Zamknij

Skandal w polskiej dyplomacji. "Symulował, że obmywa sobie genitalia"

22.01.2020 14:08
MSZ
fot. Siedziba MSZ/Wikimedia.Commons

Były ambasador RP w Japonii zawiadamia prokuraturę oraz NIK ws. ważnych osób w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. W rozmowie z Onetem zdradza również patologiczne - jego zdaniem - kulisy pracy w resorcie, oskarżając przy tym zwłaszcza jednego ważnego urzędnika. 

Jacek Izydorczyk to prawnik i wykładowca akademicki, związany z Uniwersytetem Łódzkim. Zafascynowany kulturą Japonii, były stypendysta jednego z tamtejszych uniwersytetów, nie miał jednak doświadczenia w dyplomacji, gdy w lutym 2017 roku - z nominacji ówczesnego szefa MSZ Witolda Waszczykowskiego - rozpoczynał kadencję na stanowisku ambasadora w Tokio,

B. ambasador w Japonii zawiadamia prokuraturę i NIK

2,5 roku później, w lipcu 2019 roku, został jednak z niego przedwcześnie odwołany. Teraz przystąpił do kontrataku. "Zawiadomienie o popełnieniu przestępstw przekroczenia uprawnień, niedopełnienia obowiązków, poświadczeń nieprawdy, przeciwko ochronie informacji, tworzenia fałszywych dowodów oraz pomówień" — takim tytułem Jacek Izydorczyk opatrzył dokument, który skierował do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a także do Najwyższej Izby Kontroli.

Zobacz także

To doniesienie na osiem osób, wśród których - jak podaje Onet - są m.in. szef Biura Kontroli i Audytu MSZ, dyrektor Biura Dyrektora Generalnego MSZ i zastępca dyrektora Biura Finansów MSZ. Ale głównym celem Izydorczyka jest "szara eminencja" resortu Andrzej Papierz.

To urzędnik o randze podsekretarza stanu, b. ambasador w Bułgarii, a w ostatnich latach konsul w Turcji i Kazachstanie. Od 2018 roku pełni funkcję dyrektora generalnego służby zagranicznej. To on ma decydować o tym, kto i gdzie pojedzie na placówkę, a wedle zakulisowych informacji (jako że tajemnicą nie jest słaba pozycja ministra Jacka Czaputowicza) ma być w ogóle głównych rozgrywającym w ministerstwie.

Jacek Izydorczyk oskarża Andrzeja Papierza

Zdaniem Izydorczyka, to właśnie Papierz doprowadził ja jego zeszłorocznej dymisji, mając przy tym naruszyć prawo. W cytowanym przez Onet komunikacie nie kryje swojego krytycznego stosunku do niego. 

"Na czele Ministerstwa Spraw Zagranicznych stoi osoba, która de facto tym ministerstwem nie kieruje - o czym nawet nie kryjąc się przede mną przechwalali się niektórzy urzędnicy z MSZ. Ten stan w połączeniu z osobowością A. Papierza (a jest to osoba mająca problemy z samokontrolą oraz osoba z wyjątkowo pogardliwym stosunkiem do obowiązującego prawa) - jeszcze bardziej pogłębia wręcz systemową patologię w MSZ" - ten właśnie fragment zawiadomienia autorstwa dyplomaty cytuje portal. Ale to jeszcze nie wszystko.

Zobacz także

"A. Papierz (...) w dniu 24 marca 2019 r. przy świadkach i w miejscu publicznym w Japonii (Kamakura) dopuszcza się obscenicznego i obraźliwego wobec Japończyków zachowania (byłem osobiście tego świadkiem, o czym w drodze służbowej powiadomiłem Ministra Spraw Zagranicznych J. Czaputowicza w piśmie z dnia 2 kwietnia 2019 r. [tu pada sygnatura pisma – red.] - i brak jest jakiejkolwiek odpowiedzi lub reakcji do dnia dzisiejszego".

Obsceniczne zachowanie w japońskiej świątyni 

Dziennikarze Onetu zapytali Izydorczyka, na czym polegała rzekomo obsceniczne zachowanie Papierza. Ten odpowiedział ze szczegółami. — Odwiedzaliśmy najważniejszą świątynię w Kamakurze z oficjalną delegacją. Papierz zachował się skandalicznie, gdy po wejściu na teren świątyni należało dokonać symbolicznego obmycia wodą — mówił. 

"W japońskich świątyniach religii shinto, po przekroczeniu świątynnej bramy należy dokonać oczyszczenia poprzez umycie dłoni i przepłukanie ust w przeznaczonym do tego miejscu" - czytamy w artykule. Co więc miał zrobić rzeczony Papierz?

Było jeszcze gorzej. Papierz podszedł do kadzi z wodą i zaczął symulować, że obmywa sobie genitalia. Radośnie przy tym rechotał. Towarzyszący mu ludzie z MSZ też się świetnie bawili. Zachowywali się, jak gimnazjaliści na wycieczce. A Japończycy udawali, że tego nie widzą, bo nie wiedzieli, jak zareagować. Tak jak napisałem w zawiadomieniu do prokuratury: informowałem o tym incydencie szefa MSZ. Bez reakcji.

Jacek Izydorczyk

Jacek Izydorczyk pomstuje, że Jacek Czaputowicz, od kiedy został mianowany szefem MSZ, ani razu z nim nie rozmawiał ani nie odpowiedział na żadne skierowanego do niego pismo w sprawach, o których dyplomata mówił Onetowi.

W dokumencie podkreślił też, że Papierz, będąc jeszcze na placówce w Sofii, miał zostać odwoływano w aurze skandalu, ale nie precyzuje, czego on dotyczył. Nie rozwinął także zarzutów wobec Pawła Milewskiego, swojego następcy na stanowisku ambasadora. "Zdaniem Izydorczyka jako dyrektor Departamentu Azji i Pacyfiku Milewski oceniał go negatywnie, by samemu objąć szefostwo placówki w Tokio jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w październiku 2019 r. — co też się stało" - pisze Onet. 

MSZ odpowiada, Papierz milczy

Izydorczyk, biorąc pod uwagę, że powołowano go na początku 2017 roku, był uważany za człowieka poprzedniego szefa polskiej dyplomacji Witolda Waszczykowskiego. Jak zwykle przy okazji zmian na wyższych stanowiskach, po jego odejściu rok później, a potem mianowaniu nowym ministrem Jacka Czaputowicza, w resorcie doszło do sporych przetasowań personalnych. Jedną z jej ofiar był właśnie były przedstawiciel w Tokio.

Onet zapytał Ministerstwo Spraw Zagranicznych o kulisy odejścia Izydorczyka oraz poprosił o ustosunkowanie się do zdarzeń, opisanych przez niego w cytowanym wyżej zawiadomieniu. "Pan Jacek Izydorczyk został odwołany z funkcji Ambasadora RP w Tokio zgodnie z obowiązującymi przepisami, w wyniku dokonanej przez MSZ oceny działalności placówki pod jego kierownictwem" - odpowiedział resort.

Także do wspomnianego wyżej Andrzeja Papierza przesłano ów dokument, poproszono również o komentarz dotyczący jego treści. Podsekretarz stanu jednak nie odpowiedział na maila redakcji. 

RadioZET.pl/Onet.pl