Zamknij

Posłowie złożyli wniosek do TK ws. aborcji. "Nie odpuszczamy". Godek komentuje

23.12.2019 22:54
Wniosek do TK ws. aborcji
fot. Twitter/Bartłomiej Wróblewski

119 posłów z klubów PiS, Konfederacji i PSL-Kukiz podpisało się pod złożonym w poniedziałek w Trybunale Konstytucyjnym wnioskiem o zbadanie czy przepisy dotyczące tzw. aborcji eugenicznej są zgodne z konstytucją. Analogiczny wniosek grupy posłów z 2017 r. stracił ważność wraz z końcem kadencji parlamentu. Sprawę skomentowała już znana działaczka pro-life Kaja Godek.

Poseł Bartłomiej Wróblewski (PiS) powiedział w poniedziałek podczas briefingu przed bramą Trybunału, że wniosku "nie należy traktować jako polityczny". Jak zaznaczył, powstał on ponad podziałami politycznymi, zawiera merytoryczne i prawne argumenty.- Oczekujemy, że TK rozpatrzy w szybkim trybie ten wniosek - mówił. Poprzedni wniosek posłów do TK trafił w 2017 r.

Posłowie składają wniosek do TK

Parlamentarzysta opublikował też w tej sprawie informacyjny post na Twitterze. W imieniu 119 posłanek i posłów z 3 klubów ponownie złożyliśmy z Piotrem Uścińskim do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności aborcji eugenicznej, gdyż narusza godność człowieka (art.30),prawo do życia (38),zakaz dyskrym. (32), zasadę określoności (2). Nie odpuszczamy!" - napisał:

Według wnioskodawców aborcja ze względu na niepełnosprawność płodu jest niezgodna z konstytucją i obecnie dochodzi do niezgodnego z prawem pozbawiania życia niepełnosprawnych dzieci. Wróblewski podkreślił, że wniosek do TK dotyczy zbadania tylko tej kwestii, a nie innych sytuacji przerywania ciąży - np. przy zagrożeniu życia matki, czy ze względu na gwałt.

Aborcja eugeniczna a konstytucja

Jak zaznaczył Wróblewski, we wniosku wskazał na możliwość złamania czterech konstytucyjnych zasad: przyrodzonej i niezbywalnej godności człowieka, prawa do życia, zakazu dyskryminacji oraz zasady demokratycznego państwa prawa.

Nie powołujemy się we wniosku na żadne argumenty natury politycznej, obyczajowej, religijnej, światopoglądowej. Wniosek koncentruje się na argumentach prawnych i konstytucyjnych - zapewnił Wróblewski. - To jest sprawa fundamentalna - tego kto jest człowiekiem i czy prawo ma chronić wszystkich czy dopuszczać wyjątki

- podkreślił poseł PiS. Co ciekawe jednak, procedura, którą wykonała - już po raz kolejny - liczna grupa konserwatywnych posłów, wcale nie musi oznaczać, że cokolwiek się w tej sprawie zmieni. Mało tego, możemy się okazać, że PiS ponownie "zamrozi" prace nad tym projektem aż do końca kadencji. 

Zobacz także

To efekt wprowadzonej przez rządzącą partię w 2016 roku tzw. zasady dyskontynuacji. Oznacza to, że wniosek, który utknie w TK i nie zostanie mu do końca kadencji nadany bieg prawny, przepada wraz z jej zakończeniem. W poprzedniej kadencji taki los spotkał m.in. wniosek o publikację list poparcia dla członków nowej KRS bądź właśnie ten dotyczący ewentualnej niekonstytucyjności przepisów o dopuszczalności przerywania ze względu na ciężkie wady płodu.

Komentarz Kai Godek

O to, by nie składać wniosku w tej sprawie do Trybunału (gdyż ruch ten zablokuje możliwość pracy nad projektem w parlamencie) apelowała m.in. znana działaczka pro-life Kaja Godek. Jej zdaniem wnioskowanie do TK ws. aborcji eugenicznej to tylko "wykręt", mające zablokować realną możliwość zmiany ustawy antyaborcyjnej.

Od początku kadencji nowego Sejmu przestrzegaliśmy, że jest to działanie tylko pozornie dobre i mające wyłącznie walor wizerunkowy dla posłów (zobacz, elektoracie, robimy "coś w sprawie aborcji"). Faktycznie wniosek ten nie zostanie rozpoznany (podobnie jak poprzedni), gdyż Trybunał nie przeszedł ostatnio żadnej reformy ani istotnej wymiany kadry, chodzi tu przede wszystkim o główną hamulcową wniosku uwikłaną politycznie przewodniczącą TK Julię Przyłębską

- pisze Godek, dodając, że "choć wniosek nie będzie rozpatrywany, będzie stanowić świetną wymówkę dla niezajmowania się projektem <Zatrzymaj Aborcję>, którego ponowne pierwsze czytanie na sali plenarnej Sejmu ma się odbyć w najbliższych miesiącach. Po I czytaniu projekt znowu wyląduje w jakiejś komisji lub podkomisji, a ktokolwiek będzie się dopytywał o jego losy, otrzyma uspokajającą odpowiedź, że przecież czekamy na orzeczenie TK, więc czekajmy spokojnie. Działało w poprzedniej kadencji? Zadziała i teraz.

RadioZET.pl/PAP/Twitter/Facebook