Zamknij

Ryszard Czarnecki fikcyjnie zatrudnił rolnika w biurze poselskim. Musiał zwrócić 13 tys. euro do PE

18.03.2022 14:00
Ryszard Czarnecki fikcyjnie zatrudnił rolnika w biurze poselskim. Musiał zwrócić 13 tys. euro do PE
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Sekretarz Generalny Parlamentu Europejskiego domagał się od europosła PiS Ryszarda Czarneckiego zwrotu ponad 13 tys. euro, które polski polityk otrzymał w związku z zatrudnieniem asystenta parlamentarnego - wynika z dokumentu, do którego dotarł portal RadioZET.pl. Zdaniem unijnego urzędnika rolnik Grzegorz W. był fikcyjnym pracownikiem biura poselskiego Ryszarda Czarneckiego. - Jestem w tej sprawie ofiarą, ponieważ mój pracownik miał nadużyć mojego zaufania. Pozew przeciwko niemu jest już przygotowany  - odpowiedział nam Czarnecki.  W sądzie trwa proces w sprawie fikcyjnego zatrudnienia Grzegorza W. Oskarżonym jest jednak były poseł Łukasz Z. a nie Ryszard Czarnecki, którego podpis znalazł się na umowie o pracę.

Ryszard Czarnecki do Parlamentu Europejskiego wszedł już w 2004 roku. Od tego czasu do dziś pełni funkcję europosła. Jest członkiem Europejskich Konserwatystów i Reformatorów oraz Prawa i Sprawiedliwości

Ze względu na funkcję eurodeputowanego Ryszard Czarnecki pracuje w Brukseli. Mieszka w Warszawie. Europoseł ma w Polsce kilka biur poselskich m.in. we Włocławku. Gdy Czarnecki przebywa w Brukseli w Polsce reprezentują go asystenci krajowi. Zatrudniani są przez europosła, ale wynagrodzenie pracownika pokrywa Parlament Europejski. Zgłoszenia kandydata na asystenta dokonuje europoseł. Za pośrednictwem biura poselskiego przesyła odpowiednie dokumenty kandydata i proponuje PE wynagrodzenie, jakie winien otrzymywać nowy pracownik. Ostateczną decyzję, co do kandydata na asystenta europosła podejmuje PE. 

W 2013 roku jednym z asystentów krajowych europosła Czarneckiego zostaje 45-letni rolnik Grzegorz W. Mężczyzna ma jedynie wykształcenie podstawowe, bez doświadczenia w polityce lokalnej, jak i krajowej. Przed podpisaniem umowy o pracę w biurze poselskim Czarneckiego pracował w firmie budowlanej i na gospodarstwie rolnym u byłego posła PiS Łukasza Z. 

Jak to się stało, że człowiek bez wymaganego wyższego wykształcenia i doświadczenia w polityce został zatrudniony, jako asystent w biurze poselskim europosła Ryszarda Czarneckiego? Dotarliśmy do jego zeznań.

Rolnik asystentem europosła

W 2012 roku Grzegorz W. pracuje w firmie budowlanej. Ma dobre zarobki, na pracę nie narzeka. Mężczyznę odwiedza jednak ówczesny poseł PiS Łukasz Z. Polityk opiekuje się gospodarstwem rolnym, które należy do jego teściowej. Potrzebuje pomocy w jego prowadzeniu, więc oferuje pracę Grzegorzowi W. Ten początkowo odmawia, ale poseł usilnie go nalega, aby przyjął propozycję. Oferuje dobre wynagrodzenie. W. ostatecznie ulega i w czerwcu rezygnuje z pracy w firmie budowlanej. Od września ma zacząć pracować dla Łukasza Z.

Początkowo zostaje zatrudniony na umowę o dzieło mimo innych ustaleń. Dostaje 2 300 zł miesięcznie na rękę. Prosi posła, żeby go w końcu dał mu obiecany etat, bo nie ma ubezpieczenia. 

Wraz z rozpoczęciem 2013 roku w końcu otrzymuje umowę o pracę. Grzegorz W. jest zaskoczony, bo zgodnie z treścią umowy ma pracować w biurze poselskim Ryszarda Czarneckiego we Włocławku. Łukasz Z. tłumaczy mężczyźnie, że to tylko formalne ustalenia, a w rzeczywistości pracować będzie u niego na gospodarstwie. Za fikcyjną pracę dla europosła dostaje 600 euro (w przeliczeniu na złotówki - po kursie ze stycznia 2013 r. - było to ok. 2 400 zł).

Grzegorz W. nie potrafił wytłumaczyć śledczym, na jakim stanowisku został zatrudniony w biurze poselskim. Wiedział tylko, że umowę o pracę podpisał z Ryszardem Czarneckim. Nie widział go jednak nawet na oczy. Pracował przecież na gospodarstwie a nie w biurze europosła. Ze świadectwa pracy, które otrzymał z Warszawy wynika, że od stycznia 2013 roku do maja 2014 roku pomagał w pełnieniu obowiązków poselskich eurodeputowanego w państwie członkowskim. Jak twierdzi W., w tym czasie pracował jedynie na gospodarstwie rolnym posła PiS Łukasza Z.

Prokuratura oskarża Łukasza Z. o oszustwo. Ryszard Czarnecki bez zarzutów

Sprawą fikcyjnego zatrudnienia Grzegorza W. zainteresowała się prokuratura. Według śledczych były poseł PiS Łukasz Z. najpierw zatrudnił rolnika w swoim biurze poselskim a następnie zorganizował mu pracę na stanowisku asystenta parlamentarnego eurodeputowanego Ryszarda Czarneckiego. 

W konsekwencji Grzegorz W. otrzymał wynagrodzenie w wysokości 13,2 tys. zł z Kancelarii Sejmu RP i 44,2 tys. zł z Parlamentu Europejskiego.

