Po szczepieniu rozwód? Rodziny skłócone przez pandemię
Pandemia odbiła się również na atmosferze w polskich domach
fot: Antonio Guillem/Shutterstock
COVID PODZIELIŁ POLSKĘ

Po szczepieniu rozwód? Rodziny skłócone przez pandemię

05.11.2021 09:01

Beata, zanim wyjdzie na dyżur w szpitalu, słyszy od męża, że pandemia jest spiskiem, a medycy to “biała klika”. Gdy się zaszczepiła, mąż w ogóle przestał się do niej odzywać. Jako społeczeństwo jesteśmy w stanie spierać się o wszystko: poglądy, język, nawet o strój. A co gdy społeczne podziały i konflikty przenoszą się na rodziny?

Agnieszka od ponad roku nie włącza radia w samochodzie. W niemal każdym serwisie informacyjnym albo między piosenkami pada hasło COVID-19 albo pandemia. I zaczynają się komentarze, a potem krzyk, kłótnia, awantura. Jeżdżą więc w ciszy. W pracy, w salonie kosmetycznym, posłucha sobie radia. W spokoju i bez nerwów. - Teraz w większości ignoruję, to co mąż mówi, myślę o czymś innym, wyłączam się, ale czasem nie wytrzymam – opowiada Agnieszka. Stąd potem awantura. Córki, 16 i 20 lat, poblokowały już ojca na facebooku. Wstyd przed znajomymi, tłumaczą. - Udostępniał dziwne informacje, chociaż informacjami tego bym nie nazwała. Teorie spiskowe, jakieś ruchy, marsze antyszczepionkowe – wylicza Agnieszka. Najgorsze dla niej jest to, że mąż nie da sobie przetłumaczyć, że warto czasem spojrzeć na źródło tekstu. I bezsilność, to martwi i przeszkadza jej najbardziej. - Nie da się już gdzieś z nim wyjść, bo wiadomo, że nawet przy kawie, na grillu ze znajomymi przewija się temat pandemii. I się zaczyna. Ostatnio, gdy byliśmy u moich rodziców, nie wytrzymałam, wyszłam, popłakałam się – mówi.

Emilia starała się odwiedzać babcię raz na dwa miesiące i przy okazji świąt, uroczystości. Na co dzień dziewczyna mieszka i pracuje w Warszawie w banku, babcia – w Białymstoku. Gdy zaczęła się pandemia, Emilia pojechała do niej latem, widziała się z nią na dworze. Potem, jesienią, podczas drugiej fali pandemii nie jeździła. Nie była na urodzinach, imieninach (obydwa w październiku). Drugi wnuczek, młodszy brat Emilii, odwiedzał, jeździł, siostrze delikatnie zwracał uwagę, potem krzyczał, prawie wyzywał, że o babci zapomniała i „Warszawka jej zrobiła pranie mózgu”. Babcia niby rozumiała, że pandemia, że COVID, że niebezpiecznie, niby czytała paski w TV o kolejnych zgonach, ale jakby nie przekładała tego na życie realne. Ma żal. Emilia została wyklętą wnuczką.

Magda już nie musi sprawdzać statystyk zakażeń i liczby zaszczepionych z podziałem na regiony. Wiadomo, że jej region – Lubelszczyzna – w pierwszych danych ląduje zazwyczaj na początku, w drugich na końcu. Na początku się dziwiła, ale potem rozejrzała się wokół siebie. Z bliższej i dalszej rodziny zaszczepiła się tylko ona, jej mama i babcia – zresztą obie Magda zapisała i zawiozła na szczepienie. Ku niezadowoleniu młodszej siostry, nauczycielki wychowania przedszkolnego. Siostra na początku nie komentowała, potem rzuciła tekst, żeby Magda nie żałowała, jak babci coś będzie po szczepieniu. - Jak będą badania i będę wiedziała, co jest w szczepionce, to się zaszczepię. Tak mi odpowiedziała. Wysłałam jej linki do raportów z medycznych czasopism, ale zignorowała. Jeszcze argumentem przeciw było to, że chce mieć dzieci, a po szczepionce to nie wiadomo - wspomina Magda.

Beata nie pracowała co prawda na oddziale covidowym (jest pielęgniarką), ale wystarczająco widziała. Ubierania się w dodatkowe fartuchy i maski, gdy schodziła na izbę przyjęć albo ran na rękach od ciągłego mycia i dezynfekowania nie zapomni. Pamięta też, gdy na urlopie w listopadzie w ubiegłym roku zadzwonili do niej ze szpitala, by mimo wolnego przyszła do pracy, bo pozostały personel pozakażany albo na kwarantannie. Nie ukrywa, bała się, zwłaszcza na początku pandemii, bo człowiek przed niewiadomym się boi. Co to wsparcie od męża? Nie wie. Czasem chciałaby, żeby po prostu się nie odzywał. - Biała klika, fartuchy, to takie najładniejsze określenia, jakie stosuje, mówiąc o medykach. Maseczka to kaganiec, do tego nasłuchałam się o tych wszystkich teoriach, jak, kto i po co wymyślił pandemię – opowiada. A potem szła do szpitala i widziała zupełnie inne obrazki. Jako medyk szczepiła się w grupie zerowej, na początku roku. Wokół mało osób było już „po”, nie wiedziała, czy rzeczywiście są powikłania, skutki uboczne. - Dzień przed szczepieniem, spytałam męża, czy mi pomoże, gdyby mi się coś działo. Powiedział, że tak, na szczęście tylko trochę bolała mnie ręka – wspomina. Po drugiej dawce szczepionki już się nie odzywał. Żeby on się zaszczepił, nawet nie pytała. Słyszała już, że będzie miała GMO zamiast mózgu, że w szczepionce jest rtęć, chipy a innym razem, że tam nic nie ma i to jest tylko placebo, żeby ogłupić społeczeństwo. Czasem zastanawia się, kiedy padnie hasło rozwód.

