Zamknij

PiS chciało odrzucić projekt o Instytucie Rodziny? To miało być ostrzeżenie dla Wróblewskiego

03.12.2021 21:57
Bartłomiej Wróblewski
fot. Tomasz Jastrzębowski/REPORTER

PiS celowo chciało odrzucić projekt ustawy dotyczący powołania Instytutu Rodziny i Demografii - ustaliła Wirtualna Polska. Miało to być ostrzeżenie dla stojącego za inicjatywą Bartłomieja Wróblewskiego, który gromadzi wokół siebie grupę radykalnych posłów. Ostatecznie projekt skierowano do pracy w komisjach, bo cześć parlamentarzystów opozycji nie głosowała bądź tłumaczyła się problemami z oddaniem głosu.

Sejm głosował w czwartek nad wnioskiem o odrzucenie w pierwszym czytaniu projektu ustawy o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii. Za było - 204 posłów, przeciw - 205, a 24 wstrzymało się od głosu. Tym samym wniosek nie uzyskał większości i projekt skierowano do Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej.

WP: PiS chciało odrzucić projekt Wróblewskiego. To miało być ostrzeżenie

Arytmetyka wyraźnie wskazuje, że nie wszyscy posłowie klubu PiS (których jest obecnie 228) poparli tę inicjatywę. Aż 19 z nich - w tym rzeczniczka Anita Czerwińska i bliski współpracownik Jarosława Kaczyńskiego Marek Suski - wstrzymało się od głosu, 10 nie głosowało (w tym tacy, którzy brali udział w innych głosowaniach), a dwoje "kliknęło" za odrzuceniem.

Jak dowiedziała się Wirtualna Polska, taki rozkład głosów to nie przypadek. PiS dało bowiem zielone światło na utrącenie tego projektu. To miało być ostrzeżenie dla jego autora Bartłomieja Wróblewskiego. Ostatecznie operacja ta się nie udała - do odrzucenia zabrakło jednego głosu, bo cześć parlamentarzystów opozycji nie głosowała bądź tłumaczyła się problemami z oddaniem głosu.

Dlaczego Wróblewski ma być na cenzurowanym w swojej partii? Według ustaleń WP poseł z Poznania - były kandydat na RPO oraz autor wniosku do Trybunału Konstytucyjnego ws. aborcji - "próbuje budować swoją frakcję radykałów", na co nieprzychylnym okiem patrzy kierownictwo. Absencja w głosowaniu (bądź wstrzymanie się od "za" i "przeciw") miała być dla niego sygnałem ostrzegawczym, by poskromił swoje działania. 

Konserwatyści w PiS, którzy nie są oszołomami, nie mogą dopuścić do sytuacji, że będziemy się ścigać na to, kto jest większym fundamentalistą. W ostatnim czasie obserwujemy dość liczną grupę w naszym klubie, która chce przyciągać skrajnie radykalny elektorat. Jeśli tego nie ukrócimy, staniemy się ich zakładnikami

jeden z informatorów WP

PiS ma obecnie niewielką i niepewną większość w Sejmie. Do 228 reprezentantów klubu dochodzi troje posłów Kukiz'15 oraz dwóch niezrzeszonych głosujących razem z władzą. W minimalnej przewadze nad opozycją i ryzyku utraty większości "radykałowie" dostrzegli swoją szansę w zbudowaniu silniejszego stronnictwa, które - wedle ich założeń - mogłoby mieć decydujący wpływ na politykę rządzących.

Wróblewski "tworzy frakcję radykałów"? Poseł PiS: jestem zdziwiony

Inny poseł - także pragnący zachować anonimowość - przyznaje, że wokół Wróblewskiego gromadzą się osoby, które "chcą się budować na antyszczepionkowcach" i "zaczynają być dla nas problemem". Obawiają się, że Instytut stanie się "siłą napędową" dla takich organizacji jak radykalnie konserwatywne Ordo Iuris, którego członkowie chcieliby m.in. całkowitego zakazu aborcji.

Zarzucają również Wróblewskiemu, że nie zapoznał większości klubu ze szczegółami swojego przedsięwzięcia. Co na to sam zainteresowany? W rozmowie z Wirtualną Polską wyraził zdziwienie tymi zarzutami. Zapewnił przy tym, że inicjatywa ma zapewnione przez Kancelarię Premiera wsparcie finansowe oraz aprobatę prezesa Kaczyńskiego.

Wydawało mi się, że sprawy rodziny i demografii są dla całej Zjednoczonej Prawicy absolutnym priorytetem

Bartłomiej Wróblewski

Z kolei anonimowe opinie posłów PiS przytoczone w artykule WP uważa za "nieuczciwie" i wolałby, że przedstawili oni zarzuty "pod imieniem i nazwiskiem". - PiS zawsze powinno stać po stronie wartości, spraw rodziny, szczególnie w obecnej niełatwej sytuacji - powiedział. 

Polski Instytut Rodziny i Demografii. Co zakłada projekt?

Autorzy projektu o Polskim Instytucie Rodziny i Demografii podkreślają, że jego głównym zadaniem mają być m.in. "rzetelne i wszechstronne" badania nad demografią i dzietnością w Polsce oraz monitorowanie trendów związanych z demografią i wypracowywanie odpowiednich rekomendacji w celu przeciwdziałania występowaniu negatywnych zjawisk w tej dziedzinie.

Prezes Instytutu - powoływany przez Sejm na 7-letnią kadencję - ma być w założeniu uprawniony m.in. do udziału w stosownych postępowaniach, wnioskowania o wystąpienie z inicjatywą ustawodawczą oraz inicjowania stosownych zmian w prawie miejscowym. Jego roczny budżet miałby wynosić 30 mln zł z pieniędzy podatników. 

W czasie pierwszego czytania w Sejmie opozycja wskazywała, że projekt daje prezesowi Instytutu zbyt szerokie kompetencje. Zwracano uwagę na długość kadencji, uprawnienia niemal prokuratorskie oraz fakt, że byłby on praktycznie nieodwoływalny.

- Będzie mógł żądać wszczęcia postępowania w sprawach cywilnych dotyczących rodzin, sprawach rodzinnych w szczególności dotyczących stosunku między rodzicami a dziećmi. Będzie mógł brać udział w postępowaniach dotyczącym nawiązania stosunku przysposobienia, sprawach nieletnich czy będzie mógł dołączyć np. do postępowań rozwodowych - powiedziała posłanka Monika Rosa z klubu Koalicja Obywatelska. Rosa zwróciła też uwagę, że "pracownicy Instytutu będą bez żadnych obostrzeń mogli posługiwać się danymi osobowymi bez zgody RODO, na podstawie pisemnego upoważnienia". 

RadioZET.pl/PAP/wp.pl

C