Zamknij

"Pańska żona nie żyje". Makabryczna pomyłka w szpitalu

21.06.2022 13:34

Pracownik szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim poinformował 88-letniego mężczyznę, że jego żona nie żyje. Senior powiadomił dzieci, które rozpoczęły przygotowania do pogrzebu. Kilka godzin później okazało się, że doszło do pomyłki. Rodzina pacjentki żąda odszkodowania.

szpital
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER (zdjęcie ilustracyjne)

Do makabrycznego zdarzenia doszło 17 czerwca. Jak informuje TVN24, 88-letni senior odebrał telefon ze szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim, w którym leży jego żona. Kobieta jest w ciężkim stanie. - Pana żona zmarła o 7 rano - miał poinformować mężczyznę pracownik.

Szpital powiadomił 88-latka o śmierci żony. Fatalna pomyłka

Pan Zbigniew, syn 88-latka, zawiadomił dalszą rodzinę o śmierci matki. Następnie pojechał z siostrą do szpitala po akt zgonu. W międzyczasie wstąpili do zakładu pogrzebowego, by omówić szczegóły pogrzebu - kremację i sposób dostarczenia urny.

- Spytaliśmy, czy możemy odebrać akt zgonu pani Matyjanek. Panie popatrzyły na siebie bardzo dziwnym wzrokiem, jedna z nich żachnęła się nawet i powiedziała: "przecież pani Matyjanek żyje". Niewiele myśląc, wpadliśmy do sali, gdzie leżała mama. Jest w bardzo ciężkim stanie, ale żyje. Przytuliliśmy ją. Mogliśmy ją pogłaskać, dotknąć - relacjonował mężczyzna w rozmowie z TVN24.

Rodzina pacjentki jest wstrząśnięta. Zażądała wyjaśnień od personelu placówki, jak mogło dojść do tak koszmarnego błędu. - Nie umiano nam tego wytłumaczyć. Pani przełożona powiedziała, że tatę informował jakiś pracownik z 15-letnim stażem, więc nie jakiś młody - mówiła pani Anna, córka 88-latka.

Jej brat chciał rozmawiać z lekarzem i dyrektorem szpitala lub jego zastępcą, ale - jak twierdzi - mimo godziny 12 nikogo nie było. - Po rozmowie z księgową, która z personelu była jedyną kompetentną osobą, poprosiłem o pomoc psychologa dla mojego taty, który ma 88 lat i mógł nie przeżyć takiego ciągu informacji. Pani księgowa poinformowała mnie, że psycholog "nie ma czym pojechać". Jestem w szoku, w jaki sposób szpital w Ostrowcu jest zarządzany - opowiadał wzburzony mężczyzna.

Dyrektor szpitala przeprasza

Dyrektor szpitala w Ostrowcu Świętokrzyskim Tomasz Kopiec przyznaje w rozmowie z reporterką TVN24, że doszło do błędu i zapewnia, że sprawa jest wyjaśniana. Rodzinę o śmierci pacjenta powinien powiadomić lekarz, a zrobiła to pielęgniarka. - Doszło do złamania procedury. Mamy jasno opisane rozwiązania w takiej sytuacji, pracownicy nie postępowali zgodnie z przyjętymi zasadami - oświadczył. 

- Przepraszam, nie znajduję tu żadnego uzasadnienia i mogę tylko wyrazić współczucie dla rodziny pacjentki, która przebywa wciąż na naszym ZOL-u (w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym - red.) - podsumował Kopiec.

Syn pacjentki zapowiada, że będzie żądać odszkodowania za szkody moralne i odpowiedzialności karnej - za spowodowanie zagrożenia życia jego ojca.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/TVN24