Skandaliczne zachowanie szpitalnego dyspozytora. Co naprawdę wydarzyło się w Ostrowie Wielkopolskim?

Redakcja
08.06.2017 18:10
Skandaliczne zachowanie szpitalnego dyspozytora. Co naprawdę wydarzyło się w Ostrowie Wielkopolskim?
fot. Wikimedia Commons

Zadzwonił po pomoc medyczną, od dyspozytora dowiedział się, że wszyscy umierają – tak przebiegła rozmowa mężczyzny z Ostrowa Wielkopolskiego, który usiłował wezwać karetkę dla konającego kolegi. Ratownicy i lekarz przyjechali, ale już tylko po to, żeby potwierdzić zgon 59-letniego mężczyzny. Czy ktoś popełnił błąd?

Środa po południu. Dom przy ulicy Kamiennej w Ostrowie Wielkopolskim. Pan Sebastian próbuje wezwać pomoc. Jego kolega dławi się wymiocinami. O godzinie 14:52 dzwoni na numer 112. Po rozmowie z operatorkami linii zostaje przełączony do dyspozytora szpitala w Kaliszu. Czas płynie, nerwy nie ułatwiają komunikacji. Po obu stronach.

- Nie chcę mieć go na sumieniu – wypala pan Sebastian. W odpowiedzi słyszy słowa, które nigdy nie powinny paść na szpitalnej linii.

- Przestań Pan gadać, tylko odpowiadaj na pytania. Ja muszę wywiad zebrać. Muszę wiedzieć, w jakim kodzie karetkę wysłać i jaką wysłać – odpowiada  dyspozytor.

 – Wywiad, jak wywiady to człowiek umrze, będziemy sobie wywiady robić – zaczyna nerwowo mówić pan Sebastian, a chwilę później usłyszy coś, czego nigdy nie spodziewał się ze strony służby zdrowia.

- No to umrze. Każdy umrze – wyrzuca z siebie zirytowany dyspozytor. Na koniec zgłaszający dowiaduje się, że dyspozytor wysyła policję, po czym połączenie się urywa.

Ile czasu jechała karetka?

Pan Sebastian mówił później PAP, że dyspozytorzy z Poznania i Kalisza kolejno przekazywali sobie zlecenie, dwukrotnie zbierając wywiad, po czym dyspozytor się rozłączył, a karetka nie przyjeżdżała i konieczne było ponowne połączenie z numerem 112.

Dwie minuty później zadzwonił ponownie. Dowiedział się, że operatorka ponagli zgłoszenie, a karetka już jedzie. Była wtedy 14:58. W ostrowskim szpitalu dowiadujemy się, że ambulans wyjechał 3 minuty później.

- Zgodnie z procedurami do zdarzenia niezwłocznie wyjechał zespół ratowników. Karetka wyjechała o godzinie 15:01. Wezwano ją w najwyższym kodzie pilności, do pacjenta w stanie zagrożenia życia. Na miejsce zespół dojechał w ciągu 7 minut. Lekarz mógł tylko potwierdzić zgon – poinformowała nas Joanna Pawlaczyk, rzecznik ostrowskiego szpitala.

59-letni mężczyzna zmarł zanim przyjechała pomoc - karetka i radiowóz policji. Pracownicy szpitala i służby tłumaczą, że ze strony ratowników i lekarzy wszystko przebiegło prawidłowo. Za dyspozytora odpowiedzialności jednak nie biorą. Odsyłają do wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego, który obsługuje numer 112. Tam jednak dowiadujemy się, że człowiek, do którego przełączono pana Sebastiana, pracuje w innej placówce.

Zobacz także

Praca trudna, ale trzeba mieć zimną krew

- Pracownik, o którym mowa, nie jest operatorem numeru 112, tylko dyspozytorem medycznym pracującym w szpitalu w Kaliszu. To ten pracodawca musi wyciągnąć konsekwencje. Wypowiedzi, które padły z jego strony, nie powinny się pojawić i niewiele mają wspólnego z obsługą zdarzenia i procedurami odbioru zgłoszenia – wyjaśnia Ilona Skwierzyńska, kierownik Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Poznaniu.

Procedury te polegają na przeprowadzeniu wywiadu i zadysponowaniu sił i środkami do osób w stanie nagłego zagrożenia życia.

- Oczywiście zgłaszający nie był łatwym rozmówcą i trzeba pamiętać, że dyspozytorzy każdego dnia przeprowadzają setki takich rozmów, ale zawsze należy być profesjonalnym i, chociaż to trudna i stresująca praca, nie ulegać emocjom. Mówię to z punktu widzenia kierownika centrum. Moim operatorkom, które również pojawiają się w tym nagraniu, nie puściły nerwy, chociaż miały tego samego rozmówcę – dodaje Skwierzyńska.

Nie zgadza się także z zarzutami, że rozmowa zbyt długo trwała i że bez potrzeby pytali kilkukrotnie o to samo. W rzeczywistości operator 112 zbiera informacje na temat zdarzenia i jeśli to konieczne powiadamia służby, a zebrane dane przesyła drogą elektroniczną do dyspozytora. W tym przypadku dyspozytor medyczny otrzymał elektroniczną informację na temat miejsca zdarzenia oraz tego, co się dzieje.

Zobacz także

Prokuratura bada sprawę

Teraz sprawa trafiła do prokuratury, która sprawdzi. czy doszło do nieumyślnego spowodowania śmierci. Przeprowadzona zostanie również sekcja zwłok. Prokuratura rejonowa sprawę bada pod kątem art. 155 kodeksu karnego, opisującego czyn polegający na nieumyślnym spowodowaniu śmierci, oraz art. 160 kodeksu karnego, mówiącego o narażeniu na niebezpieczeństwo przez osobę, na której ciąży obowiązek szczególnego zapewniania pomocy.

- Zaznaczam, że postępowanie ma charakter wstępny ze względu na krótki czas od zdarzenia. Jednocześnie ocena karna będzie możliwa dopiero po uzyskaniu materiału dowodowego. Postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciw osobie – mówi Maciej Meler, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim. Za wymienione przestępstwa grozi do 5 lat pozbawienia wolności.

RadioZET.pl/maal