Zamknij

Wyrok TK nie musi oznaczać zakazu aborcji [WYWIAD]

10.11.2020 09:44
Aborcja. Wyrok TK - kiedy publikacja? Co to oznacza
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER/East News (ilustracyjne)

Ponad 90 procent aborcji w Polsce dokonywanych jest z powodu wad letalnych płodu – wskazują statystyki. Czy wyrok Trybunału Konstytucyjnego w praktyce oznacza koniec legalnej aborcji?

W świetle Konstytucji Trybunał Konstytucyjny „niezwłocznie” publikuje wydane wyroki. Nie stało się tak jednak w przypadku orzeczenia z 22 października w sprawie prawa aborcyjnego. Można jedynie domniemywać, że za tą zwłoką stoją decyzje polityczne.

Zapowiedź zaostrzenia, już konserwatywnego na tle standardów europejskich, prawa wznieciła bunt na ulicach w całym kraju. Mało tego, sami politycy zaczęli się zastanawiać nad możliwymi wariantami zmiany prawa.

Wyrok TK w sprawie aborcji

Ustawa sprzed 27 lat określa przypadki, w których możliwe jest przerwanie ciąży. Chodzi o sytuację, gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety lub gdy zachodzi podejrzenie, że ciąża jest wynikiem czynu zabronionego (gwałtu lub kazirodztwa). Trzecią przesłanką, którą Trybunał Konstytucyjny uznał za niekonstytucyjną, jest stwierdzenie „ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu”.

Zobacz także

Jeśli wyrok Trybunału zostanie opublikowany, ta ostatnia przesłanka zostanie wyeliminowana z polskiego prawa. Na pierwszy rzut oka oznacza to, że aborcja z powodów wad płodu będzie nielegalna. Kamil Stępniak, doktorant w Katedrze Prawa Konstytucyjnego i Systemów Politycznych na Wydziale Prawa Uniwersytetu w Białymstoku, przekonuje w rozmowie z naszą redakcją, że wyrok TK wcale nie musi oznaczać zakazu legalnej aborcji w przypadku wad płodu.

To nie koniec legalnej aborcji?

Katarzyna Witwicka: Czy Trybunał Konstytucyjny musiał wyrokować w sprawie aborcji w tak niefortunnym terminie? Zaostrzenie prawa aborcyjnego w konsekwencji wyprowadziło ludzi na ulice w okresie pandemii.

Kamil Stępniak: Wniosek o zbadanie zgodności przepisów aborcyjnych z Konstytucją leży w Trybunale od roku. Zgodnie z ustawą o organizacji i trybie postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym ten organ władzy sądowniczej powinien rozpatrywać wnioski według kolejności ich wpływu. Jednakże od tej zasady istnieją liczne wyjątki, co może potwierdzić spojrzenie na obecną wokandę TK. Dlaczego akurat teraz TK zajął się tak kontrowersyjną sprawą? To decyzja Prezes Trybunału. Ta zaś jak wiadomo, cechuje się dużą autonomią.

Zobacz także

Zaskoczyło Pana tak konserwatywne podejście TK do tematu?

Paradoksalnie, ten wyrok TK jest zgodny z dotychczasową linią orzeczniczą. W 1997 toku organ ten orzekał o zgodności z Konstytucją przepisu umożliwiającego dokonywanie aborcji ze względu na sytuację ekonomiczną kobiety w ciąży. Trybunał orzekł wówczas, że przepis ten jest niekonstytucyjny. Czyli już ponad dwadzieścia lat temu wypracowany „kompromis aborcyjny” zmierzał w konserwatywnym kierunku.

Wyrok z 1997 roku dał podwaliny do tego, żeby ponad dwadzieścia lat później TK orzekł o niekonstytucyjności przepisu umożliwiającego aborcję ze względów embriopatologicznych. Chociaż przecież TK już niejednokrotnie zmieniał linię orzeczniczą. Najnowszy wyrok potwierdza, że w przypadku kolizji dóbr, ochronie podlega życie od poczęcia. Przy czym Trybunał w 2020 roku uznał, że mamy tu kolizję pomiędzy życiem płodu a komfortem życia matki, z czego pierwsza z wartości jest ważniejsza. Można zastanawiać się oczywiście, czy z aksjologicznego punktu widzenia przesłanki zostały dobrze dobrane.

