Manifestacja przeciw przemocy w Białymstoku. Mocne słowa liderów lewicy

Mikołaj Pietraszewski
28.07.2019 17:31
Białystok
fot. PAP

Nie zgadzamy się na przemoc, solidarność jest naszą największą bronią, jesteśmy nie do zatrzymania, my zwyciężymy – mówili w niedzielę w Białymstoku liderzy Wiosny, SLD i Lewicy Razem podczas wiecu pod hasłem "Polska przeciw przemocy". Manifestacja ta była reakcją na brutalność i agresję wobec uczestników zeszłotygodniowego Marszu Równości, który także przeszedł ulicami stolicy Podlasia. 

W niedzielę po godz. 14.00 w Białymstoku rozpoczął się protest ugrupowań lewicowych pod hasłem "Polska przeciw przemocy". Manifestację zorganizowali Wiosna, SLD i Lewica Razem w związku z wydarzeniami, do jakich doszło w Białymstoku podczas zeszłotygodniowego Marszu Równości.

Biedroń: chcemy Polski, która będzie domem wszystkich

- Chcemy Polski, która będzie domem wszystkich. Chcemy Polski równej, Polski solidarnej. Polski, w której nie tylko Jarosław Kaczyński z kotem będzie się czuł jak w domu, ale także chłopak i dziewczyna, dwie dziewczyny i dwóch chłopaków będą czuli się jak w domu. Chcemy normalnej Polski – podkreślił lider Wiosny Robert Biedroń.

Zdradził, że kiedy jego mama dowiedziała się, że on jest gejem, to był to dla niej "bardzo trudny moment". - Ja widziałem dwa razy moją mamę w takim stanie. Pierwszy raz, kiedy zmarł mój ojciec, drugi raz, kiedy dowiedziała się, że jestem gejem. To były najtrudniejsze słowa i najtrudniejsza wiadomość w jej życiu. Bo wyrastała w tym kraju, wyrastała w Polsce, w której od lat sączono jej historie, że geje i lesbijki to nienormalność, że geje i lesbijki krzywdzą dzieci, że geje i lesbijki nie tworzą normalnej rodziny. Dzisiaj moja mama jest z nami, trzyma tęczową flagę i jest dumna, że ma syna geja – mówił lider Wiosny.

Zobacz także

Podkreślił, że "zmiana jest możliwa". - Dlatego, kiedy mamy poczucie, że idziemy ciemną doliną, że przed nami nie ma przyszłości, że w naszym kierunku lecą kamienie, że nas obrażają, warto czasami obejrzeć się za siebie, zobaczyć, jak dużo ludzi dobrej woli jest w naszym kraju. Obejrzyjcie się za siebie, rozejrzyjcie się, jak jest nas dużo. To jest nasza siła. Jesteśmy nie do zatrzymania. My zwyciężymy – zapewniał zgromadzonych. 

Czarzasty: nie chcę, żeby bito kogoś po twarzy i aby żaden dziennikarz nie był pobity

- Przyjechałem po to, aby powiedzieć, że jestem przeciwko prostym rzeczom. Nie chcę, żeby jeden kopał i opluwał drugiego. Nie chcę, aby przy stołach rodziny się kłóciły, nie chcę, aby sobie ubliżano, aby rzucano w siebie słoikami z moczem. Nie chcę, żeby bito kogoś po twarzy i aby żaden dziennikarz nie był pobity bez względu na to, czy jest z telewizji publicznej, czy z innej. Nie chcę, aby ktokolwiek był bity – powiedział z kolei szef SLD Włodzimierz Czarzasty.

Białystok
fot. Piotr Drabik

- Jest czas prostych słów, prostego podawania ręki, mówienia prostych prawd, mówienia, że ludzie mają prawo wierzyć w co chcą, kochać się jak chcą – dodał.

Jego zdaniem "w czasach zarazy budzą się demony. Budzi się zło i złe słowo". - Nie będziemy tolerowali nigdy tego, że ktoś wiesza zdjęcia posłów, że ktoś dzieli nasz kraj na sorty. Nie będziemy nigdy tolerowali tego, że ktoś idzie niedaleko faszystów i mówi: "my na 11 listopada byliśmy niedaleko, ale nie byliśmy z nimi. My ich nie widzieliśmy" – mówił. "

Widzieliście ich, wiecie o tym, że urodziny Hitlera to złe rzeczy, wiecie o tym, że jak ludzie się opluwają, to złe rzeczy, że jak ministrowie mówią o gejach i lesbijkach, że to sodomia, to złe rzeczy. Wiecie o tym, nie reagujecie – krzyczał Czarzasty. - Obciążam tym kierownictwo PiS-u. Doprowadziliście do tego, że ludzie patrzą na siebie złym wzrokiem, mówią o sobie źle, że ludzie o sobie przy jednym wigilijnym stole źle myślą – dodał.

Zandberg: kiedy biją, nie ma miejsca na podziały

- Wolność oznacza, że się nie boimy. Wolność oznacza to, że możemy gromadzić się w miejscach publicznych, że możemy iść ulicą, trzymając za rękę tego, kogo kochamy, i że nikt z nas nie ma duszy zatrutej lekiem – powiedział w swoim wystąpieniu członek zarządu partii Razem Adrian Zandberg.

Jak podkreślił, "to solidarność jest naszą największą bronią". - Wierzę głęboko, że przeważająca większość Polek i Polaków, którzy tydzień temu zobaczyli te straszne sceny, sceny przemocy, sceny linczu, pomyślała: "Nie, nie zgadzam się. Nie ma zgody na przemoc" – mówił.

bialystok

Zaznaczył, że kiedy „biją, nie ma miejsca na podziały. Kiedy biją, jest tylko jeden prosty wybór: można albo stanąć po stronie tych, którzy biją, albo stać w obronie tych, którzy są bici". "Każdy przyzwoity człowiek powinien wiedzieć, gdzie jest jego miejsce" – zauważył.

Marsz Równości w Białymstoku

Manifestacja organizowana jest przez Wiosnę, SLD i Lewicę Razem w związku z wydarzeniami, do jakich doszło w Białymstoku podczas zeszłotygodniowego Marszu Równości "Białystok domem dla wszystkich". Przejście uczestników marszu kilkakrotnie próbowali zablokować kontrmanifestanci, w tym przedstawiciele środowisk kibicowskich.

Zobacz także

W stronę uczestników rzucano kamieniami, petardami, jajkami i butelkami, wykrzykiwano też obraźliwe słowa. Podlaska policja ustaliła do tej pory tożsamość ponad 100 osób podejrzewanych o popełnienie czynów zabronionych podczas marszu, w tym o pobicia jego uczestników.

RadioZET.pl/PAP/Twitter