Dron nad domem Lisa, "szukanie haków". B. dziennikarz TVP o kulisach pracy

04.09.2019 16:09
TVP
fot. Wojtek Laski/Reporter

Tam się nieustannie szuka haków. Na opozycję, ale też na tzw. swoich - mówi w wywiadzie dla "Polityki" Mariusz Kowalewski. Były dziennikarz TVP, który przepracował tam ponad dwa lata już za rządów PiS, opowiedział, w jakim sposób telewizja publiczna "poluje" na swoich wrogów i jakie w tym celu stosuje metody. Telewizja Polska wydała już oświadczenie, w którym stanowczo zaprzeczyła informacjom, jakie pojawiły się wywiadzie. 

Kowalewski, w przeszłości piszący m.in. dla "Gazety Wyborczej", "Rzeczpospolitej" i "Wprost", trafił na pl. Powstańców Wielkopolskich w Warszawie w 2016 roku. Początkowo zatrudniono go jako dziennikarza newsowego w portalu TVP Info. Następnie trafił do redakcji programu "Alarm, a w marcu 2018 roku do Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, gdzie kierował redakcją reportażu. 

- Nie pisałem propagandówek politycznych, ale informacje. I robiłem to rzetelnie - zapewnia w rozmowie z Piotrem Pytlakowskim. Dodaje, że poszedł tam, bo znał i lubił niektórych pracujących tam dziennikarzy, choć o "zawsze miał złe zdanie o poziomie TVP", uważając, że "jakościowo są w tyle za TVN". 

Dron nad domem Lisa, szpiegowanie Jarosława Kurskiego

Dziennikarz zdradza w wywiadzie kulisy szukania haków na przedstawicieli bądź sympatyków opozycji. W wywiadzie pojawiają się historie m.in. szpiegowania redaktora naczelnego "Newsweeka" (zwolnionego z TVP za czasów "dobrej zmiany") Tomasza Lisa. 

Zobacz także

- W sierpniu 2018 r. wysłano drona na prywatną posesję Tomasza Lisa, gdzieś w Konstancinie. "Newsweek" szykował wtedy jakąś publikację o Kurskim czy o TVP i chciano go wystraszyć. Nie byli zadowoleni, bo Lis nie zauważył tego drona. Nie mógł zresztą, bo już dawno pod tym adresem nie mieszkał - opowiada "Polityce" Kowalewski.

Sprawę skomentowali zresztą na Twitterze sami zainteresowani: Tomasz Lis oraz jego żona Hanna. Szef "Newsweeka" wspomina tamten moment, określając działalność telewizji publicznej mianem "ubeckiej mentalności" i "ubeckich metod". 

Innym przykładem była decyzja o wysłaniu reporterów z ukrytą kamerą na płockie spotkanie KOD. Miał tam przemawiać Jarosław Kurski, wicenaczelny "Gazety Wyborczej", prywatnie brat prezesa TVP Jacka Kurskiego, który  - wedle relacji Kowalewskiego - osobiście podjął decyzję w tej sprawie. 

W TVP szukano też haków na "swoich"

Ale Kowalewski zdradza, że haków szukano również na "swoich". Jako przykład podaje Krzysztofa Czabańskiego, szefa Rady Mediów Narodowych, który w pewnym momencie popadł w konflikt z Jackiem Kurskim. 

Zobacz także

- Zamówiono usługę w agencji zajmującej się profesjonalnym pozyskiwaniem informacji. Przez dwa tygodnie jeżdżono za Czabańskim i fotografowano go. Szukano dowodów, że spotyka się z nieodpowiednimi osobami albo że pije za dużo - relacjonuje. Nic na niego ostatecznie nie znaleziono, ale cała operacja miała kosztować kilkanaście tysięcy złotych. 

Dziennikarz nie może znaleźć pracy

Kowalewski otrzymał wymówienie w połowie października. Ponoć decyzja zapadła w centrali na Woronicza, a jej powodem miała być informacja o rzekomych planach odwołania ze stanowiska koordynatora ds. specjalnych (obecnego szefa MSWiA) Mariusza Kamińskiego, na co miał podobno naciskać sam Mateusz Morawiecki. Potem okazało się to nieprawdą, ale rozmówca "Polityki" zapewnia, że na kolegium zastrzegł, iż ta informacja może być mało wiarygodna.

Zobacz także

Ktoś jednak doniósł zastępcy Kamińskiego Maciejowi Wąsikowi o tym, co działo się na kolegium. Zarówno on, jak i prezes Kurski pytali go, skąd ma takie informacje i kto mu je przekazał, ale dziennikarz odmówił podania źródła. Jak przyznał Kowalewski, ponoć doszło do sytuacji, w której dymisja groziła właśnie Kurskiemu i dlatego właśnie zdecydowano się go poświęcić (czego podobno miał osobiście życzyć sobie Kamiński). 

Dziennikarz ze smutkiem przyznaje, że obecnie nie może znaleźć pracy w mediach, w czym przeszkodą ma być jego niedawna przeszłość w Telewizji Polskiej. - Może będę musiał odejść z zawodu - podsumowuje. 

TVP komentuje doniesienia z wywiadu

Telewizja Polska ustosunkowała się już do wywiadu, zamieszczając na stronie Centrum Informacyjnego TVP oświadczenie. Wynika z niego, że treści, które pojawiły się w wywiadzie, są nieprawdziwe, a telewizja szykuje pozwy zarówno przeciw Kowalewskiemu, jak i przeciw przepytującemu go w wywiadzie Piotrowi Pytlakowskiemu. 

Według TVP, Kowalewski został zwolniony, ponieważ przełożeni nie akceptowali jego metod pracy. W tym roku miał aplikować do nowo utworzonej redakcji TVP Wilno, ale jego aplikacja został odrzucona, co zdaniem TVP miało wywołać w nim chęć odwetu. Centrum Informacyjne zaprzecza również, jakoby miały miejsce jakiekolwiek formy instytucjonalnej inwigilacji ze strony TVP.

"W tej konkretnej sprawie pojawiło się jednak oszczerstwo z gatunku, który wymaga zdecydowanej reakcji. TVP stanowczo zaprzecza jakoby kiedykolwiek i ktokolwiek ze Spółki inwigilował Przewodniczącego Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego lub podejmował jakiekolwiek działania przeciwko niemu. Kłamstwo to jest mało subtelną próbą poróżnienia zarządu TVP z Radą Mediów Narodowych, w sytuacji gdy od dłuższego czasu współpraca między ww podmiotami układa się harmonijnie i z korzyścią dla kondycji telewizji publicznej" - czytamy w komunikacie. 

Zobacz także

"Pozostałe, przekazane przez rozmówcę red. Pytlakowskiego rewelacje, jak m.in rzekoma inwigilacja (na otwartym publicznym spotkaniu, sic!) brata Prezesa TVP, są wytworem zainfekowanej potrzebą zemsty, bujnej wyobraźni red. Kowalewskiego. Symptomatyczne, że red. Pytlakowski przed publikacją swojego artykułu nie zweryfikował informacji uzyskanych od swojego rozmówcy, poprzez np. skierowanie pytań do TVP" - możemy przeczytać na stronie centruminformacyjne.tvp.pl.

RadioZET.pl/Polityka/centruminformacji.tvp.pl