Na portalu dla konstytucjonalistów rzuca Pan nowe światło na wyrok TK i wskazuje wprost: to kwestia interpretacji. Opisuje Pan, że nawet po publikacji wyroku TK legalna aborcja z przyczyn wad płodu nadal będzie możliwa.

Przede wszystkim należy podkreślić, że większość konstytucjonalistów podnosi wątpliwości przede wszystkim nie co do samego rozstrzygnięcia, ale do uchybień proceduralnych związanych z wydaniem orzeczenia np. nieprawidłowo obsadzonym składem sędziowskim.

Zobacz także

Abstrahując jednak od tych zawiłości postępowania, wyrok TK nie musi jednak oznaczać zakazu aborcji w przypadku stwierdzenia wad płodu. Nie trzeba być lekarzem, by wskazać potencjalny wpływ urodzenia martwego lub nieuleczalnie chorego dziecka na zdrowie matki. Wśród skutków takiego porodu można wyróżnić, chociażby depresję, objawy stresu pourazowego, zmianę dynamiki emocji, zagrożenie dla zdrowia psychicznego. Mamy tu zatem jednoznaczne zagrożenie życia lub zdrowia kobiety. Pamiętajmy zatem o dwóch pozostałych przesłankach umożliwiających legalną aborcję. Jedną z nich jest właśnie zagrożenie zdrowia lub życia matki. Dlatego też należy wykazać korelację między urodzeniem martwego lub nieuleczalnie, poważnie chorego dziecka, a zdrowiem psychicznym matki. Wady letalne nienarodzonego dziecka mogą stwarzać zagrożenie dla zdrowia matki, co przy takiej interpretacji przepisów jest spełnieniem jednej z przesłanek umożliwiających legalną aborcję.

W stosunku co do takiej propozycji pojawiają się również głosy krytyczne, m.in. Pani Profesor Ewa Łętowska nazwała je tzw. opcjami salwatoryjnymi, ratunkowymi, które w jej przekonaniu wpływają na niejasny stan prawny. Nie można nie zgodzić się ze zdaniem Pani Profesor. W moim przekonaniu jednak musimy, operować na takim stanie prawnym, jaki we współczesnej Polsce nas zastał. My dyskutujemy o teoretycznym wymiarze przepisów i możemy się nie zgadzać czy spierać, ale warto pamiętać, że na końcu zawsze stoi człowiek.

To co zatem zmienia ewentualna publikacja wyroku TK?

Dotychczasowe przepisy wprost wskazują, że aborcja ze względu na wady embriopatologiczne jest możliwa. Po usunięciu podważonej przez TK przesłanki z polskiego prawa na barkach lekarzy spoczywać będzie obowiązek wykazania wpływu zagrożonej ciąży na zdrowie matki.

Co trzeba zrobić, żeby taka interpretacja rzeczywiście dawała zielone światło kobietom i utwierdziła lekarzy w przekonaniu, że nie łamią prawa?

Kluczowa będzie praktyka. Lekarz ostatecznie będzie podejmował decyzję, a spory interpretacyjne będą zawsze. Medycy, na których spoczywa odpowiedzialność karna w razie przeprowadzenie nielegalnej aborcji, być może będą obawiali się konsekwencji. Zgodnie z art. 152 Kodeksu karnego za przerwanie ciąży lekarzowi grozi do 3 lat pozbawienia wolności.

Zobacz także

Aby pozbyć się wątpliwości i częściowo zawęzić przypadki dopuszczalności aborcji ze względu na wady płodu, TK powinien wydać tzw. wyrok interpretacyjny. Wskazać jasno przypadki, kiedy aborcja jest dozwolona, a kiedy nie. Trybunał postąpił jednak zero-jedynkowo.

