Jacek Czarnecki stanął przed podkomisją Macierewicza. "Możemy skasować nagranie"

15.07.2019 16:37
Macierewicz
fot. Grzegorz Banaszak/Reporter

Na koniec pan przewodniczący poinformował mnie, że spotkanie miało charakter niejawny. Powiedziałem, że muszę zaprotestować, bo o niejawnym charakterze powinienem zostać poinformowany na wstępie - relacjonuje Jacek Czarnecki. Dziennikarz Radia ZET opowiada o tym, jak przebiegało przesłuchanie przez podkomisją smoleńską oraz co zaproponował mu Antoni Macierewicz.

Czarnecki został w zeszłym tygodniu - podobnie jak dwaj posłowie PO, Cezary Tomczyk i Paweł Budka - wezwany na przesłuchanie przed podkomisją ds. wyjaśnienia katastrofy w Smoleńsku. Co ciekawe, pisemne wezwanie dotarło do niego...w dzień zaplanowanego przesłuchania:

Udało się jednak ustalić nowy termin i ostatecznie reporter Radia ZET stawił się w piątek 12 lipca w budynku przy ul. Kolskiej niedaleko warszawskich Powązek. To właśnie tam od zeszłego roku mieści się siedziba podkomisji. Spotkanie nie było protokołowane, a jedynie nagrywane i odbyło się w formule "jeden na jednego" z samym Antonim Macierewiczem.

Macierewicz przesłuchuje i...składa propozycję

- Na koniec pan przewodniczący poinformował mnie, że spotkanie miało charakter niejawny. Powiedziałem, że muszę zaprotestować, bo o niejawnym charakterze powinienem zostać poinformowany na wstępie, a nie na końcu i według mnie nie można teraz stwierdzić, że spotkanie miało charakter niejawny. Antoni Macierewicz powiedział, że to jest zapisane w prawie lotniczym, że całe postępowanie ma charakter niejawny, więc po raz kolejny powiedziałem, że się z tym nie zgadzam - relacjonuje Czarnecki.

- Pan Macierewicz poinformował mnie, że nie mogę ujawniać tego, co poruszał w zadawanych mi pytaniach, natomiast mogę mówić o samym fakcie i okolicznościach przesłuchania. Powiedziałem, że się nie zgadzam, na co pan przewodniczący odpowiedział: jeśli się pan nie zgadza, to możemy skasować nagranie - mówi dziennikarz. - Powiedziałem: panie ministrze, nie może pan tego skasować, zostałem wezwany urzędowo, a przesłuchanie się odbyło - dodaje.

Podkomisja smoleńska 

Dziennikarz przyznał też w tej samej rozmowie, że kontaktował się z inną osobą, która także stawiła się przed wyżej wymienionym organem. Ta osoba nie została jednak w trakcie przesłuchania powiadomiona o jego niejawności. 

Zobacz także

- Na pewno spytam jakiegoś prawnika o kwestię niejawności tego postępowania, natomiast nie zamierzam podejmować na razie żadnych kroków w tej sprawie - mówi Czarnecki. Jaki jest jego związek z katastrofą smoleńską? - Ponieważ nie mogę powiedzieć, czego dotyczyły pytania, powiem tyle: miałem związek z katastrofą smoleńską o tyle, o ile latałem samolotem o numerze bocznym 101. Tyle mogę powiedzieć, bo na razie wolę myśleć, że obowiązuje mnie tajemnica śledztwa - podsumowuje. 

RadioZET.pl/Onet.pl/Twitter