Mało miejsca

- Pandemia pokazała nam, jak ważne są dla nas relacje z innymi, obecność drugiego człowieka obok nas, a nawet sam uśmiech, którego nie widzieliśmy z powodu obowiązku noszenia maseczek - stwierdza prof. Monika Talarowska z Instytutu Psychologii Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego, komentując raport „Polacy rok po wybuchu pandemii SARS-CoV-2" przygotowany przez Biostat na zlecenie Fundacji Aflofarm.

Medyk ubrany w kombinezon ochronny
Pandemia. Medyk ubrany w kombinezon ochronny
fot. Piotr Hukalo/East News
Medyk ubrany w kombinezon ochronny
Fot. Piotr Hukalo/East News
Pandemia. Medyk ubrany w kombinezon ochronny

Tak rzeczywiście było na początku. I wtedy mnożyły się historie i przykłady, gdy mobilizowaliśmy się i okazywaliśmy sobie troskę, wsparcie. To w społeczeństwie. Co działo się w rodzinach? 14 proc. badanych w raporcie oceniło, że dzięki pandemii relacje w domu stały się bliższe. Bo to głównie na pomoc rodziny mogli liczyć. Podczas izolacji czy kwarantanny 82 proc. dostawało wsparcie od kogoś z rodziny, 45 proc. - od przyjaciół. 70 proc. rodziców deklarowało, że pierwszy wiosenny lockdown pozytywnie wpłynął też na relację dziecko-rodzic. “Pomimo niepokoju, niepewności i zmian wielu rodziców doświadczyło większej bliskości z dzieckiem” – to już badanie „Rodzice, dzieci i pandemia” przygotowane przez psychologów z Uniwersytetu Warszawskiego. Gorzej oceniono relacje partnerskie. Według badania „Bliskie związki w czasach pandemii”, również psychologów z UW, około 10-15 proc. doświadczyło negatywnych zmian w trakcie lockdownu. Chodziło głównie o brak intymności.

- Czynnikiem, który powodował konflikty, napięcia w rodzinie była przestrzeń, a konkretnie jej brak – wyjaśnia dr Ariel Modrzyk z Wydziału Socjologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Szczególnie zdaniem eksperta dotyczy to wielkomiejskiej klasy średniej, czyli osób młodych, wysoko wykształconych, korzystających z dobrodziejstw miasta, czyli teatrów, restauracji, klubów fitness. - Nagle te aktywności poza domem zostały zabrane, a mieszkania okazały się zbyt małe. Wcześniej można było sobie z tym radzić mijaniem się. Ktoś był, ktoś wychodził do pracy, do szkoły, a jak rodzina się spotykała to na krótko, nie tak intensywnie – wyjaśnia. - Kto robi coś ważniejszego, jak podzielić się łączem internetowym, laptopem, kto zajmuje biurko - to są drobne rzeczy, ale w pandemii wywoływały napięcia - dodaje. Potwierdza to badanie Biostatu, według którego u 29 proc. respondentów relacje rodzinne pogorszyły się. Powód badani widzieli z jednej strony w ograniczonych kontaktach (31,8 proc.), ale z drugiej strony - właśnie w konieczności ciągłego przebywania ze sobą (23,6%). Nie bez znaczenia dla rodzin było też obciążenie lekcjami zdalnymi dzieci.

Gdy polityka wchodzi do rodziny

Mobilizacja oraz pomoc z pierwszego i drugiego lockdownu przestała mieć znamiona pomocy heroicznej, zapał siadł. Kurz opadł i jak to w naszym społeczeństwie bywa, od walki ramię w ramię przeszliśmy do walki między sobą. A w rodzinach? Walka o komputer, internet, pokój przy tym, co stało się później, też przestała mieć znaczenie. Jak to jest, że maseczka czy jedno słowo na „p” jest w stanie tak poróżnić małżeństwa, rodzeństwa, wnuczki z babciami? Że Agnieszka nie ma ochoty spotykać się już za znajomymi, Beata czuje się, jakby mieszkała z powietrzem, a Magda musi się zastanawiać się, jakiego słowa użyć, żeby nie ruszyć lawiny? Prof. Uniwersytetu Łódzkiego Iwona Janicka z Instytutu Psychologii, specjalizująca się w psychologii społecznej i psychologii rodziny, zaznacza, że to nie do końca pandemia spowodowała, że małżeństwa, rodziny się rozpadają. Rozpadają się te, które były już naruszone. Pandemia osłabiła te rodziny, w których już działo się źle.

