnie światowej znalazła się w strefie wpływów ZSRR. Miało to konsekwencje w sprawie należnych naszemu krajowi reparacji. Problem nakreślił prof. zw. dr hab. Krzysztof Ruchniewicz, Dyrektor i Kierownik Katedry Historii Najnowszej w Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta.

- Po II wojnie światowej pierwsze decyzje dotyczące reparacji od Niemiec zapadły w Jałcie, ale doprecyzowano je na przełomie lipca i sierpnia 1945 r. w Poczdamie. W przeciwieństwie do I wojny światowej, gdzie ustalono ogromne kwoty pieniężne uznano, że będą to świadczenia materialne. Jest to kluczowa kwestia. Uznano także, że największe straty poniósł Związek Radziecki i powinno to znaleźć odzwierciedlenie w wysokości przyznanych mu reparacji. Zobowiązania Niemiec podzielono na dwie części: tzw. masę zachodnią i wschodnią. Wartość każdej z nich wyceniono na 10 mld dolarów. Warszawa miała otrzymywać reparacje z części przeznaczonej dla ZSRR. – stwierdził Ruchniewicz.

Rozmiar strat terytorialnych Polski po II wojnie światowej
fot. Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego

Eskpert dodał, że 16 sierpnia 1945 roku podpisano z Moskwą porozumienie w tej sprawie. Warszawa miała otrzymać 15 procent dostaw ze strefy radzieckiej oraz 15 procent z części przyznanej Moskwie ze stref zachodnich. W zakres reparacji nie miały wchodzić ziemie, które zyskała Polska kosztem Niemiec po II wojnie światowej.

- W zamian Polska zobowiązała się do przekazywania węgla po preferencyjnych cenach. Jak się później okazało, były to ceny nieopłacalne. Eksport na tych zasadach okazał się dla Polski ogromnym obciążeniem. Tak dużym, że gdy pojawiła się okazja wycofania się z tego układu poprzez zrzeczenie się reparacji, Polska tak zrobiła w 1953 roku. Był to też gest pomocy dla zachodniego sąsiada. W ramach reparacji ZSRR demontował w NRD całe fabryki, są szacunki, że zlikwidowano w ten sposób całe gałęzie gospodarki. Sytuacja gospodarcza Berlina Wschodniego była katastrofalna i wywołała bunt społeczeństwa, stłumiony przez wojsko radzieckie – powiedział specjalista z Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy’ego Brandta.

- Kwestię reparacji zamknięto ostatecznie w 1957 roku, gdy Polska i ZSRR podpisały układ o wzajemnym rozliczeniu z tego tytułu. Z kwoty ponad 3 mld dolarów, jaką miał pobrać łącznie ZSRR do 1953 r., Polsce przypadło ostatecznie 231 mln dolarów, czyli ok. 7,5 procenta. Następne rządy polskie, także po 1989 roku, uważały kwestię reparacji za zamkniętą. W relacjach polsko-niemieckich na planie pierwszym było uznanie polskiej granicy zachodniej. W odniesieniu do zadośćuczynienia za straty wojenne poruszano po 1956 r. jedynie sprawę uzyskania odszkodowań od RFN dla poszkodowanych obywateli polskich (NRD nie uważała się za prawna sukcesorkę III Rzeszy) – dodał historyk.

Ruchniewicz podkreślił, że udało się to częściowo - jako pierwsze odszkodowania otrzymały ofiary zbrodniczych eksperymentów medycznych. Dopiero po nawiązaniu stosunków dyplomatycznych między Polską a RFN w 1972 roku wypłatami objęto kolejne grupy. Ostatecznie sprawę udało się rozwiązać dopiero w latach 90. XX wieku dzięki uzyskaniu odszkodowań dla robotników przymusowych. - W sumie Polska uzyskała odszkodowań od Niemiec na kwotę 2, 6 mld euro - polskie ofiary były drugie pod względem wielkości wypłat po ofiarach holokaustu - poinformował prof. Ruchniewicz.

