Zamknij

Gwałcił chłopców, ksiądz pedofil wychodzi z więzienia. "Może stanowić zagrożenie"

22.09.2021 14:13
ksiądz
fot. Shutterstock.com

Były ksiądz Paweł Kania, jeden z bohaterów głośnego dokumentu Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu", w środę ma opuścić mury więzienia. Sąd nie zdążył rozpatrzyć prawomocnie wniosku o umieszczenie go w ośrodku w Gostyninie - informuje "Gazeta Wyborcza".

Paweł Kania, odsiadujący siedmioletni wyrok za gwałt na nieletnim i molestowanie ministrantów, wychodzi w środę wolność. Duchowny został wykluczony ze stanu duchownego dopiero po skazaniu przez sąd i umieszczeniu w zakładzie karnym - czytamy w "Gazecie Wyborczej".

Kania przez lata pracował w parafiach we Wrocławiu, Miliczu, Oławie i Bydgoszczy. Był wikariuszem, katechetą i opiekunem ministrantów. W 2005 roku we Wrocławiu, pod sklepem, proponował nieletnim chłopcom 100 złotych za usługi seksualne. Wówczas za duchownego poręczyli abp Marian Gołębiewski oraz arcybiskup wrocławski Henryk Gulbinowicz.

Duchowny wpadł w grudniu 2012 roku, gdy zameldował się w ekskluzywnym hotelu we Wrocławiu z 13-letnim chłopcem. Na ich publicznie okazywaną czułość oraz wspólne kąpiele w basenie zwróciła uwagę obsługa. Wtedy policja znalazła u duchownego nośniki pamięci z filmami i zdjęciami pornograficznymi z udziałem chłopców poniżej 15. roku życia. Śledztwo wykazało, że Kania nie tylko posiadał pornografię, ale także utrzymywał intymne relacje z trzema nieletnimi chłopcami. Fundował im prezenty i zabierał na wycieczki, na których ich molestował i odbywał stosunki oralne.

Były ksiądz Paweł Kania wychodzi z więzienia. "Osoba mogąca stwarzać zagrożenie"

"Wyborcza" dotarła do oceny psychologicznej Kani. Seksuolodzy wykryli u niego "pedofilię preferencyjną, o podtypie efebofilia", czyli zainteresowanie partnerami w wieku dorastania. Osadzony do końca utrzymywał, że jest niewinny. Biegły oceniał byłego księdza jako osobę inteligentną, ale zdolną do manipulacji. "Niewątpliwie osadzony wymaga leczenia, podjęcia terapii. Jego podatność na specjalistyczne oddziaływania będzie utrudniona, zważywszy na brak identyfikacji z owym problemem" - napisano w opinii, cytowanej przez "GW".

Z kolei w ocenie okresowej napisano: "Nie zgadza się z zarzutami, za które został skazany, przedstawia własną wersję wydarzeń". Prognozę kryminalistyczno-społeczną określono jako "negatywną". Również dyrektor zakładu karnego, w którym wyrok odsiadywał Kania, uznał go za "osobę mogącą stwarzać zagrożenie".

O umieszczenie byłego księdza w Krajowym Ośrodku Zapobiegania Zachowaniom Dyssocjalnym wnioskowała również prokuratura, zaopatrzona w opinie biegłych psychiatrów, psychologa i seksuologa o tym, że na wolności mężczyzna może stanowić zagrożenie i istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia przez niego "czynu zabronionego z użyciem przemocy seksualnej".

"Gazeta Wyborcza"

Mimo że Kanię uznano za osobę stwarzającą zagrożenie dla innych, to 7 września skład sędziowski uznał, że nie ma konieczności skierowania go do ośrodka w Gostyninie. Zamiast tego były duchowny ma być objęty nadzorem policji. Musi informować o miejscu zamieszkania, zatrudnienia i wyjazdach oraz odbyć przymusową terapię dla przestępców seksualnych i terapię mieszanych zaburzeń osobowości w Centrum Psychiatrii Środowiskowej w Zabrzu. Będzie na nią jednak uczęszczać na wolności.

Jak podaje "Gazeta Wyborcza", do dziś nie powstało pisemne uzasadnienie nieprawomocnego orzeczenia wydanego trzy tygodnie temu przez sąd pierwszej instancji. "Wnioskowała o nie prokuratura, która nie zgadza się z decyzją sądu i o umieszczenie Pawła Kani chce zabiegać w sądzie apelacyjnym" - czytamy.

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"