Zamknij

"Polskie służby działają tak, jak białoruskie". Sterczewski o tym, co działo się na granicy

10.09.2021 14:28
Franek Sterczewski
fot. Radio ZET

To był trochę akt desperacji, ale stwierdziłem, że trzeba zrobić wszystko, by tym ludziom pomóc. To absurd, że polskie służby działają wbrew polskiemu posłowi i tak, jak służby na Białorusi - przeciwko społeczeństwu, przeciwko obywatelom, przeciwko prawom człowieka - mówił w podcaście "Machina Władzy" w RadioZET.pl Franek Sterczewski. Poseł Koalicji Obywatelskiej opisywał swój bieg przez kordon mundurowych, by przekazać koczującym na granicy migrantom torbę z żywnością i lekami. Nie zabrakło ostrych słów pod adresem rządzących, ale parlamentarzysta skrytykował też część opozycji za lekceważenie tematu i unikanie spójnego stanowiska. 

Andrzej Duda wydał rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w przygranicznym pasie z Białorusią, czyli w części województw podlaskiego i lubelskiego. Decyzję tę podjął na wniosek Rady Ministrów. Z kolei w poniedziałek Sejm większością głosów odrzucił wniosek części opozycji o uchylenia tego rozporządzenia.

Oznacza to, że na terenie 183 miejscowości w wymienionych wyżej regionach nie mogą pojawiać się m.in. dziennikarze oraz aktywiści, wolontariusze i politycy opozycji. Nie będą już mogli kontaktować się z grupą ok. 30 migrantów, którzy od miesiąca koczują na polsko-białoruskiej granicy, w okolicy Usnarza Górnego.

Franek Sterczewski w podcaście "Machina Władzy" w RadioZET.pl

Franek Sterczewski był jedną z osób, które przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego odwiedziły przygraniczną miejscowość na Podlasiu. Spędził tam kilka dni, widział na własne oczy pracę Straży Granicznej oraz to, co działo się z grupą uchodźców. O tym doświadczeniu opowiedział w podcaście "Machina Władzy" w portalu RadioZET.pl.

- Dzięki pracy Fundacji Ocalenie znamy nazwiska tych ludzi, wiemy, kim są, skąd pochodzą, jakie zawody wykonują. [...] Udało nam się dotrzeć do ich rodzin z Afganistanu, mamy kopie ich paszportów, dowodów osobistych, całą dokumentację potwierdzającą ich afgańską tożsamość - powiedział, dodając, że wszystkie materiały przesłano już do MSWiA, które jak dotąd nie odpowiedziało.

CAŁA ROZMOWA Z POSŁEM FRANKIEM STERCZEWSKIM Z KOALICJI OBYWATELSKIEJ

Posłuchaj podcastu

- Przez cały czas służby starały się utrudnić te działania, zasłaniając tych ludzi namiotami, radiowozami - mówił. Przyznał, że dźwięk policyjnych samochodów, który zagłuszał komunikację między migrantami a przedstawicielami fundacji, był "jednym z najbardziej przerażających, jakie słyszał w życiu".

Szef MSWiA Mariusz Kamiński przekonywał, że osoby koczujące w okolicy Usnarza Górnego nie uciekały przed talibami z Afganistanu, tylko są to przede wszystkim Irakijczycy, wykorzystywani przez prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenkę, którzy "kilkakrotnie dotarli z Bagdadu do Mińska samolotami". - Pewną grupę, nie większościową, stanowią obywatele Afganistanu. Natomiast proszę nie wiązać obecności na granicy tych obywateli z wydarzeniami, które mają miejsce w tej chwili w Afganistanie" - zaznaczył, cytowany przez Polską Agencję Prasową. 

- Wydaje się, że większość Afgańczyków, którzy w tej chwili są na Białorusi i usiłują nielegalnie przekroczyć granicę polską, są to osoby, które od wielu lat przebywają na terenie Rosji. [...] Przebywają tam legalnie, pracują tam zawodowo, natomiast zostały im złożone propozycje, aby za opłatą mogły dotrzeć do Europy Zachodniej - dodał minister.

