Zamknij

Podejrzani Politycy: Tusk wciąga Kaczyńskiego w kościelną pułapkę

25.05.2022 13:45
Jarosław Kaczyński w sejmie
fot. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER

Posłuchaj podcastu

Mateusz Morawiecki szykuje swoich zaufanych ludzi do wydawania pieniędzy z KPO. Efekt? 30-letnia "asystentka" Olgi Semeniuk zostaje wiceministrem. Donald Tusk wrzuca z kolei temat rozdziału państwa od Kościoła, żeby złapać Kaczyńskiego w pułapkę, a ludzie Szymona Hołowni myślą nad pomysłem współpracy z Rafałem Trzaskowskim, jeśli ten porzuciłby Platformę.

W ósmym odcinku „Podejrzanych Polityków”, podcastu Radia ZET i aplikacji newsowej Upday, Radosław Gruca i Michał Piasecki pod lupę wzięli notowania najważniejszych polityków rządu. W dziale "Stan Gry" zdradzamy, jak w defensywie znalazł się wicepremier Jacek Sasin. Radosław Gruca ujawnia, że według źródeł z KPRM, obecny szef ministerstwa aktywów państwowych miał podpaść wicepremierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu. Powodem miał być słaby nadzór właścicielski nad Polską Grupą Zbrojeniową, której kondycją miał się zainteresować prezes PiS.

Prowadzący zwrócili uwagę na rosnącą siłę premiera. Świadczy o niej nie tylko zaskakujący sondaż IBRiS dla Radia ZET, według którego Morawiecki niespodziewanie mógłby w wyborach prezydenckich jako kandydat PiS pokonać w pierwszej turze samego Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy i wiceprzewodniczącego Platformy. Premier mógłby liczyć na 33,8 proc. poparcia, a Trzaskowski przeszło trzy punkty mniej, czyli 30,4 proc. wyborców.

- To był chyba najpiękniejszy poranek Morawieckiego w tym roku. Nie jest tajemnicą, że zawsze marzył, by zostać prezydentem - zdradza Gruca w podcaście.

Dużo gorsze poranki miewał ostatnio Donald Tusk, którego martwić mogą kolejne doniesienia o rzekomych możliwościach sojuszu Rafała Trzaskowskiego z Szymonem Hołownią i stworzenie „sojuszu młodych”, jak mówi się o nim w otoczeniu Polski 2050.

Asystenci ministrami za wierność

O rosnących wpływach Mateusza Morawieckiego świadczą też zmiany w ministerstwie rozwoju. Ostatnie zmiany w tym resorcie autorzy podcastu analizują w części „Przegląd Kadr”. Po tym, jak Morawiecki zdymisjonował Piotra Nowaka, uznawanego za człowieka wicepremiera Jacka Sasina, na czele resortu stanął Waldemar Buda, zadeklarowany zwolennik premiera. Rośnie też polityczna ranga sekretarz stanu Olgi Semeniuk. Według naszych źródeł na prawicy polityczka przez lata ściśle współpracująca z jednym z najwierniejszych Morawieckiemu ministrów – szefem kancelarii premiera Michałem Dworczykiem, cieszy się takim zaufaniem szefa rządu, że zaczyna meblować ministerstwo wiernymi sobie ludźmi. Głośnym echem odbiła się ostatnia nominacja na podsekretarz stanu w resorcie rozwoju. Funkcję tę objęła Kamila Król, szerzej nieznana urzędniczka ministerstwa, która dotąd była uznawana za nieformalną „asystentkę” Semeniuk. Kobieta niedawno skończyła trzydzieści lat i zajmie miejsce po zwolnionym wiceministrze Mariuszu Goleckim, który przed przyjściem do resortu pełnił funkcję Rzecznika Finansowego. Golecki jest prawnikiem z dorobkiem naukowym, profesorem na Uniwersytecie Łódzkim, z imponującym doświadczeniem na różnych szczeblach administracji państwowej, w której pracował już od końca lat 90. A jego następczyni?

- Król pracowała w wydziale rzemiosła jako ekspert, kiedy Semeniuk miała wprowadzać tam „reformę”. Realnie pracowała jako asystentka, przejmowała korespondencję dotyczącą spotkań z branżą i ustalała szczegóły – przypomina sobie nasze źródło z MR.

- To była taka osoba od „przynieś, podaj, pozamiataj” – mówi inny były pracownik ministerstwa. Z kolei politycy Zjednoczonej Opozycji w zmianach dopatrują się planu premiera, by w jak największym stopniu kontrolować wydawanie pieniędzy z KPO, na których odblokowanie Morawiecki bardzo liczy.

Historia awansu asystentki na funkcję podsekretarza prowadzący podcast wskazują jako dowód na słabość kadr PiS. Według Grucy partia rządząca ma problem z ekspertami i ludźmi z większym dorobkiem zawodowym, więc stawia na budowę ekspresowych karier młodych ludzi, których największym atutem jest wierność i znajomość z politykami. Ich kompetencje są w nominacjach najmniej ważne, a brak doświadczenia nie stanowi problemu przy ich powoływaniu. Autorzy podcastu wyliczają, że kariery asystentów to proces, który przyspiesza.

Pierwszym „asystentem”, który dzięki swojemu szefowie zyskał ogromne wpływy w MON był Bartłomiej Misiewicz, ale na początku rządów PiS partia nie była jeszcze na tyle zuchwała, żeby młodych i niewykształconych delegować na wiceministrów. W przypadku Misiewicza skończyło się tylko na tytułowaniu go „ministrem” przez oddających mu hołd żołnierzy okrzykiem „czołem Panie ministrze”. Po skandalu z imprezowaniem asystenta Macierewicza w klubie WOW w Białymstoku Misiewicz wycofał się z polityki, ale następnych asystentów karierowiczów było w kolejnych latach więcej.

