Zamknij

Macierewicz znów atakuje po materiale TVN24. "Kłamią i próbują bronić Putina"

16.09.2022 13:27

Szef podkomisji smoleńskiej Antoni Macierewicz w rozmowie z PAP.PL nie wykluczył "działań prawnych" po materiale TVN24 na temat prac komisji. Były szef MON sugerował też, że być może przed sądem należy postawić "nie tyle dziennikarzy", co polityków "eksponujących oszustwa", którzy - jego zdaniem - "kłamią i próbują bronić Putina".

Macierewicz
fot. PAP

W poniedziałek w programie "Czarno na białym" w TVN24 został wyemitowany reportaż "Siła kłamstwa". Przedstawiono w nim materiały, wskazujące na to, że podkomisja Antoniego Macierewicza dysponowała wynikami badań, które zaprzeczały tezie o wybuchu w skrzydle prezydenckiego samolotu Tu-154 lecącego do Smoleńska, a które nie zostały opublikowane.

Podkomisja Macierewicza ukrywała dowody ws. Smoleńska?

W programie podano, że co najmniej od grudnia 2020 r. Antoni Macierewicz i inni członkowie podkomisji dysponują materiałami, analizami i zagranicznymi raportami, które albo wprost wykluczają zamach, albo wskazują na katastrofę jako przyczynę tragedii z 2010 roku.

Zarzuty te odpierał po publikacji sam zainteresowany. W oświadczeniu napisał, że komisja "opublikowała wszystkie wyniki symulacji NIAR (amerykańskiego instytutu badającego katastrofę - PAP) zgodnie z obowiązującym kontraktem, ukazujące skutki rozbicia samolotu uderzającego w ziemię według założeń komisji Millera".

Z kolei w Sejmie Macierewicz mówił, że celem symulacji NIAR było sprawdzenie wiarygodności poprzednich ustaleń i że zostały one sfalsyfikowane. Jak dodał, tupolew w wyniku wybuchu został zniszczony jeszcze w powietrzu. - Samolot nie rozbił się tak, jak zakładała wasza komisja (Jerzego Millera, byłego szefa MSWiA w latach 2009-11 - red.), rozbił się nad ziemią - oświadczył.

Kroki prawne po reportażu TVN24? "To niewykluczone"

Macierewicz był również pytany w rozmowie z PAP.PL, czy - skoro zarzuca, że w materiale TVN24 są kłamstwa i manipulacje - będzie podejmował kroki na drodze prawnej. Odparł, że "to jest niewykluczone" i że "rzeczywiście tam są takie oszustwa i kłamstwa, które są po prostu zupełnie szokujące". 

- Jednym z bardzo dobrych przykładów jest ich stwierdzenie że pan Mirosław Tarasiuk (b. ekspert podkomisji - PAP) w swojej ekspertyzie z 2017 stwierdza, że dźwięk, który my zidentyfikowaliśmy jako dźwięk wybuchu (...), w ogóle w żaden sposób nie jest dźwiękiem podobnym do wybuchu materiałów wybuchowych. Jest dokładnie inaczej. W ekspertyzie z 2017 roku jednoznacznie stwierdza, że jest najbliższy dźwiękowi wybuchu materiału wybuchowego RDX i innych, które zidentyfikowaliśmy na fragmentach samolotu - powiedział Macierewicz.

Jego zdaniem w materiale TVN24 jest więcej przykładów "nieprawdziwych informacji". - Czy należy dziennikarzy stawiać przed sądem, to jest osobna dyskusja i być może nie tyle dziennikarzy, może posłów, którzy - w oparciu o ten materiał - eksponują te oszustwa. Być może polityków, którzy kłamią i próbują za wszelką cenę obronić pana Putina, który jest odpowiedzialny za śmierć prezydenta RP - stwierdził.

Macierewicz: możemy opublikować wszystko

Dopytywany, czy zatem będą pozwy, jeśli chodzi o posłów, przyznał, że "jest to prawdopodobne". - Ale nie chcę teraz o tym przesądzać, muszą tę sprawę zanalizować prawnicy, mając świadomość, jak działają dzisiaj sądy - dodał polityk PiS.

Jeżeli opinia publiczna uważa, że przekazanie do sądu ich kłamstw jest dowodem na to, że my nie mamy wątpliwości, co do tego, że to jest kłamstwo, to oczywiście można to zrobić. Ale tak naprawdę przecież dużo bardziej skutecznym byłoby powtórzenie tej symulacji na oczach opinii publicznej. Może zróbmy ten eksperyment tak, aby opinia publiczna mogła to raz jeszcze zobaczyć, żeby mogła zobaczyć całość działań i materiałów jakie przeanalizowaliśmy. Myślę, że to jest ważniejsze

Antoni Macierewicz

Były minister obrony narodowej odpowiedział również na pytanie, czy w celu ucięcia spekulacji, komisja nie powinna opublikować wszystkich materiałów i ekspertyz utworzonych na potrzeby raportu. - My oczywiście możemy wszystko opublikować, ale zdajecie sobie państwo sprawę, że są to badania, które obejmują dziesiątki tysięcy stron - odparł.

- W związku z tym mamy do czynienia z żądaniami, które pokazywałyby, powiedziałbym, różnego rodzaju próby. Ekspertyzy zwykle polegają na tym, że wielokrotnie się je powtarza, ze względu na to, że trzeba dobrać dokładnie wszystkie parametry. Czasami ekspert popełnia błąd, używa niewłaściwych parametrów, w związku z tym powtarza ekspertyzę - to jest zupełnie normalne zjawisko - oznajmił.

loader

RadioZET.pl/PAP