Zamknij

Politolog: ”Dochowaliśmy się pokolenia młodych ludzi walczących o swoje prawa”

27.10.2020 14:38
Strajk Kobiet
fot. PAP

Obserwuję scenę polityczną od dawna, takiej skali oporu nie mieliśmy nigdy dotąd - mówi w rozmowie z Radiem ZET doktor Barbara Kijewska, politolożka z Uniwersytetu Gdańskiego. Rozmawiamy między innymi o języku protestów, aktywizacji młodych ludzi i o tym, jak duży kryzys może czekać Kościół katolicki w Polsce. 

Maciej Bąk, Radio ZET: Jest pani zaskoczona skalą tych protestów?

Dr Barbara Kijewska, Uniwersytet Gdański: I tak, i nie. Po 2016 roku, po pierwszym Czarnym Proteście, wszelkie racjonalne znaki wskazywały, że Polki i Polacy dają jasny znak ekipie rządzącej: to nie obejdzie się bez oporu społecznego. Ale jednak jestem zaskoczona, bo obserwuję scenę polityczną od dawna i takiej skali oporu nie mieliśmy nigdy dotąd. W sobotę byłam na jednej z manifestacji. Trasa z Gdyni do Gdańska zajęła mi pięć godzin, tyle czasu co podróż z Katowic do Trójmiasta. Obserwowałam hasła, ludzi, którzy w większości nie byli działaczami jakiejś partii politycznej. To byli zwykli mieszkańcy, na przykład z parasolkami w ręku. Co istotne, były też różne generacje – kobiety dojrzałe, babcie z córkami i wnuczkami, rodzice z dziećmi. Przeróżne typy haseł, również haseł wulgarnych i agresywnych.

No właśnie, część osób oburza się wulgaryzmami na manifestacjach.

To jest już ten moment, w którym tylko tak dosadne, tak wyartykułowane wprost hasła mogą zadziałać. Wynika z nich przekaz: odejdź ode mnie, to jest część mojego życia, będę się solidaryzowała z innymi kobietami, one mają same prawo podjąć taką decyzję.

Na manifestacjach faktycznie jest wiele pokoleń, ale zdecydowanie dominują młodzi ludzie. Ci, których na protestach przed sądami mocno brakowało.

Myślę, że aktywizacja młodych silnie nastąpiła po 2018 roku, po wystąpieniu Grety Thunberg. Kiedy ona jasno sformułowała swój apel w imieniu swojego pokolenia i do swojej generacji. To było jedno z takich pierwszych lawinowych działań realizowanych przez młodych ludzi, gdzie inicjatorami było ich pokolenie. I podejrzewam, że kolejne kwestie, które będą dotyczyły praw młodych ludzi na przyszłość, będą zwiększać ich udział w życiu publicznym. I podobnie będzie przy urnach wyborczych. Ja od lat pracuję z młodzieżą jako edukatorka, uczę ich praw człowieka, praw obywatelskich, dużo uwagi poświęcamy kwestii partycypacji politycznej. Powtarzamy to, jak mantrę. Dość długo smuciliśmy się niską aktywnością młodych, rozpatrywaliśmy, dlaczego tak się dzieje, czy jest to na przykład jeszcze pokłosie społeczeństwa komunistycznego. No i w końcu dochowaliśmy się nowego pokolenia młodych ludzi, którzy nie są ograniczeni tylko wymiarem lokalnym, ale są obywatelami świata. Są zainteresowani sprawami, które dotyczą praw człowieka. Nasza młodzież jest przedstawicielem globalnej wspólnoty, która chce równych praw, walczy o prawa obywatela. My ich tego uczymy.

Rozpoczęte w czwartek manifestacje początkowo były skierowane przeciw rządowi PiS. Po jakimś czasie protestujący swoją złość skierowali również na Kościół. Czy to zwiastun „drugiej Irlandii”?

Kościół w oczywisty sposób wpływa na politykę rządową. I już od jakiegoś czasu obserwujemy, że ludzie – nie tylko młodzi – lawinowo odchodzą z Kościoła instytucjonalnego, nie uczestniczą w mszach. Teraz mieliśmy do czynienia dodatkowo z happeningami. Te happeningi, w postaci wkraczania w trakcie mszy z transparentami, to też pokłosie nieposłuszeństwa obywatelskiego, które obserwujemy, czy to w Rosji, czy chociażby w kościołach w Kolonii czy w Stanach Zjednoczonych. Są to globalne wzorce społecznego protestu i oporu.

Zobacz także

Politycy PiS już przedstawiają duchownych jako ofiary, a protestujących jako radykałów. Czy taki przekaz może zmienić optykę postrzegania tych protestów przez pozostałych ludzi?

To chyba zależy jakie medium oglądamy i co słuchamy. Bo z drugiej strony ja słyszę głosy przedstawicieli Kościoła, którzy tak naprawdę proszą go o zdystansowanie się od tego wszystkiego. Choćby ojciec Ludwik Wiśniewski zabrał już taki głos. Natomiast jeśli chodzi o „mainstreamowy” Kościół, reprezentowany przez episkopat, to nadal trwa on w narracji „Nie widzę”, trochę jak kardynał Dziwisz i jego „Nie słyszałem”. Więc jeśli nie będzie tu zmiany narracji, to ludzie odwrócą się od Kościoła instytucjonalnego i poniesie on ogromne straty. Każda władza przemija. Również władza hierarchów w polskim Kościele, który jest kompletnie nieprogresywny, nieotwarty na młodych ludzi. Kosztem będzie stracenie wiernych, a co za tym idzie siły wpływu. 

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

RadioZET/RadioZET.pl