Akt oskarżenia trafił do sądu, w którym do dziś toczy się proces przeciwko Łukaszowi Z. Były poseł PiS jest oskarżony m.in. o to, że przekroczył uprawnienia funkcjonariusza publicznego, wypłacając ze środków biura poselskiego wynagrodzenie osobie zatrudnionej w jego prywatnym gospodarstwie. 

Mimo ustaleń prokuratury, że umowa o pracę zawarta między Ryszardem Czarneckim a Grzegorzem W. była fikcyjna, to europoseł PiS uniknął jakichkolwiek zarzutów w tej sprawie. W procesie karnym występuje jako świadek w sprawie. Jak znalazł kandydata na swojego asystenta?

- Zwracam się do lokalnego posła, bo z nimi mam kontakt, czy może mi kogoś polecić - zeznawał europoseł przekonując, że to wielokrotna praktyka. Na pytanie, czy Grzegorza W. mógł mu polecić poseł Łukasz Z. odpowiedział, że to prawdopodobieństwo graniczące z pewnością. Czarnecki na pierwszym przesłuchaniu wydawał się zaskoczony pytaniami. Nie potrafił nic konkretnego powiedzieć o swoim asystencie, ani pracy jego biura we Włocławku, ani precyzyjnie opisać, jak wyglądało, wspominając np. o sali konferencyjnej, która w rzeczywistości była małym pokojem. Mieściło się w niej zaledwie jedno biurko.

 - Nie mam pamięci do twarzy, ale nie jest to dla mnie problem. Mam pamięć do dat, wydarzeń, ale to w mojej rodzinie jest dziedziczne – mówił o swoim pracującym dla niego ponad rok asystencie. -  Pamiętam tylko tyle, że na pewno przez te pięć lat była tam jedna pani i chyba był jakiś pan, ale tu nie jestem pewien. (...) Nie potrafię podać nazwisk - mówił prokuratorom Czarnecki. 

Tymczasem, jak ustalili dziennikarze RadioZET.pl, jedyną osobą, która pamiętała Grzegorza W. była asystentka Łukasza Z., z którą, według tabloidów, miał go łączyć romans. Reszta zeznających miała problem ze stwierdzeniem, czy kiedykolwiek widzieli Grzegorza W. w biurze we Włocławku.  

Sekretarz Generalny PE żądał od Czarneckiego zwrotu pieniędzy 

Dotarliśmy do decyzji Sekretarza Generalnego Parlamentu Europejskiego. Polski wymiar sprawiedliwości zwrócił się do unijnej instytucji z pytaniem, czy żądała od europosła Ryszarda Czarneckiego zwrotu nienależnie wypłaconych pieniędzy na poczet zatrudnienia asystenta parlamentarnego.

Z decyzji Sekretarza Generalnego PE wynika, że europoseł PiS Ryszard Czarnecki, zgodnie z art. 68 ust. 1 PWSP, musi zwrócić kwotę 13 159 euro nienależnie pokrytą przez PE na rzecz zatrudnienia Grzegorza W. jako asystenta parlamentarnego w okresie od dnia 1.01.2013 r. do dnia 31 maja 2014 roku.

Jak tłumaczy nam biuro prasowe PE, europoseł musi udowodnić, że dany asystent faktycznie dla niego pracuje. Gdy tego nie zrobi, środki muszą zostać zwrócone do kasy PE.

- Poseł musi udowodnić zarówno prawdziwość pracy wykonywanej przez asystenta parlamentarnego, jak i związek tej pracy z wykonywaniem mandatu posła wnioskującego o pokrycie poniesionych wydatków na pomoc parlamentarną. W przypadku braku takiego dowodu kwoty nienależnie wypłacone muszą zostać odzyskane przez Parlament zgodnie z art. 68 ust. 1 PWSP - czytamy w odpowiedzi.

Skontaktowaliśmy się z europosłem Ryszardem Czarneckim. Chcieliśmy zapytać go o komentarz do decyzji Sekretarza Generalnego PE. Polityk nie chciał jednak z nami rozmawiać telefonicznie. Poprosił o pytania na maila. Ostatecznie od europosła otrzymaliśmy oświadczenie.

- Jestem w tej sprawie ofiarą, ponieważ mój pracownik, polecany mi wcześniej przez znane osoby życia publicznego, jak wynika ze zgromadzonych w sprawie dowodów, miał nadużyć zaufania swojego bezpośredniego przełożonego, czyli szefa mojego biura, ale też mojego zaufania i podobno wykonywał pracę inną niż tę, którą mu zlecał dyrektor mojego biura poselskiego. Podjąłem decyzję o odzyskaniu środków od p. Grzegorza W. Pozew przeciwko niemu jest już przygotowany. Swoje pytania formułuje Pan w roku 2022 - jestem tym zaskoczony, ponieważ środki te zostały zwrócone do Parlamentu Europejskiego już w roku 2021 - przekazał Czarnecki.

Prokuratura Okręgowa po skierowaniu aktu oskarżenia nie chciała odpowiadać na pytania, dlaczego Czarnecki nie dostał zarzutów mimo stwierdzenia, że to on podpisał umowę i przekazał ją do PE. Obecnie nie prowadzi żadnego śledztwa w tej sprawie. Jedyne postępowanie, jakie dotyczy byłego polityka Samoobrony, toczy się w prokuraturze w Zamościu i ma związek z podejrzeniem wyłudzenia 100 tys. euro z tytułu tzw. kilometrówek.

Współpraca: Mariusz Gierszewski / Radio ZET

Kontakt z autorami: mateusz.kapera@radiozet.pl, radoslaw.gruca@radiozet.pl

RadioZET.pl

C