Zamknij

Otworzyli trumnę, bo chciała pożegnać ojca. 10 dni później zmarła na COVID-19

16.04.2021 18:33
trumna
fot. Shutterstock.com

Koronawirus zbiera śmiertelne żniwo. W ostatnich dniach notujemy bardzo dużo zgonów. Zgodnie z procedurą zmarłych z powodu COVID-19 chowa się w ścisłym reżimie sanitarnym. Przedstawiciele branży pogrzebowej, którzy mierzą się w ostatnim czasie ze zwiększoną liczbą pochówków, w rozmowie z "Wprost" wspominają dramatyczne sytuacje.

W piątek Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 17 847 nowych zakażeniach koronawirusem i zgonach kolejnych 595 osób. Przypadków śmiertelnych wciąż jest dużo. Rekord zgonów podczas epidemii odnotowano 8 kwietnia - tego dnia zmarły 954 osoby. Ten tydzień był najbardziej tragiczny od początku pandemii - w związku z COVID-19 śmierć poniosło w Polsce prawie 3,5 tys. osób.

Koronawirus nie tylko dezorganizuje nasze życie. Restrykcyjne przepisy dotyczą także pochówku osób, które zmarły w związku z koronawirusem. Dziennikarze "Wprost" porozmawiali z przedstawicielami branży funeralnej.

Robert Czyżak, szef Polskiej Izby Branży Pogrzebowej mówi, że coraz częściej organizowane są rodzinne pogrzeby - matki i córki czy żony i męża, którzy w jednym czasie umierają na COVID-19. - Chorują także sąsiedzi. Pod Warszawą jest małe miasteczko. A tam jedna pechowa ulica. Pamiętam, jak dom po domu odbierano stamtąd zwłoki. Zmarł jeden sąsiad, potem kolejny, po nim kolejny. Też na Covid. Nie będę mówić, co to za miasto, żeby nie siać paniki - relacjonuje.

Koronawirus. Zmarła na COVID-19 po tym, jak przed pogrzebem poprosiła o otwarcie trumny ojca

Niezwykle restrykcyjne przepisy dotyczą samego pogrzebu i pochówku zmarłego w związku z koronawirusem. Ciało umieszcza się w worku ochronnym i zamkniętej trumnie, a rodzina nie może zobaczyć takiej osoby. To ogromna tragedia dla bliskich, którzy nie mogą należycie pożegnać członka swojej rodziny. Jeden z rozmówców "Wprost", który prosi o anonimowość, wspomina dramatyczną sytuację, do jakiej doszło podczas jednego z ostatnich pożegnań.

- Raz popełniłem ten błąd. Pozwoliłem jednej z klientek zobaczyć zwłoki swojego ojca zmarłego na COVID. Otworzyliśmy trumnę, rozcięliśmy dwa plastikowe worki i pokazaliśmy jego twarz. Przytuliła się, pocałowała go w czoło, pociekły łzy. 7 dni później córka dostała pozytywny wynik. 3 dni potem zmarła – opowiada.

- Często słyszymy prośbę, by otworzyć trumnę z matką czy ojcem i dać się tym ludziom pożegnać - mówi jeden z przedsiębiorców. - Pod żadnym pozorem nie można tego jednak robić. To może doprowadzić do kolejnych tragedii - podsumowuje inny z przedstawicieli branży pogrzebowej.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

RadioZET.pl/"Wprost"