Spektakularną karierę zrobiła m.in. sekretarz stanu w ministerstwie rolnictwa Anna Gębicka z Włocławka. Pracująca przy Morawieckim Gębicka, kiedy obejmowała funkcję nie miała nawet skończonych studiów magisterskich. Innym spektakularnym „asystentem” był Piotr Patkowski, obecny wiceminister finansów, który w resorcie w czasie rządów ministra Kościńskiego, był uznawany za osobę bardziej wpływową niż sam jego szef z resortu. Obecna narzeczona Patkowskiego Olga Semeniuk, zarazem protektorka kariery wspomnianej Kamili Król, to również przykład podobnej kariery. Wprawdzie do wielkiej polityki wprowadził ją Michał Dworczyk jako wiceminister obrony pod Antonim Macierewiczem, ale ona startowała już jako ekspertka, jednocześnie pełniąc też funkcję radnej w Warszawie. Zarówno ona, jak i jej narzeczony, są żywymi dowodami, że dzięki wierności i zaufaniu, jakie mają u swoich zwierzchników, nie tylko obejmują istotne stanowiska, ale też nie grozi im, że stracą funkcję przez jakąś wpadkę. Semeniuk nie zaszkodziło, że już jako doradca w MON pisała w swoich social mediach, że uważa, że UE trzeba zlikwidować oraz bagatelizowała niebezpieczeństwa związane z polityką Putina.

„Potrzebne są globalne, międzynarodowe, gospodarcze, systemowe rozwiązania. A te bynajmniej nie ograniczają się do nieustannego mówienia - a feee Rosja" – pisała kilka lat temu cytowana przez Fakt. Z kolei jej narzeczony Patkowski zaliczył serię lapsusów i wypowiedzi obnażających jego małą wiedzę o finansach, ale nawet to nie osłabiło jego siły politycznej.

Norweski odcinek serialu „Dyplomatołki”

W pierwszej części audycji Michał Piasecki dopytuje o to, jakie mogą być powody, dla których premier Morawiecki wypomniał Norwegom „żerowanie” na wojnie Rosji z Ukrainą.

Ale to nie pierwszy objaw takiej dyplomacji prosto z piaskownicy. Prowadzący przypominają, że polityków z tak niefrasobliwym - mówiąc delikatnie - podejściem do dyplomacji śp prof. Władysław Bartoszewski, były szef MSZ, nazywał „dyplomatołkami”.

Pierwszą wielką wtopą dyplomatyczną sygnowaną przez PiS było obrażenie się na niemiecką gazetę Die TagesZeitung. Za to, że zamieściła karykaturę braci Kaczyńskich jako kartofli. Prezydent Lech Kaczyński w odwecie odwołał swoją wizytę w Niemczech, co potem położyło się cieniem na polsko-niemieckich relacjach.

Potem byli też kolejni politycy, którzy szybciej mówili niż myśleli. Mariusz Błaszczak po tym, jak rządy PiS krytykował Zbigniew Brzeziński, ojciec obecnego ambasadora USA, mówił, że „autorytet sięgnął bruku”. Wiceminister obrony Bartosz Kownacki twierdził, że Polacy uczyli Francuzów jeść widelcem. Joe Bidena sekretarz generalny PiS Krzysztof Sobolewski obśmiewał grafiką z cmentarza, mając na celu zapewne sugestię, że w USA dochodzi do fałszerstw na niekorzyść faworyta PiS i Donalda Trumpa.

Tusk chce zdetonować prezesa Kościołem

W „Podejrzanych politykach” autorzy omawiają też polityczną kuchnię i przepis na to, jak „zagotować” prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nagabywany przez Piaseckiego Gruca opisuje, jakie tematy wyprowadzają prezesa PiS z równowagi. Oczywiście najłatwiej uderzyć prezesa nawiązując do jego zmarłego brata śp. Lecha Kaczyńskiego. Najbardziej irytują Jarosława Kaczyńskiego te osoby, które konfrontują polityczną postawę byłego prezydenta z decyzjami, które podejmuje obecnie partia rządząca.

Poza bratem prezes potrafi też zapalić się, kiedy poczuje, że ktoś grozi Kościołowi. Tak właśnie autorzy podcastu tłumaczą, dlaczego nagle, bez wyraźnego powodu, Donald Tusk na spotkaniach z wyborcami zapowiedział, że po wyborach należy doprowadzić do realnego rozdziału Kościoła i państwa. Zdaniem Grucy wystąpienie Tuska to pułapka na prezesa, który wobec twardych wypowiedzi o kościele na pewno zaangażuje się w jego obronę. A ta, w dobie największego kryzysu Kościoła w Polsce może być dla niego realnie politycznie kosztowna. Jak usłyszał Gruca, zdaniem doradców Tuska, „wojna kulturowa może po raz pierwszy przed wyborami w wolej Polsce nie służyć prawicy, ale jej szkodzić”.

Według rozmówców Grucy z opozycji Tusk wrzuca ten temat, bo wie, że Kaczyński nie zejdzie już z drogi „Brońmy Kościołów”, na która wszedł tydzień po wyroku Trybunały Przyłębskiej w czasie strajków kobiet na ulicach polskich miast. Kilka tygodni później Gruca w OKO.press ujawnił, że Kaczyński do tego stopnia uwierzył w to, że świątynie znalazły się na celowniku „lewaków”, iż postanowił objechać kilka żoliborskich kościołów. Sprawdzał, czy są należycie chronione, a nawet rozmawiał osobiście z policjantami odpowiedzialnymi za ich zabezpieczenie, wypytując, czy są właściwie przygotowani na wypadek ataków.

C