- Najprostszą drogą, żeby to sprawdzić, jest weryfikacja. Te osoby powinny być poddane procedurom, zostać skierowane do przejścia granicznego. Powinny dostać szklankę wody, a przede wszystkim móc legalnie złożyć papiery o azyl. Niestety, ta możliwość jest im odbierana - komentował Sterczewski. Nazwał "bulwersującym" fakt, iż władza "próbuje rozmyć tożsamość" osób na granicy, sugerując np., że część z nich pochodzi z Iraku. - Władza stara się zanonimizować tę grupę, ukryć twarze tych ludzi i w ten sposób utrudnić współczucie i odczuwanie empatii wobec nich. To jest świadome działanie - ocenił. 

Franek Sterczewski na granicy. Poseł zatrzymany przez pograniczników

Sterczewski zdradził też kulisy incydentu, do którego doszło 24 sierpnia. Został wówczas zatrzymany przez żołnierzy i funkcjonariuszy Straży Granicznej, gdy próbował przedrzeć się przez kordon mundurowych, aby przekazać pomoc rzeczową migrantom koczującym na polsko-białoruskiej granicy. Jego bieg z niebieską torbą wypełnioną jedzeniem i lekami zyskał ogromną popularność w sieci, stał się też jednak obiektem żartów i memów.

- Dzień wcześniej mogłem sobie razem ze strażnikami podejść do granicy i spojrzeć tym ludziom w oczy. Następnego dnia stwierdziliśmy z Fundacją Ocalenie, że warto ten "spacer" powtórzyć, ale tym razem wziąć ze sobą torbą z żywnością, lekarstwami, kocami termicznymi - relacjonował. Przypomniał, że mandat poselski upoważnia go do przejścia przez kordon funkcjonariuszy i skontrolowania, czy służby działają zgodnie z prawem. 

Czym pogranicznicy tłumaczyli odmowę dopuszczenia posła do migrantów? - Metoda zdartej płyty, "proszę rozmawiać z rzecznikiem". To nie jest żadna odpowiedź - mówił, podkreślając, że każdy funkcjonariusz ma obowiązek wylegitymować się oraz podać podstawę prawną swoich działań. 

To się działo po ponad półgodzinnej rozmowie. Próbowałem grzecznie, ale stwierdziłem, że skoro nie są w stanie powiedzieć mi, za co chcą mnie zatrzymać, to pobiegłem. Trzy razy próbowałem, prawie udało się dobiec, ale w pewnym momencie wokół mnie było już 20 wojskowych z karabinami maszynowymi. Zupełna komedia

Franciszek Sterczewski

Ironizował też, że "gdyby nie mieli karabinów ani kamizelek kuloodpornych, to może łatwiej by im się biegało i by się tak nie wywracali". Zaraz jednak dodał: - To był trochę akt desperacji, ale stwierdziłem, że trzeba zrobić wszystko, by tym ludziom pomóc. To jest absurd, że polskie służby działają wbrew polskiemu posłowi. Polskie służby działają tak, jak służby na Białorusi - przeciwko społeczeństwu, przeciwko obywatelom, przeciwko prawom człowieka. 

Na koniec skrytykował też opozycję, która - jego zdaniem - milczy bądź jeśli wypowiada się ws. uchodźców, to nie jednym, stanowczym głosem. - Mam pretensje, że nie ma w tej sprawie silnego stanowiska, jakiegoś dementi. Mam wrażenie, że większość ludzi boi się tego tematu, nie wie, co powiedzieć, więc następuje milczenie. A ono w tym przypadku nie jest złotem. Wygrywa ten, który ma jakąś narrację - podsumował, zarzucając formacjom opozycyjnym, że - nie licząc pojedynczych parlamentarzystów - nie docenili wagi tematu. 

RadioZET.pl