Zamknij

Po co Kaczyńskiemu premier Kurski? Projekt dealu Trzaskowski-Tusk

08.09.2022 16:25

„Podejrzani Politycy” zaglądają za kulisy Nowogrodzkiej i prześwietlają, jakie kalkulacje prezesa Jarosława Kaczyńskiego stoją za decyzją, by Jacek Kurski odszedł z TVP? Dlaczego teoretycznie obciążony atakiem „dziadkiem z Wehrmachtu”, kontrowersyjnym unieważnieniem małżeństwa i ślubem w Łagiewnikach polityk jest nadzieją na pociągnięcie całej partii PiS w górę? Gdzie najpierw zaczepi się były europoseł Solidarnej Polski, który zawsze deklarował, że będzie wierny Kaczyńskiemu do politycznej grobowej deski? To wszystko pytania, na które odpowiedzi znajdziecie w podcaście Michała Piaseckiego z Upday i Radosława Grucy, dziennikarza śledczego RadioZET.pl.

Jacek Kurski i jego żona Joanna Kurska
fot. Artur Barbarowski/East News

Prowadzący ujawniają też, że w KPRM Mateusza Morawieckiego pojawiły się zarzuty mobbingu wobec ministra bez teki wystawionego przez Republikanów Adama Bielana, czyli Włodzimierza Tomaszewskiego, a jego propozycje zarówno polityczne jak i kadrowe są kolejnym źródłem problemów na zapleczu rządu. Na deser Gruca opowiada o projektach porozumienia, jakiego poszukują zwolennicy Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy, który może już być pewien startu w kolejnych wyborach prezydenckich oraz Donalda Tuska, który chce objąć stanowisko premiera. Czy na fotel prezydenta stolicy wystartuje kobieta?

Tym razem "Wydarzenie Tygodnia" w polskiej polityce mogło być tylko jedno. Prezes TVP, autor prorządowej machiny propagandowej Jacek Kurski miał już najwyraźniej dość błyszczenia na bankietach i wypisywania triumfalnych informacji o potędze rządzonej przez niego telewizji. Od wielu miesięcy ciągnie go do polityki, a moment, w którym premier Mateusz Morawiecki, a z nim cały obóz Zjednoczonej Prawicy mają wielkie kłopoty, daje mu szansę wrócić do pierwszego szeregu członków PiS. Autorzy "Podejrzanych Polityków" wyjaśniają, dlaczego należy wątpić w to, że dymisja Jacka Kurskiego miała być dla niego zaskoczeniem i jaką rolę może pełnić w roku wyborczym w partii.

Jak zwraca uwagę Radosław Gruca, raptem kilka dni przed odwołaniem Kurki udzielił wywiadu, w którym po raz pierwszy od dawna podjął temat swojego odejścia z TVP. Zrobił to, żeby zareklamować kompetencje swojej żony Joanny Kurskiej, w przeszłości jego podwładnej, jako dyrektorki w TVP. Kurski nie tylko ubolewał, że jego własna kariera uniemożliwia pracę w TVP jego żonie, ale nie krył nadziei, że kiedy on już odejdzie, Joanna wróci znów do gmachu na Woronicza. Ten scenariusz ziścił się błyskawicznie. W poniedziałek rano Rada Mediów Narodowych odwołała Kurskiego, a już wieczorem magazyn Press podawał, że Kurska zatrudniona została przy "Pytaniu na śniadanie". W międzyczasie jednoznaczny sygnał wysłał do polityków PiS, również zaskoczonych odwołaniem Kurskiego i często z nim skonfliktowanych, Radosław Fogiel, wice rzecznik PiS. Jasno zdementował ewentualne wątpliwości, jakoby dymisja była dla "Kury" jakąkolwiek karą i zapowiedział, że dalej będzie dla niej pracował. Nikt w partii nie ma wątpliwości, że jego słowa były w pełni autoryzowane przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Nikt nie może mieć też wątpliwości, że Fogiel przypadkowo przyznał, że TVP jest traktowana przez PiS, jakby była prywatnym aktywem partii rządzącej.

Według Radosława Grucy nie ma żadnej szansy, by nowy prezes TVP Mateusz Matyszkowicz zmienił cokolwiek we wszechobecnej nachalnej propagandzie prorządowej. Jeśli komukolwiek przyjdzie do głowy coś nieprawomyślnego, będzie musiał się liczyć, że na wszystko na Woronicza będzie miała oczy i uszy szeroko otwarte Joanna Kurska.

Awans czy "kop w ryj"?

Zasadniczym pytaniem jest to, czy partia jest już w tak trudnej sytuacji, że Jarosław Kaczyński uczyni twarzą kampanii kontrowersyjnego, ale zarazem przebojowego, bezwzględnego i cynicznego Kurskiego. Mimo że większość źródeł z PiS nie ma pewności, co spowodowało dymisję właśnie teraz, nie ma nikogo, od kogo usłyszeć można, że były prezes TVP usunie się w cień na wiele tygodni.

