Żona, córka i zięć Korwin-Mikkego w Sejmie. „Chodzi o to, by mieli wstęp i tyle”

11.12.2019 13:30
Janusz Korwin-Mikke
fot. Facebook/Janusz Korwin-Mikke

Żona, córka i zięć Janusza Korwin-Mikkego trafili do Sejmu. Ale nie jako parlamentarzyści, a...asystenci społeczni posła. I choć nie pobierają za to wynagrodzenia, to sprawa budzi podejrzenia o nepotyzm. Sam polityk nie widzi w tym jednak problemu. 

Janusz Korwin-Mikke to jeden z najbardziej kontrowersyjnych i wyrazistych polityków polskiej prawicy. W tym roku startował z list Konfederacji w wyborach Sejmu i uzyskał mandat, dzięki czemu wrócił na Wiejską po 26 latach przerwy (był już posłem w latach 1991-93, w I kadencji). Na listach tego skrajnie prawicowego ugrupowania znalazły się też miejsca dla jego bliskich – żony, dwóch synów, córki oraz zięcia.

Żona, córka i zięć Korwin-Mikkego w Sejmie

Z całej familii tylko jej patriarcha dostał się do parlamentu, ale on sam znalazł już sposób, aby członkowie rodziny mieli zapewnione przynajmniej wejście do budynku na Wiejskiej. Z informacji „Rzeczpospolitej” wynika bowiem, że zarówno żona Dominika, jak i córka Korynna oraz zięć Bartłomiej Pejo pełnią funkcję asystentów społecznych posła. Jakie są ich kompetencje w praktyce?

Zobacz także

„W odróżnieniu od pracowników biur poselskich nie pobierają za swoją pracę wynagrodzenia, choć teoretycznie poseł może starać się o zwrot kosztów ich podróży. Otrzymują też specjalne legitymacje, dzięki którym mogą wchodzić na teren Sejmu” – czytamy w „Rz”. 

Janusz Korwin-Mikke komentuje

Korwin-Mikke został zapytany o to, w jakim charakterze pracują dla niego jego bliscy. „Chodzi o to, by mieli wstęp do Sejmu, i tyle” – powiedział w rozmowie z „Rzeczpospolitą”. „Pieniędzy za to nie biorą, więc o co chodzi? Dziennikarze nie mają się czego czepiać?” – pytał retorycznie. 

Zobacz także

Eksperci nie mają jednak wątpliwości. „Jeżeli wprowadza się na wysokie stanowiska krewnych, jak świat światem nazywa się to nepotyzmem. W tym przypadku jest to najbardziej łagodna forma nepotyzmu, jaką sobie można wyobrazić” – stwierdził w rozmowie z dziennikiem prof. Antoni Kamiński, były szef polskiego Oddziału Transparency International.

RadioZET.pl/rp.pl