Ruszył kontrowersyjny targ koni. Czy nie będą sprzedawane na rzeź? Obrońcy praw zwierząt alarmują [WIDEO]

Redakcja
19.02.2018 12:52
Konie
fot. Twiiter/Natalia Żyto

Batożenie, ciasne zagrody, woń alkoholu — z tym kojarzony jest organizowany od wieków w podradomskim Skaryszewie targ koni. I choć w tym roku władze miasta zapowiadały poprawę warunków, wprowadzenie specjalnych zaświadczeń od weterynarza i walkę ze sprzedażą koni na rzeź, obrońcy praw zwierząt twierdzą, że niewiele się zmieniło i że konie nadal cierpią. Apelują o natychmiastowe zamknięcie imprezy.

„Wstępy” od lat wzbudzają kontrowersje. Pomimo długiej tradycji stały się symbolem złego traktowania zwierząt. Wystawiane tam konie nie tylko sprzedawane były „na mięso”, ale także w niehumanitarny sposób traktowane: bito je i trzymano ciasno poustawiane (przez co dochodziło między nimi do walk).

Policja sprawdza zaświadczenia od weterynarza

W tym roku miało być jednak inaczej. Burmistrz miejscowości zapowiadał nową formułę targu. Do handlu nie zostały dopuszczone zwierzęta, które nie spełniały zaostrzonych norm, co miało wykluczyć sprzedawanie koni na rzeź. Także warunki, w jakich je dotychczas przetrzymywano, miały ulec poprawie. Czy rzeczywiście tak się stało?

Jak mówi reporterka Radia ZET, która pojawiła się na miejscu, na pewno było lepiej niż rok temu, ale nie można mówić o spokoju — już w nocy pojawiły się tu setki obrońców zwierząt, patrole policji, inspekcji transportu drogowego, weterynarze i zdenerwowani rolnicy, którzy nie spełniali zaostrzonych warunków i byli odsyłani jeszcze przed wjazdem na targ.

Zobacz także

Przewiduje się, że ta część wystawców, którzy nie przedstawili zaświadczeń o stanie zdrowia swoich zwierząt, będzie uczestniczyła w nielegalnym obrocie. Taki handel może odbywać się w okolicznych lasach lub przy drogach.

Obrońcy praw zwierząt apelują

Działacze na rzecz praw zwierząt, m.in. z fundacji Tara, apelują zresztą o całkowite zamknięcie targu. Ich zdaniem burmistrz nie spełnił swojej obietnicy i nie doprowadził do realnej poprawy warunków panujących podczas imprezy, na której czas — także z uwagi na mentalność sprzedawców — zatrzymał się kilkadziesiąt lat temu.

— Konie sprzedawane są na mięso, są bite, szarpane i pokaleczone pozostają bez pomocy weterynarza — mówi Skarlet Szyłogalis z fundacji.

— Pan burmistrz nie dotrzymał słowa. Miało być święto dla koni, a tu jest po prostu horror taki sam jak rokrocznie. Nawet nie mogę spokojnie mówić, bo widzę i słyszę, jak się konie tłuką i kopią — dodaje.

RadioZET.pl/Natalia Żyto/MP