Zamknij
Protest KOD w Krakowie
Protest Komitetu Obrony Demokracji w Krakowie 9 stycznia 2016 r.
fot: praszkiewicz/Shutterstock
PORTRETY POLSKICH DEMONSTRANTÓW

Na ulicę wyprowadzają nas emocje. Rodzina mobilizuje lepiej niż Facebook

Piotr Drabik
Piotr Drabik Redaktor Radia Zet
13.10.2021 15:53
13.10.2021 15:53

Ważniejsze od ekonomicznych, dla uczestników demonstracji stały się tematy polityczne i ideologiczne. To odzwierciedla głęboki podział polityczny i polaryzację, która też się odbija na sferze społecznej w Polsce - podkreśla dr Piotr Kocyba z PAN, który od 2018 r. bada protesty w Polsce. Alarmuje, że ruch antyszczepionkowy będzie stanowił coraz większe wyzwanie dla demokracji. 

Według danych CBOS w ubiegłym roku udział w jakiejkolwiek demonstracji lub strajku wzięło 8,3 proc. Polaków. Dla porównania wśród osób w wieku 18-24 lat odpowiedzi twierdzącej udzieliło aż 23,8 proc. (najwięcej od upadku komunizmu). Wyraźny wzrost zainteresowania protestami widać po 2015 r., kiedy rozpoczeły się rządy Zjednoczonej Prawicy. Tylko w ubiegłym roku Strajk Kobiet przyniósł największe manifestacje po 1989 r. Demokracja uliczna jest domeną zarówno osób o poglądach liberalnych, jak i konserwatywnych. O szczegółach zaangażowania Polaków w demonstracje opowiada dr Piotr Kocyba z Polskiej Akademii Nauk, który od trzech lat bada protetsy na ulicach. 

Piotr Drabik: Kim jest statystyczny uczestnik demonstracji w Polsce?

Dr Piotr Kocyba: W Polsce – podobnie, jak w innych demokracjach europejskich – wychodzą na ulice osoby dobrze wykształcone, które często zarabiają więcej niż wynosi średnia krajowa. Tak jest bez względu na to, czy mamy do czynienia z prawicową lub lewicową demonstracją – i to może zaskakiwać. Na przykład w Marszu Niepodległości uczestniczy podobny odsetek osób, które zakończyły studia wyższe, jak na Strajkach Kobiet. Jedyną różnicę mamy w przypadku wydarzeń, które są bardzo blisko powiązane z PiS-em. Tam też mamy dobrze wykształcone osoby, ale nieco gorzej niż na przykład uczestnicy Marszu Niepodległości. Ale generalnie są to osoby, które są mocno zaangażowane politycznie. Dużo dyskutują o polityce i bardzo często biorą udział w wyborach. Kiedy pytamy o głosowanie, to ponad 90 procent uczestniczyło w wyborach i ma takie zamiary. Są to osoby, które wiedzą co się dzieje w Polsce i są gotowe, żeby się zaangażować, nie tylko iść na wybory, ale także wyjść na ulicę i przedstawić swoje poglądy publicznie.

Czyli klasa średnia i osoby z niższym wykształceniem nie chcą wyrażać swoich poglądów na ulicy? Tymczasem rok temu Strajk Kobiet spowodował największe demonstracje po 1989 roku.

Ze względu na sytuację pandemiczną nie byliśmy w stanie prowadzić naszych badań podczas ostatnich protestów Strajku Kobiet. W związku z możliwością zarażenia koronawirusem ryzykowne jest to, że nasi ankieterzy nawiązują bardzo dużo kontaktów z uczestnikami demonstracji. Przeciętnie jeden ankieter kontaktuje się z prawie setką osób. Ale można wyjść z założenia, że i tym razem to właśnie klasa wyższa i wyższa średnia wyszła na ulice. Siła zaangażowania zależy od czegoś, co nazywamy kapitałem społecznym. To są właśnie osoby dobrze wykształcone, które także przez swój status ekonomiczny mogą sobie na to pozwolić, aby się angażować w formach niekonwencjonalnych jakim są protesty.

