Zamknij

Czarnek straszy pedofilami z UE, Sasin w defensywie, szanse Kukiza

29.06.2022 17:23
Kaczyński i Czarnek w sejmie
fot. Piotr Molecki/East News

Pierwszy wakacyjny odcinek "Podejrzanych polityków" to obraz zmiany sił, jaka dokonuje się w obozie władzy. Kaczyński zaprasza do rządu Agnieszkę Ścigaj, a ta z Pawłem Kukizem może być niebezpieczna dla samego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. O tym, że prezes PiS konsekwentnie szuka sposobu wyrzucenia go z koalicji pisaliśmy w RadioZET.pl od początku roku. Z równą konsekwencją lider PiS stawia na podział społeczeństwa wokół tematów światopoglądowych jak aborcja, rozdział Kościoła od państwa, czy LGBT, o którym przypomniał Kaczyński mówiąc o osobach transseksualnych. Do tych wszystkich wątków politycznie pasuje mu minister edukacji Przemysław Czarnek. Polityk ten przypomina o sobie chwaląc podręcznik do nowego przedmiotu, w którym wg. niego autor pokazuje m.in prawdę o "pedofilach w Unii Europejskiej". Na koniec przypominamy Romana Giertycha, jako ministra edukacji w rządzie Kaczyńskiego, żeby popatrzeć, jaka przyszłość może czekać Czarnka i innych szefów MEN. Czy pójdzie jeszcze w górę?

Pierwszym gościem specjalnym w wakacyjnym sezonie #Podejrzanych Polityków była Aleksandra Pucułek z RadioZET.pl, dziennikarka pisząca o systemie edukacji. Razem z prowadzącym podcast Radosławem Grucą poza ustaleniem bieżącego stanu politycznej gry skupili się na tym, jak tematyka edukacji może politycznie budować szefów ministerstwa edukacji. Pretekstem była kolejna szokująca wypowiedź ministra Przemysława Czarnka zachwalającego podręcznik do HiT-u, czyli historii i teraźniejszości, nowego szkolnego przedmiotu. Dwa lata temu PiS objeżdżał Polskę przy okazji kampanii prezydenckiej i atakował mocno środowiska LGBT. W tej orkiestrze Zjednoczonej Prawicy Czarnek grał pierwsze skrzypce i zdaniem Grucy można z góry zakładać, że mimo wakacji da się jeszcze nie raz poznać ze swoimi podszytymi homofobią wypowiedziami.

Kaczyński LGBT przykrywa drożyznę

Kontrowersja tygodnia wiąże się nierozerwalnie z wydarzeniami z ubiegłego tygodnia, ale będzie miała też ciąg dalszy przez całe wakacje, aż do rozpoczęcia szkoły. - Letnia taktyka prezesa PiS jest już dziś bardzo wyraźna. Lato 2022 – i jednocześnie początek kampanii wyborczej - będzie pełne dyskusji o zmianie płci, pedofilach w UE, bo to są wygodniejsze dla władzy tematy – mówił Gruca i podkreślał, że nie powinniśmy jako opinia publiczna odwracać uwagi od kwestii najważniejszych, za które odpowiada rząd. A to m.in. rosnące ceny paliw, inflacja, drożyzna.

Wydarzeniem tygodnia jest informacja o fali odejść nauczycieli ze szkół. Dyskusję o licznych wakatach podgrzały też ostatnie informacje o podręczniku do przedmiotu wymyślonego przez ministra Przemysława Czarnka. Prowadzący podcast przytoczył jedną z jego ostatnich wypowiedzi, w której minister mówił, że podręcznik pokaże ukrywaną przed młodzieżą prawdę m.in o pedofilach, którzy rządzą w Unii Europejskiej.

- Na ile edukacja jest materiałem do politycznego budowania się i na ile może rujnować umysły naszych dzieci? - pytał prowokacyjnie Gruca, nawiązując do opublikowanych kontrowersyjnych fragmentów podręcznika prof. Wojciecha Roszkowskiego. Jego rozmówczyni nie chciała jeszcze oceniać, bo podręcznik w całości nie jest znany. Niektórzy nauczyciele otrzymali egzemplarze testowe, ale rodzice i uczniowie mogą dostać książkę dopiero w sierpniu, a wydawnictwo pokazało tylko kilkadziesiąt stron – podręcznik liczy ich 512. Dostępna jest jednak podstawa programowa HiT-u.

