Zamknij

Duda był przeciw wyborom kopertowym. "Wszystko wskazywało, że będą zbojkotowane"

12.07.2021 23:53
Andrzej Duda: Byłem przeciw wyborom korespondencyjnym
fot. PAP/Andrzej Lange

Prezydent Andrzej Duda przyznał, że był przeciwnikiem wyborów korespondencyjnych 10 maja ub. roku. "Wszystko wskazywało, że zostaną zbojkotowane, nie chciałem wygrać wyborów prezydenckich przy 15-20-proc. frekwencji" - mówił w poniedziałek prezydent na spotkaniu autorskim poświęconym książce Marcina Wikło "Operacja Duda 2020. Tajemnice kampanii".

Andrzej Duda stwierdził w poniedziałek, po raz pierwszy tak dobitnie, że był przeciwnikiem wyborów korespondencyjnych, do których parło Prawo i Sprawiedliwość. Ich organizacja zakończyła się fiaskiem, wyrzuceniem w błoto ponad 70 mln złotych, co doprowadziło rok później do złożenia zawiadomień do prokuratury ze strony szefa NIK Mariana Banasia. Kontrolerzy skierowali je przeciw premierowi i trzem podległym mu ministrom oraz zarządom Poczty Polskiej i PWPW.

Po kilkunastu miesiącach od tamtych wydarzeń do "wyborów 10 maja" odniósł się sam prezydent, wówczas murowany faworyt, nawet do zwycięstwa w jednej turze. Andrzej Duda podczas rozmowy na wieczorze autorskim poświęconym jego kampanii wyborczej z 2020 roku przyznał, że w sferze faktów książka Marcina Wikły ("Operacja Duda 2020", przyp.) jest w 100 proc. prawdziwa, a inny punkt widzenie jego i autora nie dotyczy faktów, tylko ich interpretacji, tego dlaczego miały miejsce.

Andrzej Duda na wieczorze autorskim: Byłem przeciwnikiem wyborów korespondencyjnych

Pytany, który moment ubiegłorocznej kampanii był najtrudniejszy, wskazał czas, kiedy ważyła się sprawa wyborów zarządzonych na 10 maja. "To był taki rzeczywiście bardzo trudny moment dlatego, że bardzo trudno było wtedy przewidzieć w ogóle co będzie" - powiedział Duda. Po wielu miesiącach zdołał przyznać, że nie popierał wyborów 10 maja.

"Ja koniec końców byłem przeciwnikiem wyborów korespondencyjnych [...] ja tych wyborów nie chciałem dlatego, że wszystko wskazywało na to, że po pierwsze będzie bardzo niska frekwencja, gdyby miały się odbyć, że zostaną po prostu zbojkotowane" - mówił Duda. "A po drugie, że będą to wybory wyszydzone, które najprawdopodobniej w ogóle nie będą mogły zostać uznane za ważne. Ja w takich wyborach nie chciałem wziąć udziału z żadnym wynikiem [...] nie chciałem wygrać wyborów prezydenckich przy 15 czy 20-procentowej frekwencji i w taki sposób zostać prezydentem na drugą kadencję" - dodał.

Dodał, że niedługo po spotkaniu z Jarosławem Gowinem i Jadwigą Emilewicz wybory 10 maja "zostały anulowane", a ich nowy termin ustalony na 28 czerwca. Zapytany z sali o plany po drugiej kadencji w urzędzie prezydenta, Duda odparł szczerze, że o tym obecnie nie myśli. "Może państwo mi nie uwierzycie, ale nie zastanawiam się nad tym" - odpowiedział. Dodał, że nie robi tego, bo "mogłoby to zaszkodzić jego służbie prezydenckiej". "Robię to, co do mnie należy w tej chwili. Chciałbym zakończyć z podniesioną głową, a potem, co przyniesie los - zobaczymy" - stwierdził Duda.

RadioZET.pl/PAP