Kwota utraconych wynagrodzeń przez Polaków zabitych podczas II wojny światowej
fot. Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego

- Przez pierwsze miesiące po przejęciu przez Polskę ziem zachodnich i północnych rzeczywiście dochodziło tam do rabunków, zniszczeń i demontaży infrastruktury przez Armię Czerwoną. W kontekście reparacji warto także pamiętać, że np. podpisaliśmy z ZSRR tak zwaną „umowę parowozową”, w ramach której nasz kraj miał otrzymać lokomotywy. Nie ściągano ich jednak z radzieckiej strefy okupacyjnej, tylko uznano, że chodzi o sprzęt znajdujących się na nowych polskich ziemiach. Tak władze ZSRR rozliczały reparacje – opisał powojenne wydarzenia prof. Ruchniewicz.

- Trudno powiedzieć, jaki jest faktyczny bilans reperacji wojennych dla Polski. Istotny jest kontekst historyczny, w tym położenie polityczne kraju. Każda pomoc dla Polski, która wyszła z wojny bardzo zniszczona, z ogromnymi stratami materialnymi i ludzkimi, była bardzo ważna. I w każdej postaci, trzeba pamiętać, że trafiły do nas bardzo potrzebne urządzenia przemysłowe. To była cenna pomoc w odbudowie. W okolicznościach geopolitycznych, w jakich się znaleźliśmy, na pewno Polska nie uzyskała tego, co nam przyznano w Poczdamie (nie mówiąc już o pokryciu całości strat, co było po prostu niemożliwe). Jednak to nie efekt postępowania Niemców, którzy nie mieli w tym czasie żadnej politycznej sprawczości, a Kremla – podsumował historyk.

Czy naprawdę zrzekliśmy się reparacji?

Decyzja podjęta przez polskie władze w 1953 roku nie została uznana przez PiS jako prawomocna. Politycy partii tłumaczyli, że znaleźli wiele wad prawnych wykluczających wiążący charakter tego postanowienia. Mają one różną wagę – od wskazywania braku odpowiednich dokumentów, do przekonywania, że władzę w naszym kraju sprawował wtedy de facto przedstawiciel ZSRR. Nie była to więc suwerenna decyzja wolnego kraju.

Czy rzeczywiście Polska nie zrzekła się prawa do otrzymania reparacji wojennych od Niemiec? Zdaniem prof. dr hab. Władysława Czaplińskiego z Zakładu Prawa Międzynarodowego Publicznego IPN PAN, sprawa jest jasna.

- To jest pytanie, które ma dwa aspekty. Prawnicy mający poglądy zbliżone do reprezentowanych przez stronę rządzącą twierdzą, że akt zrzeczenia się reparacji miał wady prawne i z punktu widzenia prawa krajowego był nieważny. W moim przekonaniu te głosy lekceważą fakt, że prawo międzynarodowe funkcjonuje zupełnie inaczej, niż prawo krajowe. Jeżeli mamy deklarację, która została złożona w stosunku do partnera zagranicznego i ten partner dowiedział się o niej, została mu ona zakomunikowana bez względu na formę, nie musiała być nota dyplomatyczna, to jest ona wiążąca. Czy ona jest ważna czy nie z punktu widzenia prawa krajowego to kwestia drugorzędna. Rada Ministrów miała prawo reprezentować Polskę w stosunkach międzynarodowych, a tym samym oświadczenie rządowe wiąże. Zostało zresztą potwierdzone przez różne organy państwa po 1989 r. Koniec, sprawa została zamknięta.

