Zamknij

Kaczyński nie ukaże Lichockiej za środkowy palec? "Dostała przyzwolenie na hejt"

24.02.2020 11:58
Joanna Lichocka
fot. Tomasz Jastrzębowski/Reporter

Wśród znajomych chwali się, że Jarosław Kaczyński ani przez chwilę nie chciał jej ukarać. Okazuje się bowiem, że prezes PiS ma wobec posłanki Joanny Lichockiej swoisty dług wdzięczności - wynika z doniesień najnowszego "Newsweeka". 

Gest środkowego palca, który przed kilkunastoma dniami podczas sejmowej debaty Joanna Lichocka pokazała posłom opozycji, z miejsca stał się głównym tematem medialnych i internetowych dyskusji. Spowodował ogromny kryzys w szeregach PiS, przykrywając nawet zorganizowaną z rozmachem konwencję inaugurującą kampanię Andrzej Dudy.

Środkowy palec posłanki PiS

Lichocka tłumaczyła, że nie chciała pokazać wulgarnego i obraźliwego gestu, a jedynie "poprawiała coś pod okiem" (potem pojawiła się wersja z "odgarnianiem włosów"). Ostatecznie przeprosiła za swoje zachowanie, podkreślając przy tym, że to opozycja uruchamia machinę manipulacji i hejtu. 

Zobacz także

Nie da się jednak ukryć, że gest byłej dziennikarki może zaszkodzić obecnemu prezydentowi w walce o reelekcję, co zresztą zręcznie wykorzystuje już opozycja (i na pewno do maja wykorzystywać zamierza). Inni politycy związani z obozem rządzącym również zaczęli potępiać to zachowanie, ale czy Lichocka zostanie za nie ukarana? Wszystko wskazuje na to, że raczej nie. 

Kaczyński nie ukaże Lichockiej

W poniedziałkowym numerze "Newsweeka" znajdziemy pokaźny artykuł poświęcony posłance Joannie Lichockiej i jej relacji z Jarosławem Kaczyńskim. Okazuje się bowiem, że są one dość zażyłe, a prezes PiS ma wobec parlamentarzystki swoisty dług wdzięczności za to, że w 2011 roku nie opublikowała wywiadu-rzeki z nim, który - wedle jego doradców - mógł zaszkodzić PiS-owi w wyborach. Lichocka była ponoć na to obrażona, co sprawia, że prezes postanowił ją "udobruchać".

Jarek ani przez sekundę nie chciał mnie ukarać. Kilka razy powtarzał, że nic złego się nie stało, nie ma za co przepraszać

- opowiada znajomym sama zainteresowana (cytat za "Newsweekiem"), która ponoć żałuje głównie tego, że swoim gestem "dała opozycji paliwo do ataku na PiS". Sporo osób przekonywało lidera partii rządzącej, aby potępił gest Lichockiej (skrytykował ją m.in. Joachim Brudziński na Twitterze), choć on sam początkowo miał tę sprawę zbagatelizował. W końcu dał zielone światło, dając się przekonać, że "bez względu na to, jakie były intencje Lichockiej. na zdjęciach widać fucka i nie ma co robić z ludzi idiotów, bo to może tylko rozsierdzić wyborców". 

"Ona dostała w PiS pełne przyzwolenie na hejt"

Jarosław Kaczyński nie zamierza jednak ani osobiście i bezpośrednio krytykować publicznie posłanki ani wyciągać wobec niej żadnych konsekwencji (czego domaga się i opozycja i cześć polityków Zjednoczonej Prawicy). Wszystko z powodu wyżej wspomnianej historii z wywiadem, ale nie tylko. Lichocka to jedna z najwierniejszych prezesowi postaci w całej formacji. 

Ona dostała w PiS pełne przyzwolenie na hejt. Nikt na to nie reagował [...] Kaczyński postanowił po wyborach w 2015 roku zrobić sobie swój rok 1989. Wziął część wspólnoty katolicko-narodowej i na niej postanowił się oprzeć. Reszta się nie liczy. To jest polityka oparta na podziale swój-obcy, gdzie swoich się broni, a resztę niszczy. Lichocka doskonale się w to wpisała

- mówi "Newsweekowi" Joanna Kluzik-Rostkowska (była posłanka PiS, obecnie w PO, zna Lichocką od 28 lat). Tygodnik pisze też pisze o "hejterskim stylu uprawiania polityki" poprzez m.in. nagrywanie posłów opozycji na sali plenarnej, a także o działaniach Lichockiej, które doprowadziły do odwołania Macieja Laska z funkcji przewodniczącego podkomisji ds. współpracy z zagranicą i NATO. Oprócz tego, po katastrofie smoleńskiej kręciła hagiograficzne filmy o Lechu Kaczyńskim i współtworzyła jego mit jako najwybitniejszego prezydenta po 1989 roku. 

Zobacz także

Tygodnik rekonstruuje również przeszłość zawodową Lichockiej (TVP, Polsat, "Życie Warszawy"), uwzględnieniem m.in. debaty przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku między Jarosławem Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim. Zdaniem wielu komentatorów, prezes PiS miał przed programem znać pytania, a postawę Lichockiej w trakcie wydarzenia określano jako stronniczą i sprzyjającą kandydatowi prawicy. 

RadioZET.pl/Newsweek