Jeśli chodzi o wiek, to przez lata mówiło się, że młodzi Polacy nie są zaangażowani politycznie. Co pokazują państwa badania?

To zależy do tematu wydarzenia. Dane na przykład dwóch protestów zorganizowanych przez kluby „Gazety Polskiej” pokazują, że mediana wieku wynosi 66 lat. Jeśli popatrzmy na demonstrację KOD (Komitet Obrony Demokracji - przyp. red.) z grudnia 2019 roku, mieliśmy medianę 56 lat. Ale badaliśmy także inne wydarzenia jak na przykład Manifę, gdzie mediana wieku uczestników jest znacznie niższa. W końcu mamy Młodzieżowy Strajk Klimatyczny (MSK), który w Polsce, o dziwo, nie był tak obecny w mediach w porównaniu do zachodnich demokracji. To ewenement, bo Młodzieżowy Strajk Klimatyczny zgromadził najmłodszych uczestników w porównaniu do innych państw, gdzie strajki się odbyły. W dużym zespole badaliśmy równocześnie w kilkunastu miastach od Australii po Stany Zjednoczone i Europę. Przeciętny wiek uczestniczących w MSK w marcu i wrześniu 2019 roku wynosił około 17 lat i bardzo dobiegał w tej kwestii od strajków Fridays for Future (Piątki dla Klimatu - przyp. red.) na przykład w Zachodniej Europie.

W Polsce – podobnie, jak w innych demokracjach europejskich – wychodzą na ulice osoby dobrze wykształcone, które często zarabiają więcej niż wynosi średnia krajowa

Jak zmieniły się demonstracje w Polsce przez ostatnie lata?

Z jednej strony, co jest bardzo widoczne, po 2015 roku i przejęciu władzy przez obóz Zjednoczonej Prawicy mieliśmy naprawdę duży wzrost liczby manifestacji. W samej Warszawie liczba rejestrowanych demonstracji wzrosła kilkakrotnie. Ale nie tylko wzrosła liczba wydarzeń. Już długo przed 2015 roku. zmieniło się ukierunkowanie tematyczne. Klasyczne strajki grup zawodowych są coraz rzadsze w porównaniu z liczbą innych wydarzeń. Ważniejsze od ekonomicznych stają się tematy polityczne i ideologiczne. To odzwierciedla głęboki podział polityczny i polaryzację, która też się odbija na sferze społecznej w Polsce.

Czy więcej mamy demonstracji lewicowych czy prawicowych?

Mam wrażenie, że po obydwu stronach tych wydarzeń mam coraz więcej i że przez długi czas nie dostrzegano potencjału po prawej stronie społeczeństwa obywatelskiego. Mamy dużo grup prawicowych, które są zorganizowane i zwarte. Są one w stanie też zmobilizować dużą część społeczeństwa. Najłatwiej przywołać przykład Marszu Niepodległości, ale również kluby „Gazety Polskiej” czy rodziny Radia Maryja przychodzą mi tu do głowy. Niezależnie od tego, która grupa więcej demonstracji organizuje, mamy do czynienia z dość dużą, w porównaniu z innymi demokracjami zachodnimi, liczbą wydarzeń organizowanych przez prawą stronę.

Marsz Niepodległości w Warszawie, 11 listopada 2020 r.
fot. Artur Zawadzki/REPORTER/East News

Skoro pan do tego nawiązał, jak demokracja uliczna wygląda w Polsce w porównaniu do innych krajów europejskich?

Różnice między poszczególnymi wydarzeniami w Polsce są chyba większe niż między demonstracjami w Polsce i za granicą. To, co może być typowe dla Polski, szczególnie w porównaniu na przykład z Niemcami, to ilość polskich flag. I nie mówię tu o Marszu Niepodległości, gdzie jest ich bardzo wiele, lecz na przykład o wydarzeniach organizowanych przez KOD i inne grupy związane z opozycją.

Skąd Polacy w ogóle dowiadują się o protestach i co ich motywuje do udziału w nich?