Centrum Warszawy w czasie II wojny światowej
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Prof. Czapliński ocenił, że największym bólem części komentatorów jest to, że nie ma drogi sądowej, na której można byłoby domagać się reparacji. - Nie ma sądu, który by tę sprawę rozstrzygnął. Nie ma sądu, bo w prawie międzynarodowym, inaczej niż w prawie krajowym, nie ma obowiązkowej jurysdykcji, a spory rozstrzyga się najczęściej na drodze dyplomatycznej - wytłumaczył prawnik.

- Naszym partnerem w sprawie reparacji był Związek Radziecki i to on, pośrednicząc, przekazywał nam świadczenia. Jeśli Niemcy mówią, że zapłacili, a Polska utrzymuje, że nie dostała tyle ile powinna, to gdzie te reparacje się podziały? U pośrednika. Jeżeli mamy jakiekolwiek pretensje do systemu, który zaakceptowaliśmy, przyjmując ostateczny charakter regulacji poczdamskich dotyczących reparacji, to nie Niemcy powinny być adresatem tych roszczeń. Z czysto politycznego punktu widzenia Niemcy od wielu lat są naszym największym wsparciem na arenie międzynarodowej, gdyby nie oni, to nie bylibyśmy w Unii Europejskiej.

Czy reparacje nam się należą?

Na kwestię reparacji należy spojrzeć nie tylko przez pryzmat historii i prawa. To także, a może nawet przede wszystkim, zagadnienie polityczne. Jerzy Marek Nowakowski, były ambasador w Armenii i na Łotwie, były podsekretarz stanu w KPRM, szef Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego.

- Z moralnego punktu widzenia na pewno tak, z punktu widzenia tragedii zniszczenia życia milionów Polaków tak, z punktu widzenia politycznego wymaga to bardzo głębokiej analizy, ale skłaniam się ku temu, że nie bardzo. Nie jestem pewien, czy jako państwu Polsce reparacje się należą. Inaczej jest z polskimi obywatelami, którzy mają prawo upominać się o rozsądnie wyliczone odszkodowania. Na pewno należą się rodzinom, których przodkom zrujnowano życie – wyjaśnił dyplomata.

Jednocześnie dodał, że z punktu widzenia polityki międzynarodowej to jednak najgorszy moment z możliwych. - Wtedy, gdy potrzebujemy solidarnej, zjednoczonej Europy, wyskakujemy z kolejnym już konfliktem wobec Niemiec. Fobia antyniemiecka obecnego polskiego rządu jest absurdalna i przerażająca. Czy nam się podoba, czy nie, bez Niemiec nie ma zjednoczonej Europy. Prowadzenie z nimi zimnej wojny jest błędem, który ogromnie osłabia Europę, a co za tym idzie także Polskę, w sytuacji gdy jest to głównie w interesie Putina starającego się jedność europejską rozbić - stwierdził.

Straty materialne wojenne według raportu o reparacjach
fot. Instytut Strat Wojennych im. Jana Karskiego

Nowakowski ocenił wprost: rządzącym chodziło wyłącznie o efekt propagandowo-wyborczy, a nie faktyczne rozmowy o reparacjach. - Jeśli chce się uzyskać pieniądze, to najpierw załatwia się to w zaciszu gabinetów, a nie ogłasza się tego na prowincjonalnej konferencji prasowej, bo wiadomo że sięga się po temat po to, żeby obywatele przestali rozmawiać o drożyźnie, o problemach z zaopatrzeniem na zimę i braku pieniędzy z KPO - tłumaczył.

- Proponuję eksperyment intelektualny. Załóżmy, że Niemcy rzuceni na kolana argumentami Jarosława Kaczyńskiego wypłacają nam 6 bilionów zł. Jaki będzie tego skutek? Załamanie gospodarki niemieckiej, która jest naszym głównym partnerem, co oznacza że 30 procent naszej gospodarki , która pracuje w kooperacji z Niemcami, idzie na bezrobocie. Z drugiej strony dostajemy niebywałą górę pieniędzy nie mających pokrycia w towarach, czyli do inflacji dopisujemy sobie jedno zero. To pokazuje skalę absurdu tego pomysłu – zauważył Nowakowski.

