W KE panuje ślepa wiara we własny "seksapil". Wybory były kubłem zimnej wody [OPINIA]

30.05.2019 08:37
W KE panuje ślepa wiara we własny "seksapil". Wybory były kubłem zimnej wody [OPINIA]
fot. Jacek Domiński/Reporter

Bliski jest mi pogląd, że to nie PiS wygrało te wybory, a przede wszystkim przegrała je Koalicja Europejska. Opozycja uznała, że przy tak dużych antyrządowych nastrojach, samo zjednoczenie pięciu partii opozycyjnych wystarczy, aby wyborcy potraktowali ją jak najnowszy model smartfona, o którym prawie każdy marzy. Wybory pokazały, że jest zgoła odwrotnie.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

W 2015 roku sztabowcy Bronisława Komorowskiego wyszli z założenia, że kampania wyborcza ubiegającego się o reelekcję prezydenta, nie musi obfitować w treść i rozmach, wszak większość sondaży i tak daje mu niemal pewne zwycięstwo i to już w pierwszej turze. Zręcznie ujął to w jednej ze swych wypowiedzi redaktor Adam Michnik, przekonujący wówczas, że Komorowski mógłby przegrać wybory prezydenckie jedynie wtedy, gdyby "pijany przejechał na pasach zakonnicę w ciąży".  Finalnie żadna zakonnica nie została przejechana, a Komorowski i tak wybory przegrał.

Zobacz także

Trudno oprzeć się wrażeniu, że w łudząco podobny sposób przegrała właśnie Koalicja Europejska. Prawo i Sprawiedliwość podeszło do tych wyborów śmiertelnie poważnie. Kaczyński miał świadomość, że ich wynik może przesądzić o zwycięstwie w jesiennych wyborach parlamentarnych, a pojawiające się sondaże wskazywały jedynie na wielką niewiadomą. Rządzący sięgnęli zatem po swoje najmocniejsze działo. Na listy wyborcze oddelegowali najpopularniejszych polityków, w ekspresowym tempie obiecywali i realizowali kolejne transfery socjalne, błyskawicznie reagowali na wszystkie bieżące wydarzenia w kraju, a telewizyjna propaganda dwoiła się i troiła, aby zmobilizować elektorat do stawienia czoła "zachodniej zgniliźnie", która chce zniszczyć chrześcijańską cywilizację, a przy okazji rękami totalnej opozycji odebrać Polakom "500 plus".

W tym samym czasie Koalicja Europejska spała. Odpowiedzialni za kampanię KE, podobnie jak sztabowcy Komorowskiego w 2015 roku, wyszli najwyraźniej z założenia, że jakiekolwiek zaangażowanie jest zbyteczne, bo przy zjednoczeniu aż pięciu partii opozycyjnych, wybory są z góry wygrane. 

W czasie gdy kandydaci PiS kilkukrotnie odwiedzali wszystkie powiaty, a z Nowogrodzkiej zaczęły płynąć prounijne, euroentuzjastyczne deklaracje, Koalicja Europejska ograniczyła się do pozbawionych werwy cotygodniowych konwencji, z których poza dużą dawką wzajemnej adoracji, nie płynęła żadna treść i żadne propozycje programowe. KE uznała, że przy tak dużych antyrządowych nastrojach, samo zjednoczenie opozycji wystarczy, aby wyborcy potraktowali ją jak najnowszy model smartfona, o którym prawie każdy marzy. Nie wzięli jednak pod uwagę, że nastroje antyopozycyjne są jeszcze większe, a lider PO Grzegorz Schetyna właśnie prześcignął w rankingu nieufności Jarosława Kaczyńskiego.

Zobacz także

Bliski jest mi pogląd, że to nie PiS wygrało te wybory, a przede wszystkim przegrała je Koalicja Europejska. Potwierdzają to statystyki. W wyborach parlamentarnych w 2015 roku partie tworzące Koalicję Europejską (PO, PSL, SLD, Nowoczesna, Zieloni) zdobyły łącznie 44,37 proc. głosów (paradoksalnie więcej niż zwycięski wówczas PiS). W ubiegłorocznych wyborach do sejmików wojewódzkich uzyskały już 46,81 proc. W minionych wyborach europejskich, pierwszych pod wspólnym szyldem, poparcie to spadło do 38,47 proc. Oznacza to, że wspólny front opozycji nie tylko nie zagwarantował spodziewanego bonusu w postaci dodatkowego poparcia za "zjednoczenie", a wielu potencjalnych wyborców zwyczajnie zniechęcił. 

Nie oznacza to jednak, że projekt Koalicji Europejskiej pozbawiony jest sensu i należy czym prędzej wyrzucić go do śmietnika. KE może wygrywać z PiS, ale politycy głównie platformerskiej opozycji muszą wreszcie obudzić się ze stanu zbiorowej bezrefleksyjności i ślepej wiary we własny "seksapil".

Koalicja Europejska potrzebuje zatem solidnego programu i poważnej oferty szczególnie w obszarze społecznym, na którym przegrywa z PiS w sposób druzgocący. Będzie to jednak zadanie szczególnie trudne z co najmniej dwóch powodów. Platforma i Nowoczesna zdaje się wciąż nie zrozumiały, że znaczna część społeczeństwa nie kupuje już neoliberalnych mądrości pt. "weź kredyt, zmień pracę" i "nie da się, budżet tego nie wytrzyma". Tym bardziej desperackie zapewnienia typu "damy wam to, co daje PiS i oddamy to, co PiS wam zabrał", brzmią tutaj wyjątkowo mało wiarygodnie. Dodatkową przeszkodą są programowe różnice między podmiotami tworzącymi Koalicję Europejską. Trudno jest wyobrazić sobie wspólny mianownik między konserwatystami, socjaldemokratami, chadekami i neoliberałami, w obszarze opieki zdrowotnej, polityki prorodzinnej, praw pracowniczych, czy systemu emerytalnego. Są to bowiem kompletnie różne światy.

Zobacz także

Parafrazując Winstona Churchilla, można powiedzieć, że Koalicja Europejska to dla opozycji najgorsze rozwiązanie, ale jak dotąd nie wymyślono lepszego. Samodzielny start poszczególnych ugrupowań to zbyt duże ryzyko, że część z nich nie przekroczy progu wyborczego, a w konsekwencji umocni PiS w Sejmie. Aby KE miała szansę podjąć równorzędną rywalizację z rządzącymi, musi w pierwszej kolejności uświadomić sobie jak bardzo w ciągu ostatnich czterech lat zmieniła się Polska, i że język, który w 2007 i 2011 gwarantował wygraną, bezpowrotnie odszedł w zapomnienie.