Wierni skarżą się na proboszcza, że każe im chodzić po sąsiadach i wymuszać pieniądze. On się tłumaczy

13.03.2018 16:02

Parafianie w jednej z miejscowości na Podkarpaciu postanowili zainterweniować u arcybiskupa. Chodzi o lokalnego proboszcza i jego sposób na sfinansowanie prac na terenie kościoła.

Pieniądze fot. East News

Proboszcz parafii w Jasionce (woj. podkarpackie, nieopodal granicy ze Słowacją) postanowił, że to mieszkańcy będą zbierali fundusze na prace remontowe i budowlane na terenie parafii. Podzielił ją więc na grupy po 20 domostw. Każda grupa ma prowadzić ewidencję datków na kościół.

Sprawę nagłośnił portal "Na Temat", którego dziennikarze porozmawiali z mieszkańcami Jasionki. Ci jednak zastrzegli sobie anonimowość, obawiając się konsekwencji wypowiadania się pod nazwiskiem (mieszka tam jedynie tysiąc osób, praktycznie wszyscy się znają).

Pismo do arcybiskupa

W końcu jednak mieszkańcy postanowili zainterweniować. Napisali (bez nazwisk i adresów) pismo do metropolity przemyskiego, w którym piszą:

"Ksiądz naszej parafii Piotr Wojnar wymusza od nas mieszkańców naszej wsi pieniądze. Do tego czasu w kościele była skarbonka i wierni dobrowolnie do tej skarbonki wrzucali datki ile kto może [...] Od dwóch miesięcy [...] podzielił wieś po 20 domów rodzin. Zakupił dla każdej grupy zeszyty. Z każdej grupy na kazaniu w kościele zmusza ludzi by pobierali od niego co miesiąc te zeszyty i chodzili po domach wymuszać od swoich sąsiadów pieniądze. U Księdza mają się rozliczać z zebranych wymuszonych pieniędzy".

Jak twierdzą parafianie, proboszcz życzy sobie nie tylko raport z datków, ale także wykaz osób, które nie zapłacą. Co ciekawe, w odwrotnym przypadku nie ma mowy o transparentności - duchowny ponoć nie rozlicza się z tych pieniędzy, nie wiadomo więc, na co dokładnie mają być przeznaczone.

Ksiądz się tłumaczy

W rozmowie z "Na Temat", sam zainteresowany tłumaczy się z całego zamieszania. Twierdzi, że datki są dobrowolne i że na nikogo, kto się "nie dołożył", nie zamierza się obrażać.

- Nie ma żadnego przymusu. Kuria w Przemyślu o wszystkim wie. Arcybiskup o wszystkim wie i się nie oburza. To są dobrowolne środki, ofiary, zbierane raz w miesiącu – zapewnia dziennikarzy.

Przedstawiciele archidiecezji w Przemyślu nie chcą komentować sprawy. Twierdzą jedynie, że się jej przyglądają.

Pieniądze po poprzednim proboszczu

Wierni z Jasionki w rozmowie z dziennikarzami "NT" zwracali uwagę na materializm ks. Wojnara. Ich zdaniem, "zarekwirował" 100 tys. złotych, które pozostały po jego zmarłym trzy lata temu poprzedniku. W zamian za to postawił jedynie 300 metrów kwadratowych kostki brukowej.

- Ksiądz Wojnar przejął te kwotę. Nie rozliczył się z niej i cały czas zbiera pieniądze - mówi jeden z parafian. Wypominają mu także m.in. samochód oraz skuter.

On sam broni się, że są to pojazdy kupione przed kilku bądź kilkunastu laty za prywatne pieniądze. I zaraz dodaje: – Zbieramy na przykościelny parking. W tej chwili jest błoto, chcemy utwardzić. Raz jeszcze podkreślam, to na zasadzie pełnej dobrowolności – zaznacza, ale dopytywany o to czy nie mógłby go wybudować ze środków pozostawionych przez poprzedniego proboszcza odpowiada: - Są jeszcze inne wydatki.

Dużo osób się boi

Jak się dalej potoczy ta sprawa? Trudno przewidzieć. Na razie proceder "zeszytowy" funkcjonuje, ludzie chodzą i zbierają datki. Mieszkańcy, którzy anonimowo rozmawiali z dziennikarzami, przyznają, że choć parę osób się wyłamało, to większość woli respektować to zarządzenie.

– Dużo osób boi się, że ksiądz będzie potem się mścił, przy chrztach czy pogrzebach. I dla świętego spokoju woli już dać te 20 zł. Ale nie tędy droga - mówią. A proboszcz konsekwentnie zaprzecza uprawiania takich praktyk.

– Nikt nie jest wytykany. Tu chodzi o transparentność. Nigdy przez lata kapłaństwa nikomu nie wypomniałem, czy ktoś coś ofiarował czy nie - cytuje go "NT"

RadioZET.pl/Na Temat/MP

Oceń