Zamknij

Bortniczukiem powinno zająć się ABW? "Zataił informacje ws. szantażu"

30.11.2021 11:59
Kamil Bortniczuk
fot. Piotr Molecki/East News

Sprawą próby szantażu ministra sportu i jego uwikłania w kontakty z biznesmenami, którzy mają kolizję z prawem, powinna zbadać ABW - uważają byli szefowie służb, z którymi rozmawiało Radio ZET. Ich zdaniem pod znakiem zapytania staje certyfikat bezpieczeństwa Kamila Bortniczuka wydany mu przez ABW.

Tydzień temu Radio ZET ujawniło  niewygodne fakty z przeszłości Kamila Bortniczuka. Jako dyrektor gabinetu ówczesnego ministra nauki i szkolnictwa wyższego Jarosława Gowina, mieszkał przez blisko rok w hotelu jednego ze znajomych biznesmenów, płacąc za pokój okazyjną stawkę. Wcześniej biznesmen wykorzystał jego znajomości. Na jego prośbę  Kamil Bortniczuk pomógł skontaktować się osobie z prokuratorskimi zarzutami z ówczesnym wiceministrem sprawiedliwości. Bortniczuk mógł być przez to obiektem próby szantażu grupy, która uważa, że ma na niego "haki". Kamil Bortniczuk otrzymał w tej sprawie wiadomości sms-owe.

Jak ustalił dziennikarz śledczy Radia ZET, Kamil Bortniczuk nie powiadomił służb specjalnych o próbie szantażu, do której doszło ponad rok temu. - Zatajenie informacji o szantażu przed ABW też powinno skutkować cofnięciem dostępu do informacji niejawnych - mówi Wojtunik.

Sprawę ministra Kamila Bortniczuka powinna zbadać ABW?

Bortniczuk nie wpisał informacji o wielomiesięcznym zamieszkiwaniu w hotelu znajomego biznesmena do ankiety bezpieczeństwa ABW. W części III ankiety w punkcie 5 trzeba podać adresy, pod którymi zamieszkiwało się po ukończeniu 18 roku życia dłużej niż przez 30 dni.

- Każdy rozsądny wypełniający ankietę, w razie niejasności powinien uznać, że hotel, w którym spędza się kilka dni w tygodniu przez wiele miesięcy, jest miejscem zamieszkania, powinien to konsultować z oficerem ABW, z którym omawia ankietę. Jeżeli są jakieś wątpliwości, można do ankiety złożyć wyjaśnienia i zamieścić jako załącznik - mówi były wiceszef wywiadu UOP Piotr Niemczyk.

Kolejnym faktem, który powinien zmusić ABW do weryfikacji wydanego Bortniczukowi certyfikatu dostępu do informacji niejawnych jest przemilczenie informacji o dłuższym zamieszkiwaniu w hotelu znajomego biznesmena. Starając się w 2017 roku o certyfikat ABW, Kamil Bortniczuk musiał wypełnić ankietę bezpieczeństwa.

Wątpliwości ws. wydania Bortniczukowi certyfikatu bezpieczeństwa

W części III ankiety p.t. Dane dotyczące historii życia zawodowego i osobistego, w punkcie 5 można przeczytać polecenie: "Proszę podać adresy, pod którymi zamieszkiwał Pan po ukończeniu 18 roku życia przez okres dłuższy niż 30 dni". Bortniczuk mieszkał w hotelu w 2016 roku przez kilka miesięcy. Sam twierdzi, że było to ponad pół roku. Znajomy biznesmen Bartłomiej Maria Czernecki utrzymuje, że mógł to być nawet rok.

Bortniczuk pytany o to, czy wpisał mieszkanie w hotelu do ankiety, odpowiada: - Nie pamiętam. Ale nigdy nie było to moje miejsce zamieszkania w rozumieniu Kodeksu Cywilnego, wiec zakładam, że nie. Podobnie jak dziś nie wskazuje w żadnych ankietach jako miejsca zamieszkania ani Warszawy, ani tym bardziej hotelu poselskiego. Nie wydaje mi się, aby w jakiejkolwiek innej rubryce niż miejsce zamieszkania była potrzeba wpisywania z usług jakiego hotelu się korzysta lub korzystało. 

