Zamknij

Radny PiS skazany za słowa o Marszu Równości. "Trzeba przegrać wiele procesów"

05.12.2019 16:25
Tomasz Pitucha, radny PiS
fot. Łukasz Kaczanowski/Polska Press/East News

Sąd Okręgowy w Lublinie utrzymał w mocy wyrok Sądu Rejonowego Lublin-Zachód, który uznał, że radny miejski PiS Tomasz Pitucha pomówił organizatora Marszu Równości Bartosza Staszewskiego wpisem w internecie o marszu jako promocji pedofilii i homoseksualizmu.

Sąd Okręgowy rozpoznał apelację Pituchy od wyroku Sądu Rejowego wydanego w lipcu tego roku. Nie uwzględnił jej i utrzymał orzeczenie sądu pierwszej instancji w mocy. "Sąd Okręgowy nie dopatrzył się błędów, które były wskazywane apelacjach oskarżanego i obrońcy. Sąd Rejonowy przeprowadził prawidłowo postępowanie, wydał prawidłowy wyrok" – powiedział w uzasadnieniu wydanego w czwartek orzeczenia sędzia Wiesław Pastuszak.

Sąd Rejonowy Lublin-Zachód uznał, że Pitucha pomówił organizatora Marszu Równości. Sąd odstąpił od wymierzenia kary oskarżonemu, ale jednocześnie orzekł, że Pitucha ma zapłacić nawiązkę w wysokości 5 tys. zł na cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego, czyli na rzecz Stowarzyszenia Marsz Równości w Lublinie. Nałożył też na niego obwiązek podania wyroku do publicznej wiadomości przez umieszczenie jego treści w prasie lokalnej.

Wyrok sądu w Lublinie ws. słów radnego PiS

Według ustaleń Sądu Okręgowego bezspornym jest fakt wpisu Pituchy, a w sprawie chodziło rozstrzygnięcie czy wyczerpuje on znamiona występku zniesławienia i pomówienia. - Sąd Rejonowy na takie pytanie odpowiedział twierdząco i to zostało przez sąd wręcz drobiazgowo wyjaśnione - powiedział sędzia Pastuszak. 

Zobacz także

Wyrok jest prawomocny. Pitucha po jego ogłoszeniu zapowiedział, że złoży wniosek o wydanie uzasadnienia tego orzeczenia i wtedy wspólnie z obrońcą zastanowi się nad złożeniem kasacji do Sądu Najwyższego. - Trzeba przegrać, być może, wiele procesów, żeby powtrzymać to zło, które się dzieje poprzez promocję homoseksualizmu w Polsce. W związku z tym przyjmuję z pokorą ten wyrok na tym etapie. Swojego zdania o marszach równości nie zmieniam – powiedział dziennikarzom.

Staszewski natomiast po ogłoszeniu wyroku powiedział, że doczekał się wreszcie sprawiedliwości. - Pieniądze, które wpłaci pan Pitucha, pójdą na organizację marszu równości, na szerzenie szacunku do drugiego człowieka, na szarzenie tolerancji – dodał.

Radny PiS i jego wpis dot. Marszu Równości na Facebooku

Proces dotyczył wpisu zamieszczonego przez Pituchę na portalu Facebook we wrześniu ub. roku, jeszcze przed Marszem Równości w Lublinie, w którego treści były słowa: "Najzagorzalsi fani filmu W. Smarzowskiego chcą organizować w Lublinie tzw. Marsz równości promujący homoseksualizm, pedofilię".

Zobacz także

Organizator Marszu Równości, Bartosz Staszewski wniósł za ten wpis prywatny akt oskarżenia przeciwko Pitusze, zarzucając mu zniesławienie. Jego pełnomocnik żądał ukarania Pituchy karą ograniczenia wolności bądź grzywny, przeprosin i nałożenia nawiązki na cel społeczny.

Sąd uznał, że oskarżony radny pomówił za pomocą środków masowego komunikowania Staszewskiego o promowanie pedofilii, czyli postępowanie, które mogło poniżyć go w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania potrzebnego do prowadzenie działalności społecznej.

Oskarżony nie przyznał się do winy

Podczas procesu Staszewski zeznawał, że jako organizator marszu, słowa radnego odebrał jako skierowane do niego i jednoznacznie jako obraźliwe, "stanowiące język pogardy" i "upowszechniające najgorsze stereotypy na temat osób LGBT". Podkreślał, że w swoich wypowiedziach na temat marszu nigdy nie sugerował, że ma on służyć promocji homoseksualizmu, ani tym bardziej pedofilii, która jest przestępstwem jasno określonym w kodeksie karnym.

Zobacz także

Pitucha nie przyznał się do winy. Wyjaśniał przed sądem, że jego wypowiedź była elementem debaty publicznej dotyczącej organizacji marszu w Lublinie. Podkreślał, że nie znał Staszewskiego i dlatego nie mógł go zniesławić. Jego wypowiedzi - jak mówił - miały charakter opinii dotyczących wydarzenia, jakim jest marsz, a nie dotyczyły osób. Tłumaczył też, że chodziło o obawy, iż podczas marszu będą miały miejsce "zachowania o charakterze seksualnym w przestrzeni publicznej, które mogłyby wywołać zgorszenie u dzieci i młodzieży".

Sprawa dotyczyła Marszu Równości, który przeszedł ulicami Lublina 13 października 2018 r. Wzięło w nim udział ok. 1,5 tys. osób. Marsz usiłowali blokować jego przeciwnicy, wielu z nich zachowywało się agresywnie. Interweniowała policja. Kilkadziesiąt osób spośród blikujących usłyszało zarzuty dotyczące m.in. czynnej napaści na policjanta, naruszenia nietykalności cielesnej, udziału w bójce, udział w zbiegowisku publicznym, rozboju.

RadioZET.pl/PAP