Były podsekretarz stanu w KPRM przypomniał, jak wyglądał procent starania się przez Polskę o odszkodowania dla pracowników przymusowych III Rzeszy: - Miałem okazję rozpoczynać w czasach rządu premiera Buzka proces starań o uzyskanie odszkodowań dla pracowników przymusowych. Udało nam się to osiągnąć, natomiast gdybyśmy to ogłosili na pięciu konferencjach prasowych jednocześnie obrzucając Niemców błotem to jestem przekonany, że Polacy nie dostaliby złamanego grosza. Najpierw porozumieliśmy się ze środowiskiem żydowskim w Stanach Zjednoczonych, to było długo przygotowywane, żeby w ogóle usiąść do stołu i rozmawiać na ten temat. A publiczne to się stało wtedy, gdy była jakaś realna szansa na uzyskanie tych pieniędzy – stwierdził dyplomata.

Czy dostaniemy reparacje?

Rząd zapowiedział przygotowanie ofensywy dyplomatycznej, której zwieńczeniem ma być przekonanie Niemców do wypłacenia Polsce reparacji wojennych. Czy do tego dojdzie? Eksperci mają w tej kwestii wyjątkowo zgodną opinię: nie ma na to szans, a w ogłoszeniu starań o zadośćuczynienie nie chodzi wcale i ich uzyskanie. Jerzy Marek Nowakowski szanse na otrzymanie od Niemiec pieniędzy opisał bardzo obrazowo.

- Jeśli sąsiad chce, żeby wyciąć gruszę, bo cień daje, to przychodzi z butelką i rozmawia przyjacielsko, żeby może rozważyć ścięcie i wymyślenie jakiegoś rozwiązania. Jeśli sąsiad przyjdzie, zrobi kupę na wycieraczkę i włoży w nią kartkę „ścinaj gruszę” to szanse na to, że do tego dojdzie, są znacznie niższe. To co robi rząd, to jest polityka operowa, to wychodzenie na scenę i mówienie przez 15 minut „gonią mnie, gonią mnie, muszą uciekać”. Tu chodzi o śpiewanie arii, a nie o faktyczną ucieczkę – ocenił działania rządu dyplomata.

- Niestety otrzymaliśmy kolejny dowód na całkowite podporządkowanie polityki zagranicznej celom wewnętrznym, krótkoterminowym celom propagandowym. Prawdopodobnie akcji w takiej skali by nie było, gdyby nie to, że wszystko dookoła się wali i trzeba to przysłonić. To czysty teatr. Gdyby ktoś rzeczywiście chciał uzyskać reperacje i odszkodowania, to najpierw by usiadł do negocjacji, a dopiero potem ogłaszał żądania, a nie odwrotnie – dodał Nowakowski. Podobnego zdania jest prof. Krzysztof Ruchniewicz, który dodatkowo zaznaczył, że kwestionowanie zawartych w przeszłości porozumień może być dla Polski bardzo niebezpieczne.

- Sprawa reparacji jest zamknięta. Dla Polski po 1989 roku najważniejsza była kwestia uregulowania granic, pierwszy traktat, jakie Niemcy podpisały po zjednoczeniu, potwierdzał powojenny przebieg granicy na Odrze i Nysie. Gdybyśmy podważyli postanowienia, które były stosowane, równie dobrze można byłoby zacząć podważać umowy zawarte w sprawie kształtu granic. Powinniśmy to mieć na uwadze. Inną kwestią jest to, czy w kontekście odszkodowań indywidualnych dla represjonowanych obywateli strona niemiecka nie mogłaby zaproponować jakiegoś funduszu, którego beneficjentami byłyby żyjące jeszcze ofiary III Rzeszy. Można byłoby go przekazać na organizację pomocy dla nich, na przykład w formie dopłat do leków, opieki medycznej i opiekuńczej, czy pobytów w sanatoriach. Byłaby to konkretna pomoc o wymiarze humanitarnym i moralnym, do której zapewne dałoby się przekonać niemieckie społeczeństwo i rząd. To wydaje się jak najbardziej realne i przenosi dyskusję z relacji państwo-państwo, w której na pierwszym planie lokują się pieniądze, na zobowiązane państwo i skrzywdzonych obywateli drugiego państwa – stwierdził historyk.

