Zamknij

GW: Resort zdrowia przepłacał nie tylko za maseczki, ale i przyłbice

02.06.2020 07:47
Łukasz Szumowski
fot. PAP

Nie tylko słynny już Instruktor narciarstwa, ale i handlarz oscypkami znalazł się na liście prywatnych przedsiębiorców dostarczających maseczki resortowi zdrowia – podaje dziś „Gazeta Wyborcza”. Chodzi o zakup maseczek niespełniających norm, po znacznie zawyżonych cenach. Czytamy, że przepłacano też za przyłbice ochronne.

Ministerstwo Zdrowia wydało miliony złotych na maseczki bez norm. Jak podaje dziennik ponad 120 tysięcy maseczek FFP2 sprzedawano firmie Marcina G. po 41 złotych za jedną sztukę, a za chirurgiczną 8 zł.

Z rejestru wynika, że w dostawie większości maseczek – 20 mln sztuk – pośredniczyła Agencja Rozwoju Przemysłu. Prywatnych dostawców było zaledwie sześciu, maseczki FFP2 sprzedało tylko trzech z nich. Wszyscy należą do „konsorcjum” utworzonego przez Łukasza G. To instruktor narciarstwa z Zakopanego i bliski znajomy ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego oraz jego brata Marcina” - pisze dziś „Gazeta Wyborcza”.

Ministerstwo przepłacało za maseczki i przyłbice? "Kupowaliśmy od każdego...

O kontrakcie „życia” G. zaważyła znajomość z rodziną ministra, ale też zapewniona mu „szybka ścieżka”. Za sprzedaż 130 tys. maseczek zarobił ze znajomymi 5 mln zł.

Zobacz także

Poza tym „konsorcjum” Łukasza G. dostarczyło też resortowi kolejne 10 tys. maseczek z Ukrainy, które były jeszcze droższe – kosztowały 51 zł od sztuki. Po kontroli CBA, które dopatrzyło się przepłacenia za maseczki, w resorcie spanikowano. Zażądano wymiany trefnych maseczek, sam Szumowski mówił o zawiadomieniu w sprawie prokuratury.

Wyborcza pisze jednak, że pozostali oferenci nie dostawali już tak wysokich kontraktów.

Nawet z cytowanego rejestru zakupów MZ wynika, że inne prywatne firmy miały znacznie niższe ceny. Np. dostawca 400 tys. maseczek chirurgicznych dostał od rządu 3 zł za sztukę

- podaje Wyborcza.

Zobacz także

I zaznacza zarazem, że przepłacano nie tylko za maseczki.

Założona przez żonę Łukasza G. spółka Kaja (powstała 30 marca 2020 r.) sprzedała resortowi 3,5 tys. przyłbic. Rząd zapłacił za nie 170 tys. zł (niecałe 49 zł za sztukę). Kilka dni przed transakcją Kaja kupiła przyłbice od zakopiańskiej firmy Haber za 120 tys.

- podała dziś „GW”.

Posłuchaj podcastu

Zobacz także

Na pandemii i Zdaniem dziennika Haber, czyli handlarz oscypkami pod Gubałówką. Za 3,5 tysiąca przyłbic zainkasował również 170 tys. zł.

Skąd sprzęt jest u dostawcy, tego ministerstwo nie docieka. My wówczas kupowaliśmy od każdego, odpowiadaliśmy na każdą ofertę. Ważne, że dostawca miał sprzęt

– komentował dla dziennika rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

RadioZET.pl/PAP