Internet jest ważny, ale wcale nie jest dominujący, jakby mogło się wydawać. Nawet na Młodzieżowym Strajku Klimatycznym, pytając o źródło mobilizacji, kanały offline są ważniejsze od kanałów online.

Co mieści się w kanałach offline?

Plakaty na ulicach, rozmowa z kimś z rodziny lub ze znajomymi, w miejscu pracy czy szkole. To częstszy powód do udziału w demonstracji niż Facebook, Instagram i tym podobne. Internet jest ważny, ale nie dominuje. Jednak dla organizatorów Internet to najłatwiejsza droga do organizacji i mobilizacji uczestników.

Czyli jeśli na Facebooku kilka tysięcy osób zadeklarowało udział w proteście, to może nic nie znaczyć?

Dokładnie. Mamy różne doświadczenia w naszych badaniach. Ankietujemy tylko duże wydarzenia – powyżej 5 tysięcy uczestników. Drukujemy 1000 ankiet co i idzie w koszty i jest ekologicznie tylko do uzasadnienia, jeżeli jest szansa na rozdanie tylu ankiet. Facebook nie zawsze jest pomocny, aby określić rozmiar nadchodzącego wydarzenia. Mamy protesty, które według Facebooka powinny być większe, niż były w rzeczywistości. Czasem jest odwrotnie. I są takie protesty, które prawie nie korzystają z Facebooka by mobilizować potencjalnych uczestników. To oczywiste, że jak klub „Gazety Polskiej” zapowie demonstrację, to mało kto kliknie „wezmę udział” na odpowiednim wydarzeniu w Facebooku. Mieliśmy również Młodzieżowe Strajki Klimatyczne, w których było więcej osób na ulicach, niż deklarowało w mediach społecznościowych.

Na ile te protesty wpływają na decyzje polityków?

To zależy od bardzo wielu czynników. Jeśli mamy do czynienia z wydarzeniem, które jest intensywnie dyskutowane przez media, to prawdopodobieństwo wpływu jest dość duże. Ale nie wystarczy tylko, aby protest był duży, aby mieć odpowiedni oddźwięk w dyskursie publicznym. Na przykład Młodzieżowe Strajki Klimatyczne w 2019 roku., które miały w marcu i wrześniu znacznie ponad 10 tysięcy uczestników – co można określić jako ogromny sukces – nie miały wielkiego wpływu na debatę polityczną. Są również mniejsze wydarzenia, które przez formę protestu potrafią zwrócić na siebie uwagę mediów. W kontekście ruchu klimatycznego można pomyśleć o Extinction Rebellion. Ale nie zawsze sukcesem jest wpływ na decyzję polityków. Ostatnie Strajki Kobiet nie zmieniły sytuacji prawnej, ale miały ogromne znaczenie z perspektywy ruchu kobiecego pokazując siłę, która wyraziła się w ogromnej ilości protestów także zorganizowanych w małych miastach. Podobnie wygląda sytuacja z protestami przeciwko obostrzeniom pandemicznym. Może nie miały one bezpośredniego wpływu na decydentów politycznych, ale pozwoliły one skonsolidować nowy ruch społeczny. Obydwa przykłady pokazują, że sukces ruchu społecznego wcale nie musi oznaczać zmianę decyzji politycznych.

Protest Młodzieżowego Strajku Klimatycznego w Warszawie, 24 września 2021 r.
fot. Jakub Kaminski/East News

Jak długo trwa zainteresowanie protestami? Czy one szybko wygasają?

Mamy do czynienia z cyklami protestów. To zależy od struktury organizacyjnej, jak można się ze swoimi hasłami przebić w debatę publiczną i jakie emocje mają ich uczestnicy. Pytamy o to również w ankietach, rozdawanych podczas protestów. Jeżeli uczestnicy są bardzo zaangażowani emocjonalnie, ale nie mają nadziei, że ich udział w demonstracji wpłynie na decyzję polityków, to taki protest dość szybko się wyczerpuje i zainteresowanie nie będzie się długo utrzymywało. Na przykład uczestnicy strajków klimatycznych mają poczucie bardzo dużego zagrożenia ich przyszłości. Stąd też ich wytrwałość. Chodzi więc przede wszystkim o emocje.