Według dr. Modrzyka klimat polityczny pełny silnego konfliktu, antagonizmów, emocjonalnego języka, przekazywany dosadnie przez media przenosi się jednak na życie codzienne, na gospodarstwa domowe i osłabia więzy rodzinne. - 10,15 lat temu nie było to tak widoczne, a teraz nieraz słyszę, że wigilia skończyła się kłótnią i odejściem od stołu, bo zaczęła się dyskusja o polityce - mówi ekspert. Dlaczego? - Brakuje kultury dyskusji, spokojnej zwykłej rozmowy z rodziną, sąsiadami, z umiejętnością akceptacji innych przekonań, poglądów – mówi socjolog. - Klimat polityczny temu nie sprzyja – przypomina. Można tu jeszcze dodać brak zaufania do jakichkolwiek ekspertów, na który pracujemy od lat. - Przebieg konfliktu zależy od stawki, która jest w grze. Jeśli różnimy się z błahych powodów, to nieraz machniemy po prostu na coś ręką. Mocniej angażujemy się w konflikt, który dotyczy najwyższych wartości, a zdrowie jest do takich zaliczane – mówi dr Modrzyk. A tu maseczka czy słowo na „p” do zdrowia się sprowadza.

Klimat polityczny pełny silnego konfliktu przenosi się na życie codzienne i osłabia więzy rodzinne

Z jednej strony zaczynamy więc unikać konfliktowych tematów, tworzy się dystans, ale uraza zostaje, tylko ma charakter ukryty. - W czasie pandemii gdy ktoś nie miał ubranej maseczki, albo dotykał bez rękawiczek pieczywa, owoców w sklepie, nie odpowiadało nam to, ale nie zwracaliśmy uwagi tej osobie. Z drugiej strony dochodziło do sytuacji, gdy ktoś wybuchał gniewem i wręcz atakował ludzi bez masek – opowiada dr Modrzyk. To tak jak z gotującą się wodą w garnku. Powoli temperatura się zwiększa, woda zaczyna wrzeć, aż w końcu pokrywka spada. Jest wybuch, moment przesilenia.

Podczas lockdownu nie trudno o rodzinną kłótnię
fot. Africa Studio/Shutterstock
Fot. Africa Studio/Shutterstock
Podczas lockdownu nie trudno o rodzinną kłótnię

- Czy to dobrze, by klimat pomocy, który był na początku pandemii, się utrzymał? Pewnie tak. Czy to jest możliwe? Nie. Kryzys to moment zatrzymania, ludzie chcą być wtedy bliżej siebie, solidaryzują się. Tak było po śmierci papieża, po katastrofie smoleńskiej i w pandemii. Kryzys się jednak kończy, wracamy do pracy, zaczynają się zobowiązania, kwestie związane z pomocniczością schodzą na dalszy plan. Poza tym współczesne społeczeństwo demokratyczne jest z zasady pluralistyczne, opiera się na grupach, które mają różne, często sprzeczne poglądy, grupy interesów. W takiej codzienności konkurencyjnej trudno utrzymać klimat pomocy – tłumaczy dr Modrzyk.

Prof. Talarowska komentując badanie, podsumowuje: - O pandemii COVID-19 możemy powiedzieć, że nosi znamiona zbiorowej traumy – stwierdza i wylicza: pojawiła się niespodziewanie, dotknęła całych społeczności i wszystkich obszarów naszego życia. - W takich momentach pojawia się wachlarz niełatwych dla nas emocji. Smutek, lęk, złość, poczucie winy czy żalu, uczucie utraty kontroli nad swoim życiem - wyjaśnia prof. Talarowska. Zaznacza, że skutki pandemii w sferze emocjonalnej i fizycznej będą długofalowe.

We wrześniu mąż Agnieszki zachorował na COVID. Przestraszył się. Teraz, gdy trochę już zapomniał, jak źle się czuł, znów zaczyna wątpić, czy wirus istnieje.

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek

Zastępczyni redaktorki naczelnej RadioZET.pl, szefowa newsroomu, koordynatorka sekcji publicystycznej. Dziennikarka i teatrolożka (z wykształcenia i zamiłowania). Pisze głównie o edukacji - od żłobków do uczelni. W RadioZET.pl od sierpnia 2021. Wcześniej pracowała w "Gazecie Wyborczej", pisała dla "Dużego Formatu", "Wysokich Obcasów" i "Wolnej Soboty". Współpracowała z tygodnikiem "Polityka". Laureatka Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego w kategorii najlepszy artykuł publicystyczny oraz stypendium im. Leopolda Ungera. Nominowana do Grand Press w kategorii wywiad. Nie może żyć bez teatru i czekolady. Kontakt: aleksandra.puculek@radiozet.pl.

logo Tu się dzieje