Zamknij

Pierwszy dzień szkoły. Klasy staną się ogniskiem epidemii? Szef MEN komentuje

Magdalena Barszczak
01.09.2020 10:40
pierwszy dzień szkoły
fot. ROBERT STACHNIK/REPORTER

Pierwszy dzień szkoły. Szef MEN Dariusz Piontkowski zabrał głos na temat obaw związanych z posyłaniem dzieci na zajęcia stacjonarne do klas. - Próbujemy znaleźć złoty środek i dostosować się do aktualnego poziomu epidemii - mówił w Polsat News.

Powrót do szkoły. Czy uczniowie będą bezpieczni w klasach w dobie koronawirusa? Czy skupiska dzieci nie staną się kolejnymi ogniskami epidemii? Na te pytania starał się odpowiedzieć minister edukacji Dariusz Piontkowski na antenie Polsat News.

Zobacz także

Kolejne ogniska koronawirusa w szkołach? "Nikt nie da gwarancji, jak będzie wyglądał rozwój epidemii"

Szef MEN był pytany m.in. o to, czy np. za dwa tygodnie nie będzie dwóch, trzech tysięcy przypadków zakażeń dziennie, a w szkołach będą pojawiać się kolejne ogniska koronawirusa.

Nikt nie da gwarancji, jak będzie wyglądał rozwój epidemii. Było wiele różnych schematów prognozujących, co będzie się działo za kilka tygodni czy pół roku. Mamy co najmniej kilka różnych poglądów: z jednej strony, że nie ma żadnej pandemii, z drugiej strony przerażenie części specjalistów, którzy mówią, że to straszna choroba. Próbujemy znaleźć złoty środek i dostosować się do tego, jaki jest aktualny, realny poziom epidemii

- wskazał minister.

Na pytanie, czy nie można dać dyrektorom szkół większej autonomii w decydowaniu o trybie nauczania - stacjonarnym, zdalnym czy mieszanym, Piontkowski odpowiedział, że w tej kwestii pojawiają się dwa skrajne podejścia, a każda placówka jest inna.

Zobacz także

Brak maseczek w szkołach? Piontkowski odpowiada

"Jesteśmy oskarżani, że dyrektorom krępujemy ręce, z drugiej strony o to, że dyrektorzy nie wiedzą, co robić i zostali zostawieni sami sobie. Tu znowu próbowaliśmy wyjść wobec tych dwóch skrajnych podglądów: daliśmy ogólne wytyczne, które pozwalają obracać się w pewnych normach prawnych, według podstawowych zasad takich, jak to, że dziecko czy nauczyciel nie powinni przychodzić do szkoły chorzy. Też zdajemy sobie sprawę, że każda szkoła jest nieco inna: ma różną liczbę uczniów, węższe lub szersze korytarze i to dyrektor szkoły musi zdecydować, które elementy wytycznych u siebie zastosować" - podkreślił Piontkowski.

Poinformował też, że samo objęcie danego powiatu strefą żółtą nie oznacza, że jest tam realne zagrożenie epidemiczne i trzeba w szkołach z tego powiatu wprowadzać nauczanie hybrydowe lub zdalne.

Zapytany, dlaczego w sklepach trzeba nosić maseczki, a w szkołach już nie, Piontkowski wyjaśnił, że dyrektorzy mogą w swoich szkołach wprowadzać obowiązek zasłaniania nosa i ust w przestrzeniach wspólnych. "Kiedy np. spotykają się uczniowie z różnych klas, bo przecież klasa to taka zamknięta mała społeczność. Tak jak w pracy też nie zakładamy maseczek, gdy spotykamy się ze współpracownikami" - zauważył.

Zobacz także

RadioZET.pl/PAP/Polsat News