Drażniło go, że terroryści panoszą się po europejskich ulicach. Rozmawiamy z Polakiem, który pojechał do Syrii walczyć z islamistami

Redakcja
18.05.2017 14:35
Drażniło go, że terroryści panosza się po europejskich ulicach. Rozmawiamy z Polakiem, który pojechał do Syrii walczyć z islamistami
fot. Archer - Grupa Zadaniowa "Gniew Eufratu"

Ośmiu Polaków na własną rękę wyruszyło do Syrii, aby dołączyć do oddziału "Gniew Eufratu". Należy do niego ponad 20 osób, m.in. weteranów z Gromu. W szeregach syryjskich sił demokratycznych walczą z Państwem Islamskim. Ukrywający się pod pseudonimem "Archer" dowódca oddziału odpowiedział na nasze pytania w rozmowie radiozet.pl z cyklu "Wywiady na stronie".

Kiedy umawialiśmy się na rozmowę wspominał pan, że od jutra może pan nie mieć dostępu do sieci. Jak często mają państwo kontakt z resztą świata, rodziną i przyjaciółmi?

Wszystkie wieże komunikacyjne zostały zniszczone. Część podczas nalotów, aby utrudnić dżihadystom koordynację działań. Resztę uszkodzili działacze Państwa Islamskiego, aby utrudnić cywilom ucieczkę. Kontakt łapiemy korzystając z internetu satelitarnego w sztabach i dzięki biuru prasowemu SDF. Mamy na to kilka minut. Jeśli się nie połapią i nie zmienią hasła to chwilę dłużej. Wtedy mogę zaktualizować nasz fanpage i wysłać rodzinie zdjęcia, żeby dać znać, że wszystko ze mną jest w porządku.

Jak wygląda państwa dzień na froncie?

Żaden nie jest taki jak poprzedni. Każdego dnia front jest w innym miejscu i wymaga innych działań. Gdybym miał uogólnić, biorąc pod uwagę operację w At-Tabaka, to dzień zaczynaliśmy przed 4 rano. Już o 4:05 byliśmy w pełnej gotowości, a po porannej modlitwie o 4:30 następował atak dżihadystów. To głównie ataki RPG, na zmianę z zamachowcami-samobójcami, chcącymi wedrzeć się do budynków, oraz samochody-pułapki wypełnione TNT. Ostrzał z karabinów następował rzadziej, ponieważ islamiści w tamtym garnizonie to byli głównie lokalni wieśniacy. Niezbyt dobrze wyszkoleni, nie radzili sobie w kontaktach ogniowych, ale znali swoje słabości.

archer-grupa-pl

Typowym atakiem była więc dywersja, skryte podejście i wykorzystywanie ludności cywilnej. Zasłaniali się kobietami i dziećmi. Dostosowywali się do sytuacji, nieraz przeprowadzali inteligentne działania wykorzystując tunele. Po wschodzie słońca sytuacja się uspokajała. Byliśmy w stanie coś zjeść i przegrupować się. Następny atak przypuszczano w porze lunchowej. Tym razem był to ostrzał snajperski – różnej jakości. Jeśli strzelali Arabowie, można było nawet spokojnie chodzić po dachu. Jeśli broni używali Czeczeni nie mogliśmy wychylić głowy. To byli doświadczeni weterani. Wiedzieli co robili, a my byliśmy tego świadomi. Kolejne ataki następowały po wieczornej modlitwie. To była mieszanka snajperów i zamachowców. Później zwykle nic się nie działo. Między 20 a 4 rano to my przejmowaliśmy inicjatywę. 90 proc. operacji realizowaliśmy w nocy, by uniemożliwić ostrzał snajperski, który był dla nas najgroźniejszy.

Kiedy podjęli państwo decyzję, że wyruszają do Syrii i co było impulsem?

W zeszłym roku, a wyruszyliśmy w tym. Takim pierwszym impulsem były chyba kobiety walczące na Bliskim Wschodzie, a raczej to, co je zmusiło do tego. Duża część mężczyzn wyjechała do Europy. One zdecydowały się nie uciekać i walczyć. Przeszkoliły się, przygotowały mundury i stworzyły ochotnicze jednostki partyzantki. Ich islamiści boją się szczególnie, bo śmierć z rąk kobiety blokuje im dostęp do Nieba, a przecież to głównie z myślą o Raju zdecydowali się na udział w wojnie. Ich determinacja poruszyła mnie nie tylko dlatego, że były dzielne i efektywne, ale także dlatego, że nie miały dużego wyboru. Myślę, że żadna kobieta nie powinna być postawiona w takiej sytuacji.

Zagłosuj

Czy czujesz się bezpiecznie w Polsce?