Czy te emocje zawsze są negatywne? Może towarzyszy im też radość i świętowanie?

Tak, oczywiście. Ważna jest na przykład nadzieja, bo bez niej te osoby nie brałyby udziału w danym proteście. Ta nadzieja z czasem może wzrosnąć lub spaść. W przypadku Młodzieżowych Strajków Klimatycznych nadzieja zaczęła spadać, nie tylko w przypadku uczestników protestów w Polsce. Z kolei w kontekście Marszu Niepodległości obserwujemy dumne świętowanie, więc mamy do czynienia z innymi emocjami niż na Strajkach Kobiet, gdzie dominuje złość.

Uczestnicy strajków klimatycznych mają poczucie bardzo dużego zagrożenia ich przyszłości. Stąd też ich wytrwałość

Czy faktycznie obecnie demonstracje odbywają się bez liderów?

Polityka jest mocno zmedializowana, podobnie jest z ruchami społecznymi. Wszystkie wydarzenia uliczne, które do tej pory obserwowałem, miały jednego lub kilku liderów – zarówno Strajk Kobiet, Marsz Niepodległości, jak i demonstracje klubów „Gazety Polskiej”. Fridays for Future nie powstały by bez charyzmatycznej Grety Thunberg. W każdej narodowej filii tego ruchu wyrastały lokalne liderki, głównie kobiety.

Na czym polega państwa projekt? Kto go realizuje. Czy już Państwo macie jakieś wnioski?

Jesteśmy grupą badawczą „Demonstracje w Polsce” działającą przy Instytucie Filozofii i Socjologi Polskiej Akademii Nauk. Przede wszystkim zbieramy dane ilościowe na manifestacjach w Warszawie. Robimy to od stycznia 2018 roku. Staramy się uzyskać dane, które są reprezentatywne. Badamy wszelkie protesty, niezależnie od politycznych poglądów ich uczestników.

Na ilu protestach pan był w ramach projektu?

Między piętnastoma a dwudziestoma. Ankietowaliśmy trzy miesięcznice lub rocznice smoleńskie. Byliśmy na dwóch demonstracjach Strajku Kobiet, dwóch Manifach, dwóch paradach równości, dwóch marszach niepodległości, dwóch protestach klubów „Gazety Polskiej”, jednej demonstracji KOD przeciwko zmianom w sądownictwie i trzech Młodzieżowych Strajkach Klimatycznych.

Podczas ubiegłorocznych protestów Strajku Kobiet w Warszawie
fot. Piotr Drabik

Dlaczego wybraliście akurat te demonstracje?

Staramy się badać manifestacje niezależnie od orientacji politycznej organizatorów i uczestników. Przychodzimy na protesty, które można określić jako prawicowe, ale też liberalne lub lewicowe - przede wszystkim dlatego, żeby mieć dane dotyczące różnych manifestacji w Polsce. Podstawowym kryterium wyboru jest minimum kilka tysięcy uczestników. Staramy się podczas każdej demonstracji rozdać 1000 ankiet, co nie zawsze nam wychodzi. Na mniejsze protesty nie wychodzimy ze względu na metodę badawczą. Kierujemy się oczywiście także bezpieczeństwem naszych ankieterek i ankieterów. Staramy się wcześniej zbierać informacje i kontaktować z organizatorami, aby mieć pewność, że nasz zespół będzie bezpieczny.

Jak dokładnie wyglądają wasze badania?

