Zamknij

Szokujące kulisy dymisji szefa NIZP. Miał molestować pracownicę i obiecywać jej "mega orgazm"

05.09.2022 14:09

Grzegorz Juszczyk, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) w piątek stracił stanowisko. "Gazeta Wyborcza" dotarła do szczegółów jego odwołania. Szef NIZP miał wysyłać swojej pracownicy SMS-y z propozycją seksu. Kiedy ta złożyła pozew o molestowanie, została zwolniona. Wątpliwości dotyczą także przetargu na nową siedzibę Instytutu.

Grzegorz Juszczyk
fot. Pawel Wodzynski/East News

Grzegorz Juszczyk stracił stanowisko w NIZP przez seksaferę? Jako oficjalny powód odejścia prezesa podawano "sprawy osobiste". Kulisom odwołania Juszczyka przyjrzała się "Gazeta Wyborcza".

Juszczyk molestował pracownicę? Bulwersujące SMS-y

Anna Dela, pracownica Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, złożyła pozew w sądzie pracy. To, co ujawniła, szokuje. Zwróciła uwagę na nierówne traktowanie i molestowanie seksualne, jakiego miała doświadczyć ze strony Grzegorza Juszczyka.

"Wyborcza" przytacza oburzające wiadomości, jakie dyrektor rzekomo wysyłał swojej pełnomocniczce ds. operacyjnych. Miał jej proponować romans. Gdy kobieta odmawiała, miał prosić, by nie była "ukierunkowaną tylko na pracę zołzą". Sugerował też, że "musi sobie przemyśleć, co dalej z nią zrobić".

Miał wysyłać także SMS-y, w których pisał, że pracownica "odkryje z nim tajniki seksu bez ograniczeń". Według "GW" dyrektor naciskał na kontakty z kobietą już kilka tygodni od jej zatrudnienia. Miał obiecywać jej "mega orgazm", pisać, że "ma na nią taką ochotę, że mógłby jej zrobić krzywdę" i "dałby jej kosmiczne podniecenie". Inne wiadomości miały brzmieć: "przesyłam ci buziaka zaczynającego się na jednych wargach, a kończącego na drugich" i "nie wiesz, gdzie dotknie, poliże, jak szybko, jak wolno, jak mocno… dostaniesz. Nie jeden raz".

Dela miała doświadczyć także poniżania. Jak podaje gazeta, kiedy przychodziła do pracy, szef miał ją pytać, czy przyniosła obiad. Kiedy mówiła, że nie, odpowiadał: "Nie? To po co przyszłaś?". Miała także prowadzić w zastępstwie Juszczyka zajęcia na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym bez wynagrodzenia, a kiedy związała się na stałe z mężczyzną i zaszła w ciążę, dyrektor miał wycofać z resortu zdrowia wniosek o awans dla niej.

Kiedy Dela złożyła pozew o molestowanie, została dyscyplinarnie zwolniona. Jak się okazało, była wtedy w ciąży.

Wątpliwości wokół przetargu

To niejedyny wątek odwołania Juszczyka. "Wyborcza" pisze także o przetargu na nową siedzibę NIZP-PZH. Budynek, w którym mieści się obecnie Instytut, jest chroniony przez konserwatora zabytków. Nie da się więc w nim przeprowadzić remontu. Nowa siedziba ma powstać w stolicy i kosztować około 300 mln zł.

Rząd planował sfinansowanie tej inwestycji ze środków KPO. Przetarg na program funkcjonalno-użytkowy dla nowej siedziby dotyczył dwóch, a nie, tak jak zwykle, trzech etapów realizacji zamówienia. Do tego wycena sporządzona przez jedną z firm była rażąco niska. Według gazety chodziło o to, by wartość zamówienia nie przekroczyła 957 tys. zł netto. Gdyby tak się stało, trzeba by było rozpisać przetarg unijny, a nie krajowy.

W przetargu wzięła udział tylko jedna firma, której oferta nieznacznie przekroczyła próg uruchamiający unijne procedury. W Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego powstał wówczas konflikt. A dział zamówień publicznych chciał unieważnienia przetargu.

Nie stało się tak jednak, ponieważ umowę w imieniu Instytutu podpisała Anna Dela, pełnomocniczka dyrektora ds. operacyjnych. - Od tego czasu miałam w pracy coraz więcej kłopotów. Zgłosiłam dyrektorowi, że nie chcę podpisywać dokumentów związanych z kolejnymi przetargami związanymi z budową już na naprawdę wielkie pieniądze. Chyba że on zgodzi się, by te przetargi zostały objęte parasolem antykorupcyjnym. Wtedy wszystko odbywa się za wiedzą CBA. Dyrektor Juszczyk nie zgodził się jednak na parasol antykorupcyjny – mówiła "Gazecie Wyborczej".

RadioZET.pl/"Gazeta Wyborcza"