Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Konrad Piasecki fot. RadioZET

Piasecki: Donald Samo Zło

06.03.2017

Ci, którzy wielbią, lubią, cenią Donalda Tuska nie rozumieją jednego. Że jednak można go nie lubić. Że może być jednak ktoś - a nawet paru ktosiów - który uważa go za polityka marnego, choć sprytnego. Który nie życzy mu wcale przedłużenia mandatu i woli, by wygrał ktokolwiek inny – byle nie on. A nawet – gdyby były polski premier miał odnieść jednak sukces – ktoś, kto może cieszyć się tym, że napsuł mu krwi i zademonstrował, tym razem na forum europejskim, swoją do niego niechęć.

Politycy PiS-u naprawdę nie przepadają za Donaldem Tuskiem. Naprawdę życzą mu jak najgorzej. I naprawdę uważają, że z ich punktu widzenia lepiej, by nie był szefem Rady Europejskiej. Wiem, że wielu nie mieści się to w głowie – ale tak jest. Jeśli ktoś z fanów ex-lidera PO ma ochotę na małą zabawę futurystyczno-intelektualną, to niech wyobrazi sobie, że PiS, za dwa lata sprawia, że szefem dyplomacji europejskiej zostaje Antoni Macierewicz. Wiem, że trudno, ale na potrzeby zabawy – zróbmy to. W końcu mówimy o ministrze od wojska, sporego europejskiego kraju. Ministrze cenionym przez własną partię, ministrze, któremu ufa jej lider, ministrze, który dysponuje sporym budżetem i w trudnym dla Polski czasie, kręci personalną karuzelą w wojsku jak chce i z kim chce.

No i powiedzmy, że Macierewicz jest już tym szefem dyplomacji. Ale zmienia się w Polsce rząd i to od niego zależy, czy nim pozostanie. Alternatywą jest, skazana na niepowodzenie, kandydatura innego Polaka albo jakakolwiek inna. Powiedzmy, że ex-premiera Hiszpanii. I co? Jesteście Szanowni Państwo pewni, że rząd PO poparłby w takiej sytuacji tak przez siebie uwielbianego Macierewicza? Że wziąłby do ręki sztandar z hasłem „Polak popiera Popala”? Że przymknąłby oczy na rachunki krzywd? Jeśli tak – zazdroszczę Wam. Bo ja tej pewności nie mam. I to co obserwujemy od paru dni, to sytuacja dość analogiczna.  

Tym kim dla PO – Macierewicz, tym dla PiS-u jest Tusk. Postacią złowrogą, groźną, wiszącą na klamce niemieckiej, a wcześniej na rosyjskiej, dogadującą się z Putinem i Merkel, co najmniej współodpowiedzialną za katastrofę smoleńską i grającą z opozycją przeciwko rządowi. Odbyłem mnóstwo rozmów z politykami obozu władzy. I oni naprawdę tak uważają. I basta. I co prawda to ten sam Tusk, któremu prezes przed dwoma laty podał rękę i życzył powodzenia, ale przecież wszyscy rozumiemy, że był to zabieg w „dobrego prezesa”, który miał w długiej drodze do wyborczej wygranej zatrzeć obraz prezesa „złego”.

PiS uznał, że należy zrobić wszystko, co w ludzkiej mocy, by takiej to oto, ponurej postaci, nie ułatwiać zwycięstwa. By podsypać jej trochę piasku w tryby, popsuć szyki, nadwyrężyć jej słodką pewność siebie. I choć oczywiście, tenże PiS zdaje sobie sprawę, że Saryusz-Wolski jest najpewniej skazany na porażkę, i to porażkę bez wielkiej walki – to uznał, że ten zabieg pozwoli mu patrzeć na siebie w lustrze. Nie przeszkadza mu, że kandydat na szefa RE jest promowany przez jeden i to nie najważniejszy kraj europejski i przez partię, która jest w stosunkowo niewielkiej i mało – zwłaszcza po Brexicie – istotnej frakcji europarlamentarnej. Nie przeszkadza mu, że wrzucając tę kandydaturę w ostatniej chwili, nie wystawia sobie świadectwa gracza poważnego i wytrawnego. W tej grze stawką jest bowiem „danie świadectwa”, poczucie satysfakcji i - coś dla konserwatystów z odcieniem archaicznym bardzo ważne - szczególnie rozumiany honor. A – jak wiadomo – ów honor jest, jak twierdził na progu wielkiej katastrofy pewien minister, „jedną tylko rzeczą w życiu ludzi, narodów i państw, która jest bezcenna”.

Konrad Piasecki

Autor jest gospodarzem programu Gość Radia ZET. Słuchaj i oglądaj na radiozet.pl od poniedziałku do piątku o godzinie 8.02.