- A według niej uczeń ma charakteryzować koszty finansowe i społeczne polityki klimatycznej, rozróżniać ekologię a ekologizm. W pierwszej wersji trzeba było też charakteryzować katastrofę smoleńską jako największą tragedię w dziejach Polski – wymieniała dziennikarka specjalizująca się w tematyce edukacji. Przypominała, że przeciwko obszerności i jednostronności podstawy programowej protestowało Towarzystwo Historyczne, historycy UW, czy Polskiej Akademii Nauk.

Nauczyciele uciekają, by nie indoktrynować

Protesty wzbudziła też książka do HiT-u, która musi poruszać zagadnienia z podstawy. Żeby jednak podręcznik mógł zostać dopuszczony do użytku w szkole, konieczne są trzy pozytywne oceny: dwie merytoryczno-dydaktyczne i jedna językowa. Ta ostatnia ku zaskoczeniu ministra była negatywna, ale Przemysław Czarnek już ogłosił, że powołał kolejnego eksperta i na pewno formalności zostaną dopełnione.

- Wydawnictwo „Biały Kruk” specjalizuje się w tematyce religijnej, historycznej patriotycznej. Głównym autorem, którego wydaje, jest m.in. Jan Paweł II – wskazywała Pucułek, co jasno pokazuje, jakimi treściami może być nasycony podręcznik.

Wydawnictwo zyska też z pewnością finansowo na swojej nowej książce, a ideologicznie zyskają Polacy, którym bliski jest konserwatywny obraz świata lansowany przez partię rządzącą. Podręcznik nie jest obowiązkowy, ale wielu nauczycieli może z niego korzystać, szczególnie jeśli dyrektorami szkół zostaliby ludzie związani z PiS.

- Nauczyciele rezygnują z pracy. Są szkoły, w których brakuje nawet kilkunastu pracowników. W Polsce jest ok. 13 tys. wakatów, choć dokładnie ile zostanie miejsc do obsadzenia w szkołach, dowiemy się pod koniec sierpnia - mówiła Pucułek. Jakie są powody odejść? Okazuje się, że nie wszystko rozbija się o pieniądze.

- Nauczyciele historii czy WOS-u odchodzą, bo nie chcą uczyć HIT-u - opowiadała dziennikarka. Jej zdaniem opór wobec indoktrynowania dzieci jest wyczuwalny. Z drugiej strony, jeśli ci nauczyciele odejdą, przyjdą inni, którzy nie będą się buntować i karnie wykonają dyrektywy Czarnka i jego otoczenia. - Jeśli oni odejdą, ktoś dzieci będzie musiał uczyć – przypominała.

Prowadzący z gościnią rozmawiali też o zapowiedziach powrotu ustawy lex Czarnek zwiększającej władzę ministerstwa nad szkołami za pośrednictwem kuratorów.

- Niewygodni dyrektorzy mogliby być bardzo łatwo odwołani - mówiła Pucułek. Zresztą, jak przypomniała, podobne sytuacje miały już miejsce. Jeden z dyrektorów szkół protestujący przeciwko likwidacji gimnazjów musiał cztery razy stawać do konkursów, choć był jedynym kandydatem na dyrektora szkoły.

Kukiz przeciw Ziobrze, a Morawiecki?

W części „Stan gry”, w której prowadzący analizują rywalizację na szczytach władzy, Radosław Gruca komentował zmiany w rządzie. Czy Agnieszka Ścigaj, posłanka, która do polityki weszła dzięki Pawłowi Kukizowi, będzie osłabiać jego pozycję „języczka u wagi”? Przypomnijmy, że po rozbiciu Porozumienia Jarosława Gowina przez ludzi Bielana i powołaniu przez tego ostatniego Partii Republikańskiej to właśnie trzy głosy koła Demokracji Bezpośredniej, czyli Pawła Kukiza, Jarosława Sachajki i Stanisława Żuka zapewniały zwycięskie głosowania w sejmie i dawały większość Zjednoczonej Prawicy.

