Zamknij

Misiewicz miał być pierwszą ofiarą Pegasusa. "Wyborcza" o kulisach operacji "Ksenon"

21.01.2022 08:13
Bartłomiej Misiewicz
fot. Andrzej Hulimka/REPORTER/East News (ilustracyjne)

CBA rozpoczęło działanie systemu do inwigilacji Pegasus od podsłuchiwania Bartłomieja Misiewicza (byłego rzecznika MON) oraz Mariusza Antoniego K. (były poseł PiS) - podała "Gazeta Wyborcza". Obaj są oskarżeni o działanie na szkodę Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Pegasus, oprogramowanie do inwigilacji izraelskiej firmy NSO Group, od kilku tygodni jest jednym z głównych tematów komentarzy politycznych w Polsce. Według agencji AP polskie służby miały za jego pomocą szpiegować adwokata Romana Giertycha, prokurator Ewę Wrzosek i senatora Krzysztofa Brejzę. 

W piątek "Gazeta Wyborcza" podała, powołując się na materiały w kancelariach tajnych dwóch prokuratur, że Bartłomieja Misiewicza i Mariusza Antoniego K. inwigilowano w ramach operacji o kryptonimie "Ksenon". Miało to miejsce w pierwszym kwartale 2017 r.

Misiewicz szpiegowany przez Pegasusa. CBA testowało na nim system

W tym okresie CBA złożyło do sądu wniosek o objęcie K. i Misiewicza zwykłą kontrolą operacyjną. Od tego czasu podsłuchiwane były ich rozmowy telefoniczne i kontrolowana korespondencja SMS-ami. Agenci uzyskali również dostęp do ich rachunków bankowych.

"Na tej podstawie w czerwcu 2021 r. prowadząca śledztwo Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko nim, w którym Bartłomiejowi Misiewiczowi i Mariuszowi Antoniemu K. zarzuciła narażenie Polskiej Grupy Zbrojeniowej na stratę 1,2 mln zł i powoływanie się na wpływy w zamian za korzyści majątkowe" - podała "Wyborcza".

Gazeta podaje, że wniosek o ich inwigilację zatwierdzał wówczas bardzo znany dziś sędzia, uznawany za jednego z głównych wrogów obozu rządzącego. - Nie pamiętam tej sprawy. Rozpatrywanie tego rodzaju wniosków wygląda w ten sposób, że sędziowie z naszego wydziału mieli tygodniowe dyżury. Gdy kończyli zwykłe orzekanie, schodzili do kancelarii tajnej, by rozpatrywać wnioski, których bywało czasem nawet i 70 dziennie. Było więc to trochę jak praca przy taśmie. Większość bywała zatwierdzana. Bo z wydanej zgody na kontrolę tłumaczyć się nijak nie trzeba, przy odmowie trzeba zaś sporządzić pisemne uzasadnienie takiej decyzji - mówił w rozmowie z "Wyborczą" sędzia.

"GW" podaje, że materiały, które posłużyły później prokuraturze do sporządzenia aktu oskarżenia, to jednak tylko część "urobku" z operacji "Ksenon". Pod koniec 2017 r. do sądu wpłynął kolejny wniosek, już o objęcie Misiewicza i K. tzw. rozszerzoną kontrolą operacyjną. W jej ramach CBA uzyskało dostęp do korespondencji i rozmów prowadzonych przez nich za pomocą internetowych komunikatorów.

"Dzieje się to niedługo po tym, jak jesienią 2017 r. za pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości i za pośrednictwem spółki Matic CBA kupiło w Izraelu system Pegasus. Pierwsze udokumentowane ślady jego wykorzystania na terenie Polski to listopad 2017 r." - zauważa dziennik.

- Mariusz K. i Misiewicz byli pierwszymi, wobec których został użyty. Dlaczego? Bo już mieliśmy taką możliwość. Podczas podsłuchiwania ich rozmów telefonicznych doszliśmy do wniosku, że kontaktują się ze sobą również za pomocą internetowych komunikatorów, do których wcześniej nie mieliśmy dostępu - tłumaczyło źródło "Wyborczej" w służbach specjalnych.

Gazeta podaje, że prokuratura wciąż nie wykorzystała całego materiału, jaki dzięki Pegasusowi CBA udało się zebrać na Misiewicza i Mariusza Antoniego K. Niektóre wątki ich działalności zostały wyłączone do osobnych postępowań (w aktach brak wręcz całych tomów zgromadzonego materiału) i wciąż są badane przez śledczych.

Prokuratorzy z Tarnobrzega wciąż analizują m.in. materiały dotyczące powoływania się Misiewicza na wpływy przy załatwianiu listu polecającego z Akademii Sztuki Wojskowej dla firmy Radosława Tadajewskiego. To wrocławski biznesmen, który potrzebował wsparcia przy staraniach o wielomilionową dotację z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Założony później przez niego fundusz venture capital Czysta3 inwestował te pieniądze w start-upy. Jedną z firm doinwestowanych przez niego okazała się spółka, której właściciele w 2020 r. pracowali na rzecz kampanii internetowej prezydenta Andrzeja Dudy.

Gazeta dodała, że inny wątek, w którym pojawiają się materiały pozyskane przez Pegasus, dotyczy zaangażowania Tadajewskiego i K. we współpracę z jedną z firm obsługujących pobór opłat za korzystanie z autostrad.

Afera Pegasusa. W Senacie pracuje specjalna komisja

W Senacie od zeszłego tygodnia działa komisja nadzwyczajna (bez uprawnień śledczych), która także wyjaśnia przypadki nielegalnej inwigilacji z użyciem oprogramowania Pegasus. W poniedziałek na pytania senatorów odpowiadali eksperci z kanadyjskiej grupy Citizen Lab: John Scott-Railton i Bill Marczak, którzy odkryli ślady inwigilacji Pegasusem na telefonach: senatora KO Krzysztofa Brejzy, mec. Romana Giertycha i prok. Ewy Wrzosek.

Według ustaleń działającej przy Uniwersytecie w Toronto grupy Citizen Lab senator KO Krzysztof Brejza był inwigilowany za pomocą opracowanego przez izraelską spółkę NSO Group oprogramowania Pegasus. Do telefonu Brejzy miano się włamać 33 razy w okresie od 26 kwietnia 2019 r. do 23 października 2019 r. Polityk był wówczas szefem sztabu KO przed wyborami parlamentarnymi. Wcześniej Citizen Lab informowała, że inwigilowani za pomocą Pegasusa mieli być także adwokat Roman Giertych i prokurator Ewa Wrzosek.

Przedstawiciele rządu wielokrotnie zapewniali, że żadna służba w tej sprawie nie złamała prawa, a kontrola operacyjna - jeśli była podejmowana - była prowadzona legalnie. Z kolei prezes PiS, wicepremier Jarosław Kaczyński mówił w tygodniku "Sieci", że powstanie i używanie Pegasusa jest wynikiem zmiany technologicznej, rozwoju szyfrowanych komunikatorów, których za pomocą starych systemów monitorujących nie można odczytać. - Źle by było, gdyby polskie służby nie miały tego typu narzędzia - powiedział. Zapewnił jednak, że nie był on używany wobec opozycji. 

RadioZET.pl/Gazeta Wyborcza/PAP

C