Braun dla RadioZET.pl: Nie chcemy tęczowej republiki zboczeńców, ani jakiejś kolonii półżydowskiej [WYWIAD]

04.10.2019 11:30
Grzegorz Braun
fot. Błażej Makarewicz/ Radio ZET

Nieprzypadkowo szambo wybiło w Warszawie. Nie ma przypadków, są tylko znaki. Tak właśnie przedstawia się stan polskiego życia publicznego, od kiedy po ulicach naszych miast paradują dewianci, których chętnymi promotorami okazują się notabene ambasadorowie obcych państw: Stanów Zjednoczonych i żydowskiego państwa położonego w Palestynie mówi w rozmowie z portalem RadioZET.pl Grzegorz Braun, kandydat Konfederacji Wolność i Niepodległość do Sejmu.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Błażej Makarewicz: Podczas ostatniej wizyty w USA, prezydent Duda podpisał porozumienie o zwiększeniu obecności amerykańskich wojsk w Polsce. Pan się cieszy z tego, że będzie u nas coraz więcej amerykańskich żołnierzy?

Grzegorz Braun: Wojsko polskie i tylko wojsko polskie. Polski żołnierz w polskim mundurze jest bezpiecznym rozwiązaniem problemów obronności i bezpieczeństwa państwa, a nasi sojusznicy, przecież poważni ludzie, najlepiej o tym wiedzą. Gdyby rzeczywiście zależało im na bezpieczeństwie starego kontynentu, to maja do zapewnienia takiego bezpieczeństwa bardzo prostą drogę.

Jaką?

Wzmacniać wojsko polskie. Ponieważ istnienie suwerennego państwa polskiego jest, co zresztą bardzo łatwo historycznie wykazać, elementem stabilizującym cały układ geopolityczny Europy, a zatem i układ transatlantycki. Jeśli zatem Stany Zjednoczone Ameryki Północnej nie mają woli podnoszenia wojska polskiego na wyższy poziom, to właśnie dlatego, że nie chcą, aby państwo polskie było czymś więcej niż tylko lojalnym podwykonawcą, wasalem w tej części świata.

Tymczasem rząd PiS nieustannie podkreśla, że nareszcie, po wielu latach, polska polityka zagraniczna „wstała z kolan”.

Polska polityka zagraniczna nie wstaje z kolan, tylko zmienia klęczniki.

I na jaki klęcznik się teraz zdecydowano według Pańskich obserwacji?

Warszawa podejmuje się funkcji już nie wasala, a lokaja, wobec Waszyngtonu. I szanowny panie redaktorze, ja mogę mówić o tych sprawach powołując się na wypowiedzi polityków i publikacje think tanków amerykańskich. Zwracam uwagę na niedoceniony, zignorowany  w naszej publicystyce krajowej raport Centrum Analiz Strategiczno-Budżetowych (Center for Strategic and Budgetary Assessments). Te publikacje doby dobrej zmiany, bardzo jednoznacznie wyrażają rzeczywiste intencje naszego sojusznika. Mowa tam o tym, że lokalny sojusznik, tj. Polska, ma być utrzymywany na poziomie, cytuję: Hezbollahu. A zatem na poziomie partyzantki użytecznej do realizowania zadań, nazwijmy to dywersyjnych. Broń Boże nie chodzi jednak o podniesienie wojska polskiego na poziom, który pozwalałby państwu polskiemu przejawiać jakąkolwiek własną inicjatywę geostrategiczną w regionie. Amerykanie mówią to otwartym tekstem. Zwrócę uwagę na fakt, że w czasie gdy pan prezydent belwederski Duda, a za nim media warszawskie, z początkiem tego lata ogłaszali decyzje o zakupie F-35 w większej ilości, to w tym samym czasie amerykańscy generałowie lotnictwa, wyrażali uprzejme prośby wobec komisji Kongresu, żeby nie dawać im więcej F-35, bo oni wolą starsze i tańsze F-15. My jednak, bez żadnej procedury przetargowej, zadeklarowaliśmy już, że nabędziemy te nowszej konstrukcji maszyny. Musze to podkreślić, nie jestem przeciwnikiem, jestem wręcz fascynatem modernizacji technicznej, ze szczególnym uwzględnieniem myśli konstruktorskiej w lotnictwie. Wiem jednak, że te maszyny w wojsku polskim nie należą do kategorii pierwszych potrzeb. Ci którzy dzisiaj redukują potrzeby obronne państwa polskiego do instalacji obcych baz na naszym terytorium, to ignoranci, szaleńcy, lub zdrajcy stanu.