Jarosław Kaczyński i Mateusz Morawiecki podczas prezentacji raportu o stratach wojennych
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER/East News

Prof. Władysław Czapliński podsumował sytuację wspomnieniem z własnego życia.

- Gdybym był na miejscu Niemiec, to bym absolutnie nie wypłacił ani jednego eurocenta. Niemcy przepracowali odpowiedzialność za II wojnę światową, i to bardzo mocno. Mają rozwinięte poczucie odpowiedzialności za to, co się stało. Nie można żyć przeszłością. Do mnie od czasu do czasu przejeżdżali goście z Niemiec, moi koledzy zawodowi. Zdarzało się, że po posiłkach rodzinnych Niemcy mówili, jak wielkim przeżyciem było dla nich siedzenie przy jednym stole z moimi dwiema babciami, które miały wytatuowane numery z Auschwitz . Mówili, że gdy na to patrzyli, to nie wiedzieli, gdzie się schować. Zapytałem także ojca, którego rodzina straciła wszystko podczas wojny, jak odczuwa to, że Niemcy przyjeżdżają do nas do domu. Odpowiedział prosto - jak długo można nienawidzić? – ocenił sytuację prawnik.

Zdaniem prof. Czaplińskiego wyciąganie wydarzeń sprzed 80 lat wykorzystywane są na potrzeby propagandy partyjnej. - Przecież nie chodzi o to, żeby rzeczywiście uzyskać reperacje, to przejaw małostkowości, fobii i cynizmu grupy sprawującej władzę. Nie chcę rozwijać tego tematu, ale wypłatę tzw. reparacji przez Niemcy potraktowałbym jako jałmużnę – stwierdził naukowiec.

Zupełnie inną perspektywę we wstępie do raportu zaprezentował poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. „Należy zauważyć, że podjęte prace są wynikiem inicjatywy politycznej lidera Prawa i Sprawiedliwości, Prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który podkreśla, że Polska ma pełne moralne i prawne podstawy domagania się odszkodowania od Niemiec za skutki II wojny światowej, a budowa partnerskich i przyjaznych relacji polsko-niemieckich musi odbywać się na fundamencie prawdy historycznej i zadośćuczynienia za straty oraz popełnione w Polsce i na jej obywatelach zbrodnie wojenne” – napisał parlamentarzysta obozu rządzącego.

 Oficjalna nota dyplomatyczna w sprawie reparacji ma zostać przedstawiona Niemcom „za kilka tygodni”. Kanclerz Olaf Scholz nie czekał z odpowiedzią: oficjalnie stwierdził, że kwestia reparacji została już ostatecznie rozstrzygnięta.

Michał Tomaszkiewicz
Michał Tomaszkiewicz

Entuzjasta nowych technologii, który karierę dziennikarską zaczął w tradycyjny, papierowy sposób, od „Kuriera Lubelskiego”. Następnie przeprowadził się do internetu, gdzie zajmował się ICT i biznesem na pclab.pl i itbiznes.pl, publikując także w „IT Resellerze” oraz „Cyfrowej Polsce”. Od 2016 roku związany z ukochanym Antyradio.pl oraz RadioZET.pl. W ostatnim czasie dotknięty depresją klimatyczną, na której leku poszukuje w elektromobilności na AutoVolta.pl. Twitter: @_MTomaszkiewicz, e-mail: michal.tomaszkiewicz@radiozet.pl.

C