- Opinia publiczna nie widzi sali plenarnej z perspektywy posłów. Kukiz siedzi w towarzystwie m.in. Ścigaj i z pewnością zauważył, że ta przestała się pojawiać na głosowaniach, w których była potrzebna bezwzględna większość - tłumaczył Gruca, podkreślając, że wbrew pozorom pozycja Kukiza rośnie. Dowód? Dziennikarz zwracał uwagę na to, co zdarzyło się w weekend. Jak ustaliło RadioZET.pl, po dłuższej przerwie Kukiz z Sachajką spotkali się z prezesem PiS i sekretarzem generalnym Krzysztofem Sobolewskim. Rozmowy są owiane tajemnicą, ale już w weekend nowa ministra Agnieszka Ścigaj jasno określiła się, że jeśli w sejmie powtórzy się wniosek o odwołanie Ziobry, będzie głosować za jego dymisją. Taki układ przeciwko Ziobrze bardzo wzmacnia Pawła Kukiza, który do tej pory dotrzymywał słowa w sprawie swoich uzgodnień z prezesem PiS.

- Prezes wie co robi i mówi. Tak samo było z wypowiedzią dotyczącą transseksualizmu – oceniał Gruca, wskazując, że wypowiedzi Kaczyńskiego mają jasny cel. Zaznaczał, że „prezes chce byśmy żyli spekulacjami”, ale żeby nikt z walczących o schedę nie miał pewności, do kogo ona trafi. - Jeśli ktoś jest zbyt silny, to go przytniemy, jeśli ktoś jest „przycięty”, to mu dorzucimy, żeby miał moc równoważenie tego silnego – tłumaczył dziennikarz śledczy. Na pytanie o słowa Kaczyńskiego w wywiadzie z Danutą Holecką z Wiadomości TVP (prezes wskazywał, że jego obowiązki nie tylko w rządzie mógłby objąć Błaszczak) dziennikarz przypominał, jak oceniają szefa MON w partii.

- Mariusz Błaszczak nie jest politykiem, który potrafi tupnąć nogą - dystansował się od plotek o tym, że świeżo mianowany wicepremier i minister obrony narodowej miałby przez wypowiedź z TVP zostać namaszczony przez Jarosława Kaczyńskiego na lidera całego obozu Zjednoczonej Prawicy i prezesa PiS. - Ta funkcja jest obsadzona i zarezerwowana dla Mateusza Morawieckiego. Wszyscy z najbliższego otoczenia wiedzą, że Kaczyński uważa, że Morawiecki w porównaniu do innych PiS-owców, to inna liga i człowiek wielkiego formatu – relacjonował opinie z Nowogrodzkiej Gruca.

Kluczowe pytanie na dziś dotyczy tego, jaką rola w tym wyścigu o wpływy i wladze będzie pełnić Jacek Sasin, wicepremier i szef ministerstwa aktywów państwowych. Zdaniem informatorów Grucy, to głównie jego chciał upomnieć w TVP chwaląc Błaszczaka. Jak twierdzą źródła Mariusza Gierszewskiego potwierdzone przez RadioZET.pl coraz częściej mówi się, że Sasin ma budować nową frakcję w PiS i w tym celu zorganizował już dwa spotkania z posłami. Siła jego zwolenników jest znacząca, przynajmniej jeśli patrzeć na frekwencję na spotkaniach. Na rozmowę z Sasinem miało przyjść ponad 30 osób.

MEiN trampoliną do kariery Czarnka?

Przegląd kadr to rzut oka na to, jakie są plusy i minusy ministrowania w dziedzinie edukacji. Nie ma wątpliwości, że w ostatniej dekadzie najcięższym resortem do rządzenia i budowania pozycji politycznej było Ministerstwo Zdrowia. Mimo rosnących nakładów na zdrowie żaden z szefów resortu nadzorującego system opieki zdrowotnej nie zbliżył się nawet popularnością do czołówki polskich polityków. Ostatnim takim przykładem był prof. Zbigniew Religa i prof. Michał Zembala, ale popularność obu lekarzy nie wynikała z osiągnięć politycznych tylko z sukcesów w medycynie.