Staramy się zaangażować jak najwięcej ankieterek i ankieterów. Naszym rekordem był Marsz Niepodległości w 2018 roku, gdzie nas było ponad trzydzieści osób. Badamy demonstracje w małych zespołach. Mamy tak zwanego pointera, który ma pod sobą kilka ankieterów. Wskazuje on osoby do przeprowadzenia wywiadu. Testy pokazały, że jako ankieterzy mamy tendencję to wybierania osób według własnego tła społecznego. Pointer więc odlicza szeregi maszerujących osób i wskazuje losowo osobę ankieterowi. Rozdajemy ankiety drukowane, które są w kopercie ze znaczkiem. Ale pracujemy także online. Doświadczenie pokazało, że na progresywnych wydarzeniach lepiej jest rozdawać ulotki z kodem QR z linkiem do ankiety online lub pytać o adres mailowy, który kasujemy po dwóch tygodniach. Dodatkowo z co piątą osobą przeprowadzamy krótkie wywiady kontrolne na miejscu, które zawierają tylko kilka pytań. Ich celem jest sprawdzenie krzywej zwrotów. Mniej więcej 25-30 proc. osób, które otrzymują od nas ankiety, wypełniają ją i odsyłają.

Wszystkie wydarzenia uliczne, które do tej pory obserwowałem, miały jednego lub kilku liderów

O co pytacie?

Ankiety są dość obszerne. Ich wypełnienie zajmuje od 20 do 30 minut. Zadajemy pytania ważne dla badania ruchów społecznych – w jaki sposób osoby zostały zmobilizowane, kto je namawiał, jak bardzo są zaangażowane i tym podobne. Następnie mamy cześć polityczną – pytamy o preferencje partyjne i światopoglądowe rzeczy. I jest jeszcze kilka pytań związanych z tematem protestu lub na temat czegoś szczególni ważnego dla uczestników. Przykładowo, w przypadku Strajku Kobiet dodaliśmy pytania o kompromis aborcyjny, a uczestników protestów Klubów „Gazety Polskiej” pytaliśmy m.in. o zmiany w sądownictwie i suwerenność Polski i tym podobne.

Na koniec zapytam o ruch antycovidowy. Kim są ludzie, którzy demonstrują w jego imieniu?

To trudne pytanie, ponieważ nie mamy na tę chwilę danych. Ale na podstawie wywiadów z organizatorami niektórych tych wydarzeń mam wrażenie, że są to osoby bardzo zdystansowane do naszych systemów politycznych i reprezentantów tak zwanego mainstreamu. Cechują się one dużą nieufnością do dyskursu publicznego, ale też dużym zaangażowaniem społecznym – na tyle dużym, że są te osoby gotowe ponosić koszty społeczne i prawne za publiczne wyrażanie swoich poglądów. Poza tym obserwujemy bardzo intensywne więzi między osobami zaangażowanymi w grupy protestujące przeciwko obostrzeniom związanym z pandemia – i nie są to zawsze „antycovidowcy”.

Dr Piotr Kocyba podczas pracy na jednej z demonstracji
fot. arch. prywatne

Czy ruch antycovidowy może szybko wygasnąć?

Wątpię. Pandemia jest jednym z wielu powodów odrzucania pewnej wizji świata przez te osoby. Gdy skończy się pandemia, mogą one zaangażować się na przykład w kręgach kwestionujących wpływ człowieka na zmianę klimatu. Podobnych tematów będzie więcej. Nazwy poszczególnych inicjatyw i liderzy mogą się zmieniać, ale pozostanie pewna grupa społeczna, która będzie angażować się w takie protesty.

Dr Piotr Kocyba - naukowiec związany z Instytutem Filozofii i Socjologii Polskiej Akademii Nauk. Jest asystentem naukowym na Wydziale Studiów Europy Środkowo-Wschodniej na Politechnice w niemieckim Chemnitz. Od 2018 r. koordynuje projekt naukowy "Demonstracje w Polsce".

Piotr Drabik
Piotr Drabik

Dziennikarz bez specjalizacji, ale z otwartą głową. Wcześniej związany m.in. z redakcją "Dziennika Polskiego", TVN24 i "Press". Obecnie redaktor działu Wiadomości w serwisie RadioZET.pl. Interesuje się polityką krajową, jak i międzynarodową. Najlepiej realizuje się w reportażach i dłuższych artykułach. Po pracy miłośnik astronautyki i fotografii analogowej. Twitter: @piotrdrabik. E-mail: piotr.drabik@eurozet.pl