Według ekspertów Bortniczuk się myli. Były wiceszef wywiadu Urzędu Ochrony Państwa Piotr Niemczyk komentuje: - Powoływanie się na Kodeks Cywilny nie ma większego sensu, bo zawierająca ankietę bezpieczeństwa Ustawa z dnia 5 sierpnia 2010 r. o ochronie informacji niejawnych jest lex specialis, czyli prawem o większym stopniu szczegółowości, które należy stosować przed prawem ogólniejszym.

Dodaje: - Dodatkowo zwróciłbym uwagę na część G. ankiety bezpieczeństwa osobowego. Tam jest pytanie o współmieszkańców (takich, którzy nie są członkami rodziny). Jeżeli w tym samym hotelu przez ileś miesięcy mieszkały praktycznie na stałe inne osoby, to również należałoby sprawdzić, czy osoby te nie powinny zostać wpisane jako "współmieszkańcy" i w razie wątpliwości skonsultować to z oficerem, z którym omawiana była ankieta.

Według kilku informatorów dziennikarza Radia ZET hotel jest miejscem, w którym spotykali się policjanci, współpracownicy służb i biznesmeni, często będący w konflikcie z prawem. Znajomy biznesmen Bortniczuka, który był właścicielem hotelu w czasie kiedy mieszkał tam Bortniczuk, jest osobą skazaną za napaść na policjantów i kradzież samochodów. Z hotelem finansowo związani byli Tomasz S., syndyk z zarzutami za narażenie spółek znajdujących się w upadłości na szkodę wielkich rozmiarów i poszukiwany trzema listami gończymi Daniel B.

Niejasności ws. zamieszkiwania Bortniczuka w hotelu

W sprawie zamieszkiwania Bortniczuka w hotelu jest wiele niejasności. Minister sportu twierdzi, że płacił za pokój 1000 złotych miesięcznie, do ręki właścicielowi. Ten z kolei utrzymuje, że Bortniczuk wpłacał kwotę 1500 złotych i były na to wystawiane faktury. Czernecki przyznaje, że promocyjna cena za pokój, którą obowiązywała wtedy kiedy w hotelu mieszkał Bortniczuk wynosiła 99,99 za noc.

Miesięczny pobyt kosztował więc znacznie więc niż płacił Bortniczuk, użytkował też hotelowy samochód marki Toyota. Sam twierdzi, że za niego nie płacił. Czernecki przekonuje, że Bortniczuk za użytkowanie samochodu płacił. Ta sytuacja niepokoi byłego szefa CBA Pawła Wojtunika. - Sprawa nieformalnych relacji, bezpłatnego korzystania z samochodu oraz korzystania po zaniżonej cenie z usług hotelowych jest karygodna i nie powinna mieć miejsca w przypadku jakiegokolwiek urzędnika. Takie sytuacje powinny być z urzędu badane przez ABW i CBA z uwagi na zagrożenia kontrwywiadowcze oraz korupcyjne - mówi Wojtunik.

Były szef CBA uważa, że ABW z urzędu powinna niezwłocznie po ukazaniu się artykułu Radia ZET, wszcząć postępowanie kontrolne wobec ministra Bortniczuka w związku z jego dostępem do informacji niejawnych. -  Wynika to z realnego ryzyka szantażu, kontaktów z osobami podejrzanymi o przestępstwa, a także otrzymywania od nich nienależnych korzyści majątkowych w postaci usług hotelowych oraz użyczenia samochodu. Urzędnicy publiczni nie mogą korzystać nieodpłatnie lub po zaniżonych cenach z jakichkolwiek usług. Uzyskanie takich usług wymaga zgłoszenia w rejestrze korzyści majątkowych, zapłacenia podatku dochodowego a ponadto zawsze rodzi podejrzenia o korupcję, stąd wewnętrzne regulaminy i praktyki antykorupcyjne zabraniają takich praktyk - twierdzi Wojtunik.

NAPISZ DO NAS

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś intrygującego lub bulwersującego? Chcesz, żebyśmy opisali ważny problem? Napisz do nas! Informacje, zdjęcia i nagrania możesz przesłać nam na informacje@radiozet.pl.

RadioZET.pl/oprac. AK

C