Zamknij

Przeciwnicy aborcji nie znajdą się na listach KO? "Nie każdy musi kandydować"

Mikołaj Pietraszewski
01.09.2022 10:00

W Polsce prawo aborcyjne jest bardziej bezwzględne, niż w Islamskiej Republice Iranu - stwierdził w rozmowie z Radiem ZET Radosław Sikorski. Zdaniem byłego szefa MSZ osoby sprzeciwiające się aborcji nie powinny znaleźć się na listach KO w najbliższych wyborach.

Aborcja
fot. Piotr Krzyżanowski/Polska Press Grupa/East News

Donald Tusk zapowiedział podczas Campusu Polska Przyszłości, że pierwszego dnia po wygranych wyborach zaproponowana zostanie Sejmowi ustawa zakładająca, że aborcja do 12 tygodnia to decyzja wyłącznie kobiety.

- Będę bezwzględnie w tych sprawach egzekwował swoją pozycję w PO w czasie układania list do parlamentu. Jeżeli ja dziś mówię, że gwarantujemy kobietom podejmowanie tych decyzji, to nie będę chciał się później wstydzić dlatego, że ktoś będzie reprezentował inne zdanie. To macie zagwarantowane - oświadczył lider Platformy Obywatelskiej.

Sikorski: w Polsce jest ostrzejsze prawo aborcyjne, niż w Iranie

Słowa przewodniczącego skomentował Radosław Sikorski, który był w czwartek Gościem Radia ZET w porannej audycji Bogdana Rymanowskiego. - Przez wiele lat broniliśmy kompromisu aborcyjnego, który był niedoskonały - mówił europoseł PO i były minister spraw zagranicznych.

- To nie my go złamaliśmy, tylko obecna partia rządząca pod wpływem radykałów z Ordo Iuris wprowadziła prawo aborcyjne, które jest bardziej bezwzględne wobec kobiet, niż w islamskiej republice Iranu - ocenił. 

Podjęliśmy decyzję, że stanowiskiem partii będzie to, by do 12. tygodnia ciąży decydowała osoba, która musi żyć z konsekwencjami tej decyzji

Radosław Sikorski

Dopytywany przez Bogdana Rymanowskiego o słowa Tuska, który zapowiedział, że nie wpuści na listy wyborcze KO przeciwników aborcji, eurodeputowany zapewnił, że w jego formacji wciąż jest wolność sumienia. - Można mieć różne poglądy, ale nie każdy musi kandydować - dodał.

Czy to oznacza, że konserwatyści w klubie KO, sprzeciwiający się aborcji, popierający dotychczasowy "kompromis aborcyjny" bądź referendum (jak np. Paweł Kowal czy Paweł Poncyljusz) mogą nie znaleźć się na listach w przyszłorocznych wyborach? - Będą musieli się zastanowić - skwitował Gość Radia ZET.

loader

RadioZET.pl/PAP/M. Adamczyk