Liczba głosów:

Kolejnym impulsem były zamachy w Europie. Bardzo mnie drażniło, że terroryści panoszą się po naszych ulicach, a my przyzwyczailiśmy się do tych ataków. Zamachy stały się codziennością. Tutaj, gdzie jestem teraz, na dużą skalę walczyli tylko Kurdowie. Zdecydowałem, że skoro terroryści zabijają naszych ludzi, to ja pojadę do nich i zaatakuję ich. Chciałem, żeby ktoś im pokazał, że są ludzie, którzy są w stanie iść i zrobić zamieszanie. A wiemy od sztabu i od jeńców, że słyszy się o Gniewie Eufratu. Chciałem, żeby ich zabolało, tak jak boli nas. Żeby przestali być tacy swobodni. Żeby wiedzieli, że to samo, co robią u nas, może spotkać ich i że są ludzie, którzy ich dopadną.

Ważnym powodem naszego udziału jest też pomoc Kurdom. Chciałem pokazać im, że chociaż w historii nie mogli na nikogo liczyć, to są ludzie, którzy chcą im pomóc. Bez żadnych oczekiwań, za własne środki zorganizowaliśmy się i dotarliśmy tu. Niczego nie oczekujemy w zamian. Wielu nie mieści się to w głowach, ale są tacy ludzie – poznaliśmy ich wielu w Syrii. Nie zawsze słyszymy dziękuję, czasem jest ciężko, ale w głębi serca wiemy, że wykonujemy dobrą pracę. Jeśli wrócimy, to z czystym sumieniem i z poczuciem dobrze wykonanej roboty.

archer-spi

Z jakich osób składa się państwa grupa? Co robili państwo wcześniej?

Wielu z nas to weterani jednostek specjalnych i antyterrorystycznych. Są tu ludzie m.in. z USA, Szwecji i Polski. Obecnie jest nas 25 osób. Wcześniej zajmowaliśmy się różnymi rzeczami. Mieliśmy firmy, wykonywaliśmy kontrakty wojskowe, pracowaliśmy w policji, byliśmy najemnikami. Każdy z nas robił to, w czym był dobry. Nie ma mowy, żeby ktoś przyjechał tu z nudów, albo dla pieniędzy. Powiem więcej, sami wydaliśmy ogromne środki na przyjazd tutaj. Każdy z nas miał ku temu powód.

Ja przedstawiłem swój, ale jest wśród nas człowiek, który stracił rodzinę w zamachu, inny był torturowany w Iraku. Łączy nas idea – chęć pomocy tutejszej ludności i pomoc w odzyskaniu wolności oraz przyłożenie ręki do zakończenia terroru kalifatu. Tutaj i w Europie.

Podobno za wasze głowy wystawiono nagrodę od 150 tys. do prawie miliona dolarów. Łatwo zasypiać ze świadomością takiego wyroku?

Śpimy mało, ale to głównie dlatego, że prowadzimy operacje nocne, a w dzień jest robota do wykonania. Sen to jakieś 3 godziny, ale to nie dlatego, że się martwimy. W zasadzie to nigdy nie słyszałem tutaj żadnego narzekania Zmartwienie to coś abstrakcyjnego. Nie mamy na nic wpływu. To, że za nasze głowy wystawiono nagrody, nie zmienia charakteru działań. Dziękujemy za docenienie, jest nam milo. Im wyższa nagroda, tym większe szkody kalifatowi wyrządziliśmy. Po to tu jesteśmy.

archer polacy

Często obrywacie?

Wszyscy byliśmy ranni. Głównie od odłamków z samochodów i RPG. Postrzelony nikt nigdy nie został. Podczas jednej z pierwszych operacji koledze urwało dwa palce. Wysłałem go do domu. Teraz jeden z Polaków jest w szpitalu. Chciałem go wysłać do domu, ale się nie zgodził. Często się to zdarza. Po jednej z najcięższych bitew amerykańscy rangersi przez trzy dni nie przyznawali się, że zostali ranni, żeby nie cofać ich z frontu.

Zobacz także

Kiedy planują państwo wrócić do Polski i jakich reakcji się spodziewacie?

Ciężko powiedzieć. Tego nie możemy zaplanować. Nie możemy wyznaczyć sobie daty i w środku operacji jechać na lotnisko. Jeśli sytuacja będzie stabilna, to wrócimy do domu. Reakcji nie będzie, bo pozostajemy anonimowi. Nikt nam nie przybije piątki, ani nie postawi piwa w barze. I nie po to tu przyjechaliśmy. Ja osobiście liczę, że Polacy dowiedzą się, że są wśród nas ludzie, którzy potrafią lecieć na drugi koniec świata, żeby pomóc innym. Nie za pieniądze, nie za medale i nie za sławę.

Chcemy, by ludzie byli bardziej wrażliwi na ludność, która jest terroryzowana i wiedzieli, że każdy może wpłynąć na przebieg wydarzeń. Nie musi być komandosem. W wojnie nie trzeba pomagać karabinem. Można uczyć dzieci, można pomagać w szpitalu. Chce pokazać, że każdy może wyjść z inicjatywą pomocy. Wystarczy wyciągnąć kartkę, zaplanować i ruszyć w drogę. Im więcej ludzi, tym lepiej będzie na świecie.

RadioZET.pl/MAAL