Bezpieczniejszym pod względem ewentualnych kryzysów jest ministerstwo sportu, bo daje pewną władzę i środki atrakcyjne dla społeczności lokalnych. Z drugiej strony jakoś utarło się, że w tym ministerstwie nie zatrudniało się „rasowych polityków”, choć sukcesy w eliminowaniu rosyjskich sportowców z imprez narodowych przy wielkim zaangażowaniu Kamila Bortniczuka pokazują, że być może się to zmieni.

- Politycy rządzący edukacją byli szerzej nie rozpoznawalni, a to dla polityków największy problem – mówiła Pucułek. Według niej choć edukacja jest palącym tematem, to trudno w niej budować kapitał polityczny. Raczej jest to trampolina o najwyższe zaszczyty i funkcje.

Anna Zalewska, która w czasie gdy PiS był w opozycji, nie specjalizowała się w edukacji, przeprowadziła kontrowersyjną reformę likwidującą gimnazja. W nagrodę dostała wyjazd na „eurozesłanie", jak mówi się o posłowaniu w Parlamencie Europejskim w PiS. Z jednej strony oznaczało to dla niej olbrzymie pieniądze, ale z drugiej ograniczenie wpływów w województwie dolnośląskim, w którym zwiększa swoje znaczenie uznawany za człowieka premiera Michał Dworczyk, szef gabinetu w KPRM.

Pucułek i Gruca byli zgodni, że temat edukacji może budować popularność polityczną, ale najczęściej dzieje się to wtedy, kiedy wprowadza się reformy budzące wielki opór młodzieży, rodziców i szkolnej kadry. Takim pomysłem były kiedyś mundurki szkolne, które zadekretował Roman Giertych jako wicepremier i minister edukacji. Mundurki szybko trafiły do szafy i temat umarł, ale Giertych ogniskował uwagę. Dziennikarka portalu radiozet.pl podkreślała, że praktycznie żaden polityk idący do MEiN nie wiąże z nim długofalowo swojej przyszłości. To miejsce jest traktowane jako przyczółek do ataku na kolejne szczyty.

Dziennikarka i autorka podcastu "Szkoła marzeń" przypomniała, że Czarnek dostał do rządzenia wielki resort, a jeszcze jak ujawniło RadioZET.pl zachował profesorski etat na uczelni i na preferencyjnych warunkach utrzymuje pozycję nauczyciela akdemickiego. Jego ministerstwo powstało z zarządzanego wcześniej przez Annę Zalewską, a potem Dariusza Piontkowskiego Ministerstwa Edukacji Narodowej oraz resortu nauki i szkolnictwa wyższego kontrolowanego przez chwilę przez Wojciecha Murdzka, a wcześniej przez Jarosława Gowina, jednocześnie pełniącego funkcję wicepremiera. Po złączeniu resortów Czarnek zyskał wielką władzę w tych obszarach. Ma wpływ na obsady nie tylko ministerstwa, ale może też za pomocą specjalnych grantów i uprawnień wzmacniać swoje poparcie i wiarygodność w środowiskach konserwatywnych.

Np. szef MEiN mocno wspiera swoją macierzystą uczelnię Katolicki Uniwersytet Lubelski, którą zasilają miliony na różne przedsięwzięcia. Ludzie z KUL zostali pozatrudniani na atrakcyjnych stanowiskach doradców ministra, a minister dokłada starań, żeby pozycja jego macierzystej uczelni tylko rosła.

- KUL właśnie dostał zgody na otwarcie kierunku lekarskiego i od 2023 roku ma kształcić przyszłych lekarzy – przypominała Pucułek, cytując rektora KUL-u, który, gdy ogłaszał tę radosną dla niego decyzję, podkreślał, jak ważne będzie „formowanie duchowe” nowych medyków.

- Jeden z dyrektorów powiedział mi, że w edukacji nie idziemy ani do przodu, ani do tyłu. Kręcimy się wkoło jak w chocholim tańcu – tak dziennikarka podsumowała szkolne zawirowania i rewolucje z ostatnich lat. Na pokrzepienie przytoczyła rozmowę z Nauczycielem Roku 2021, który właśnie odchodzi z publicznej szkoły. - Mówił, że system publicznej edukacji dojdzie do ściany i wtedy trzeba będzie te ściany budować od nowa, więc ma nadzieję na powrót do publicznej, dobrej polskiej szkoły – dokończyła z nadzieją, że najlepsi pedagodzy nie postawią na polskich szkołach kreski.

C