Słuchaj
Mateusz Ptaszyński, Marcin Sońta
Michał Korościel
Damian Michałowski, Ewelina Pacyna
Redakcja Radia ZET
Sprawdź co graliśmy

Teraz gramy

Pierwszy wywiad Kałuży po przejściu z KO do PiS. Radny tłumaczy, dlaczego zdradził. „Ja się na to z nikim nie umawiałem”

30.11.2018 09:30
xxx wiadomosci

– Na potrzeby działań anty-PiS powstała koalicja, o której nigdy wcześniej się nie mówiło: Platforma Obywatelska, Nowoczesna, SLD, PSL. Czyli konserwowanie układu. A ja się na to z nikim nie umawiałem – w ten sposób Wojciech Kałuża tłumaczy zaskakującą zmianę barw politycznych na początku nowej kadencji sejmiku śląskiego.

Kałuża fot. Kasia Zaremba/Agencja SE/East News

Nie milkną echa niespodziewanej wolty Wojciecha Kałuży. Radny wybrany z list Koalicji Obywatelskiej (głosowało na niego 25 tys. wyborców) w pierwszy dzień nowej kadencji sejmiku przeszedł do PiS, czym całkowicie zmienił układ sił w drugim najludniejszym województwie w kraju. Ten jeden głos zdecydował, że w Katowicach rządzić będzie partia Jarosława Kaczyńskiego, a nie koalicja KO, PSL i SLD (choć dzień wcześniej uroczyście to ogłoszono). Sam Kałuża otrzymał w nagrodę stanowisko wicemarszałka. 

Na polityka posypały się gromy – w mediach nazwano go „zdrajcą”, „sprzedawczykiem”, opozycja mówiła o korupcji politycznej. Co jednak ma do powiedzenia sam zainteresowany? W wywiadzie dla portalu niezależna.pl – pierwszym, którego udzielił po wybuchu afery – odpowiedział na oskarżenia i próbował wyjaśnić swoją postawę. 

Nie poparł koalicji anty-PiS

Kałuża przyznaje, że nie popierał pomysłu utworzenia anty-PiSowskiej koalicji, którą po wyborach zawiązały Koalicja Obywatelska, PSL i SLD. Nazwał to „konserwowaniem układu”, sprzeciwiając się zwłaszcza temu, aby dwóch polityków lewicy otrzymało stanowiska w zarządzie województwa. 

– Ta sytuacja przelała czarę goryczy. Mówiło się o jednej rodzinie Platformy i Nowoczesnej, a gdy przyszło do rozmowy o sprawach programowych, także o tym, za co Nowoczesna bierze odpowiedzialność w województwie, to Nowoczesnej nigdzie nie ma. I tak ta koalicja nie miałaby prawa rządzić, z tak zachłannym Sojuszem Lewicy Demokratycznej. Nie, na to się nie godziłem – mówi, dodając, że tak naprawdę to PO forsowała jego kandydaturę na pierwszy miejscu listy i że nigdy nie cieszył się sympatią kierownictwa Nowoczesnej. 

Rodzina przeżywa hejt

Radny nie ukrywa też, że po tej sytuacji spadł na niego olbrzymi hejt, który przede wszystkim odbija się na jego rodzinie. „Jak się jest w polityce, to człowiek trochę się na pewne rzeczy uodpornia. Natomiast najbliżsi nie i oni cierpią, najbardziej to odczuwają. Rodzina przeżywa to najbardziej, bo jest mniej odporna” – tłumaczy dziennikarzowi niezalezna.pl.

Nie zdecydował jeszcze, czy podejmie jakiekolwiek kroki prawne w związku z nagonką, jaka wywiązała się wobec jego osoby. Utrzymuje, że przede wszystkim chce pracować dla regionu, ponad podziałami i że to również było dla niego motywacją. 

Radny zaprzecza, że padł ofiarą „korupcji politycznej”

Kałuża przyznaje również, że to z jego inicjatywy odbyły się rozmowy z przedstawicielami PiS-u. Zdementował przy tym doniesienia o rzekomych „prezentach”, jakie miał otrzymać w zamian za zmianę barw politycznych. 

– Słyszałem jeszcze gorsze rzeczy, że rzekomo wziąłem trzy miliony złotych łapówki, że żona ma być wiceprezesem Jastrzębskiej Spółki Węglowej, inni „odkryli”, że mam kredyt hipoteczny we frankach szwajcarskich. Rzeczywiście mam, zaciągnięty wspólnie z żoną, spłacany od 10 lat, wybudowaliśmy za to dom i oni teraz piszą, czy ktoś mi obiecał, że ktoś spłaci ten kredyt. To są wierutne bzdury – twierdzi. 

RadioZET.pl/niezależna.pl/MP

Oceń