A co z propozycją prezydenta? Andrzej Duda proponuje w projekcie modyfikację przepisu, którego konstytucyjność podważył Trybunał. Zgodnie z projektem, aborcja byłaby legalna gdy „badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na wysokie prawdopodobieństwo, że dziecko urodzi się martwe albo obarczone nieuleczalną chorobą lub wadą, prowadzącą niechybnie i bezpośrednio do śmierci dziecka, bez względu na zastosowane działania terapeutyczne”.

Niewykluczone, że pomysł prezydenta zyska poparcie. Moim zdaniem zagrożeniem są klauzule generalne zawarte w tym przepisie. Mowa na przykład o „niechybnej śmierci”. Tak ogólny przepis może budzić wątpliwości interpretacyjne. Czy „niechybna” śmierć dziecka to śmierć tuż po urodzeniu, czy na kilka tygodni po narodzinach? To samo dotyczy zwrotów „wysokie prawdopodobieństwo” (uszkodzenia płodu) czy „bezpośrednia” śmierć dziecka. Zawarcie tylu klauzul generalnych w jednej normie prawnej daje wysokie pole do interpretacji. Co za tym idzie, lekarze wciąż mogą bać się podejmować decyzji dotyczącej legalnej terminacji ciąży. Największą wadą propozycji Prezydenta jest wprowadzenie niepewności prawa, co jest sprzeczne z zasadami prawidłowej legislacji. Kobieta właściwie nie będzie wiedziała, jakie posiada uprawnienia i czego może spodziewać się w szpitalu.

Paradoksalnie, propozycja prezydenta jest kompromisem między konserwatywnym już prawem, a ultrakonserwatywnym podejściem, które wynika z orzeczenia Trybunału.

Europejski Trybunał Praw Człowieka w swoim orzecznictwie potwierdza, że istnieją trzy możliwości podejścia do tematu aborcji. Pierwsza, konserwatywna: dziecku nienarodzonemu przysługuje taka sama ochrona życia jak jego matce. Druga, skrajnie odmienna: dziecku nienarodzonemu nie przysługuje prawo ochrony życia.

Trzecia możliwość równoważy dwie poprzednie: dziecku nienarodzonemu przysługuje ochrona życia, ale jest ona ograniczona ze względu na to, że jego życie jest ściśle powiązane ze zdrowiem i życiem matki. ETPC wskazał, że ochrona życia nienarodzonego dziecka jest naturalnie ograniczona. Matka, zgodnie z orzecznictwem europejskim, ma prawo decydować o życiu nienarodzonego dziecka, o ile nastąpią ku temu właściwe przesłanki. Jeśli kobieta wie, że dziecko będzie cierpiało bądź umrze po porodzie, ma wówczas prawo zdecydować o skróceniu tego cierpienia.

Zobacz także

Tutaj dostrzegam błąd w rozumowaniu polskiego Trybunału. Poszliśmy w ultrakonserwatywną stronę, stawiając życie dziecka nienarodzonego na równi z życiem matki. To niebezpieczna skrajność. Zaostrzenie prawa aborcyjnego nie zmniejszy liczby aborcji. Terminacja ciąży będzie odbywała się być może w większym stopniu nielegalnie, bez gwarancji należytych warunków i bezpieczeństwa takiego zabiegu.

Niemniej uważam również, że wyrok powinien zostać opublikowany. Władza wykonawcza bowiem nie powinna sobie rościć kompetencji do oceny rozstrzygnięć Trybunału poprzez ich ewentualne niepublikowanie. Zgadzam się w pełni z prof. Anną Rakowską-Trelą, która zwróciła uwagę na nieprawidłowość takiego postępowania. Brak publikacji wyroku dla systemu prawnego, a tym bardziej dla kobiet nie jest rozwiązaniem dobrym. To ustawodawca powinien wziąć na swoje barki prawidłowe ukształtowanie nowych rozwiązań legislacyjnych.

RadioZET.pl