Dziennikarz RadioZET.pl przytacza dosadną wypowiedź ucieszonego odwołaniem wroga w środowisku PiS. "Kurski dostał kopa w ryj", komentował informator Grucy, ale bynajmniej nie zaprzeczył, że teraz kariera polityczna Kurskiego może rozwinąć się bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości. Na dziś wszystko wskazuje, że pierwszym stopniem na szczyt dla nazywanego dawniej "pitbullem Kaczyńskich" polityka będzie funkcja wicepremiera i ministra kultury, najprawdopodobniej w zastępstwie Piotra Glińskiego. Obecność Kurskiego jest kluczowa dla przyszłości ordynacji wyborczej. Jak ujawniliśmy w podcaście dwa miesiące temu, to właśnie prezes państwowej telewizji miał przekonywać prezesa PiS do decyzji o wprowadzeniu stu okręgów wyborczych. Kurski przekonywał przy tym, że taki manewr może przynieść PiS od 3 do 5 procent głosów więcej. 

Trzaskowski z Tuskiem negocjują

W "Stanie gry", w którym dziennikarze przyglądają się, komu polityczne notowania rosną, a komu spadają szczególnie wiele ciekawostek z życia opozycji. Poza tym, że Tusk miał ostatecznie przesądzić, że partia Nowoczesna ma zostać wchłonięta przez Platformę, o czym pisze się i mówi od dawna, autorzy uchylają rąbka tajemnicy o rozmowach i relacjach Tuska z prezydentem Warszawy Rafałem Trzaskowskim. Chodzi o scenariusz, który miałby być realizowany, gdyby opozycja wygrała wybory. Tusk ma przeciąć jakiekolwiek spekulacje na temat swojego startu w wyborach prezydenckich i poprzeć w pełni prezydenta stolicy. Ten jednak dostaje sygnały, że najlepiej byłoby, aby wszedł do rządu kierowanego przez Tuska i objął funkcję wicepremiera ds. europejskich. Oznaczałoby to poszukiwanie kandydata na jego następcę w stolicy, która od 20 lat jest bastionem wyborców Platformy. Nazwisk następców jest kilka, ale najwięcej mówi się o kluczowej postaci w PO zarówno w czasie rządów Borysa Budki, jak i jego następcy, czyli Marcinie Kierwińskim, wieloletnim liderze warszawskiej Platformy. Zaplecze Trzaskowskiego nie będzie jednak wcale chętne do jego wsparcia, bo wolałoby kogoś, kto jest związany z ich środowiskiem. W tym kontekście krąży nazwisko wiceprezydentki Warszawy Renaty Kaznowskiej.

Zawał senatora przez CBA?

Dziennikarze jako "Kontrowersję tygodnia" omawiają wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego ze spotkania z wyborcami, gdzie miał mówić o działaniach Centralnego Biura Korupcyjnego. Prezes partii chwalił swoje rządy, przekonując, że głównym zadaniem Biura miało być pilnowanie "swoich". Nie pierwszy raz Kaczyński nie doprecyzował kogo i co dokładnie miał na myśli, ale większość zorientowanych w partyjnych kuluarach wskazywała, że były premier mówił o zmarłym w 2020 roku Stanisławie Kogucie, byłym senatorze PiS. Wdowa po nim w wypowiedziach po jego śmierci nie zostawiała wątpliwości, że senator razem ze swoim synem podejrzewany o korupcję, bardzo przeżył śledztwo prokuratorskie, ale przypomnieć trzeba, że w momencie śmierci informowano o jego zakażeniu koronawirusem. Michał Piasecki zastanawia się też, czy słowa prezesa to tylko wypadek przy pracy, czy może starannie zaplanowane wystąpienie. Czemu miałoby służyć?

Republikański mobbing w KPRM?

W ostatniej części podcastu autorzy ujawniają pikantne historie z życia poszczególnych środowisk politycznych opozycji i koalicji. Tym razem zaglądają do KPRM, bo właśnie tam wiele problemów we współpracy z ministrem desygnowanym przez Republikanów mają jego podwładni. Jak ustalił dziennikarz RadioZET.pl Włodzimierz Tomaszewski skonfliktował się z urzędnikami, po tym, jak zwracali mu uwagę, że jeden z jego zewnętrznych współpracowników miał już w przeszłości problemy z CBA. Być może to one powodowały, że zgody na jego zatrudnienie nie wydał przez dłuższy czas szef Służby Ochrony Państwa. Jak nieoficjalnie ustaliliśmy, Tomaszewski miał nawet próbować przekonywać szefa Służby, żeby nie czynił przeszkód przy zatrudnieniu jego nominatów, ale do niedawna nie doczekał się pozytywnej reakcji. Przy okazji rządów Tomaszewskiego odpowiadającego za współpracę z samorządami ludzie mu podlegli próbowali jak najszybciej przenieść się do innych departamentów i zarzucali mu działania noszące znamiona mobbingu. Na nasze pytania o tę sprawę odpowiedziało Centrum Informacyjne Rządu, które przekazało, że nie docierały do niego informacje o skargach. Sprawa wywołuje wiele emocji w KPRM i najprawdopodobniej skończy się w sądzie. Pracownicy skarżą się, że czują się zastraszani, a ich jedyną winą jest to, że zwracali uwagę na procedury i nie zgadzali się na współpracę z ludźmi, którzy wielokrotnie pokazywali swój brak kompetencji. Wszystko wskazuje na to, że po fatalnym zakończeniu pracy w KPRM przez ministra Michała Cieślaka, odwołanego po tym, jak próbował zwolnić naczelniczkę poczty za kilka gorzkich słów o władzy, także kolejny nominat Republikanów Adama Bielana może nie zagrzać długo miejsca na obecnym stanowisku.

Więcej o nieznanych historiach z politycznego życia Polski posłuchasz w podcaście RadioZET.pl i Upday w każdy czwartek na platformach spotify, youtube i na radiozet.pl.