Kilka miesięcy temu złożył Pan doniesienie do prokuratury na samego siebie. Ta nietypowa sprawa miała jakiś finał?

Żadna w tym moja zasługa. Jestem zapewne jedynym kandydatem w tych wyborach, który ma na papierze urzędowym, że nie jest ani faszystą, ani ruskim agentem. Mnie bowiem nie stać na to, żeby latami procesować się z mediami gadzinowymi, czy to lewackimi, czy prawackimi, żeby zabiegać o ochronę moich dóbr osobistych jakimiś niekończącymi się procesami. W związku z tym sprawę ucinam krótko. Zgłaszam do prokuratury, że są ludzie, którzy rozpowiadają o mnie najdziksze insynuacje i najstraszniejsze posądzenia. Napisałem wprawdzie, że stoję na gruncie polskiej racji stanu i nie służyłem, nie służę i nie mam zamiaru służyć w przyszłości jakimkolwiek innym państwom, ale oskarżenia kierowane wobec mnie są zbyt poważnego kalibru, żeby prokuratura miała poprzestawać na moich subiektywnych przekonaniach i indywidualnych zapewnieniach. I tak z początkiem tego roku, zawiadomiłem prokuraturę, wskazałem źródła tych pomówień, wskazałem postaci, nie tylko publicystów, ale i polityków. Finalnie prokuratura zawiadomiła mnie, że odmawia wszczęcia dochodzenia w tej sprawie. A skoro tak, to znaczy, że prokuratura najwyraźniej nie dopatruje się w moim postepowaniu jakichkolwiek poszlak przestępstwa. Żarty, żarty, ale ja nie mam innych sposobów, żeby się bronić przed pomówieniem. Przyzna pan panie redaktorze, że to, że dzisiaj rozmawiamy, to bardzo rzadka okazja. Obowiązuje przecież, wydany na mnie, nie wiadomo przez kogo i gdzie, ale skrzętnie egzekwowany, wyrok śmierci cywilnej. Można przypisać mi każdą najgorszą intencję i każdą moją myśl można sprowadzić do absurdu, a ja nie mam możliwości odpowiedzi. Co do mnie nie obowiązuje też ta prosta zasada, że w fachu dziennikarskim należy przynajmniej dla porządku zapytać, „czy pan potwierdza, czy pan zaprzecza, że jest wielbłądem.” W związku z tym ja kieruję pismo do prokuratury i oto mam na papierze: nie jestem wielbłądem.

Ja także potwierdzam, że nie jest Pan wielbłądem. Chciałbym natomiast, abyśmy wyobrazili sobie teraz, że jest pan parlamentarzystą. Jakie będą dwie pierwsze inicjatywy, które jako Konfederacja będziecie chcieli przeprowadzić w nowym Sejmie?

Panie redaktorze, to bardzo poważne sprawy, a ja staram się bardzo poważnie traktować moją współpracę z moimi braćmi konfederatami z Ruchu Narodowego, Wolności Korwina. Dziś to także i inne środowiska i w związku z tym, nie przyznaję sobie w tym zacnym gronie samozwańczej roli solisty. I bardzo poważnie odpowiadam, że to jakie inicjatywy ustawodawcze zgłosimy, to będzie przedmiotem naszych wspólnych rozważań i decyzji politycznych. Ja nie po to współtworzę Konfederację, żeby się na jej tle lansować.

W takim razie zapytam inaczej. Jakie dwie kwestie będą osobiście dla Pana kluczowe?

Odsyłam Pana do moich programowych wypowiedzi, w których chwała Bogu, po latach nie muszę zmieniać ani litery. To chociażby moje deklaracje publiczne z kampanii prezydenckiej w 2015 roku. Mówiłem tam o sprawach najważniejszych z mojego punktu widzenia, jednym tchem wymieniając np. sprawę konieczności pozyskania broni niekonwencjonalnej dla wojska polskiego i intronizację Chrystusa Króla. Ja nie traktuję rozłącznie tych kwestii.

Codziennie słyszymy, jak bardzo zmieniło się życie Polek i Polaków za sprawą np. programu 500 plus. Ale jak miałoby się ono zmienić za sprawą intronizacji Chrystusa Króla?

To zupełnie oczywiste. Chodzi o to, żeby było jasne w jakim kręgu cywilizacyjnym chcemy się znajdować. Z jakich zasad, pryncypiów podstawowych, chcemy wywodzić szczegółowe rozwiązania w naszym prawodawstwie. Bez wskazania tych źródeł skazani jesteśmy na…

Nihilizm. To już wiemy.

Jesteśmy skazani na mające właśnie dzisiaj miejsce próby wrogiego przejęcia naszej państwowości przez przeciwne naszej cywilizacji, antycywilizacyjne projekty. Mam na myśli bezpieczeństwo życia ludzkiego, które jest wciąż kwestionowane. Mam na myśli kategorię normalnej rodziny i małżeństwa, które są permanentnie rozmywane przez rewolucyjne zapędy, realizowane także i na naszym terytorium. Mam na myśli wreszcie stosunek do własności. Przecież sprawa roszczeń żydowskich jest tutaj szczególnym przypadkiem próby implementacji obcych naszej tradycji, także kategorii prawnych. Te roszczenia nie mają żadnego gruntu, żadnego uzasadnienia ani historycznego, ani prawnego właśnie, ani logicznego. Jeśli więc chcemy bronić się przed takimi napaściami, no to musimy sami dobrze wiedzieć, na czym stoimy. Wyraźne wskazanie cywilizacji łacińskiej jako bazy, fundamentu naszego projektu państwowego, jest tutaj we wszystkich tych sprawach niezmiernie istotne.

Grzegorz Braun
fot. Karolina Misztal/ Reporter

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują jednak dość jednoznacznie, że Polacy największą wagę przywiązują obecnie do programów socjalnych, które od czterech lat PiS z powodzeniem realizuje. Rządzący idą jednak dalej. W tej kampanii obiecują już radykalny wzrost wynagrodzeń, kolejne trzynastki, a nawet czternastki dla emerytów.

To właśnie jest polityka korumpowania, przekupywania wyborców ich własnymi pieniędzmi. To jest też typowe, charakterystyczne dla myślenia socjalistów, bez względu na to, czy narodowych, czy międzynarodowych. Rozwiązywanie problemów, które nie zaistniałyby w normalnej sytuacji. Rozwiązywanie problemów, które władza sama wcześniej wykreowała. Co mam tutaj na myśli? Dla żadnego ekonomisty to nie ulega wątpliwości, że hamowanie wzrostu płac w Rzeczypospolitej było w ostatnich latach związane, nie waham się użyć tego sformułowania, z państwowym importem niewykwalifikowanej siły roboczej z zagranicy, np. z Ukrainy. W interesie korporacji, które systemowo korzystają z takiej najniżej wykwalifikowanej siły roboczej, sprowadzono do Polski w latach 2017-2018 łącznie milion przybyszów z Ukrainy. I teraz trzeba podnosić płacę minimalną. Ale jak to w socjalizmie, to jest przeciąganie przykrótkiej kołdry. To jest w istocie program Wenezuela plus. W Wenezueli wszyscy są już milionerami, bo płaca minimalna przekroczyła nominalnie milion. I co z tego?

Czyli programów, jak to PiS nazywa „społeczno-rozwojowych” na próżno u Was szukać?

Konfederacja nie idzie z programem dalszego mamienia, łudzenia i przekupywania Polaków ich własnymi pieniędzmi. Konfederacja idzie z programem powszechnej ulgi podatkowej dla wszystkich bez antagonizowania pracodawców i pracobiorców, lekarzy, pielęgniarek, nauczycieli, czy rodziców. PIT zero procent. Przecież ściągalność tego podatku jest obarczona tak genetycznie wbudowanymi błędami, kosztami, a wpływy budżetowe nie są decydujące. Jednocześnie istnieje cały aparat fiskalny, który trzeba utrzymywać oraz legion księgowych, rachmistrzów, którzy muszą pomóc większości normalnych ludzi nieradzących sobie z PIT-em w złożeniu deklaracji podatkowej. My konfederaci, chcemy to wszystko leczyć, ale nie objawowo, tylko u korzeni. PIT to jest podatek nie tylko nieefektywny, ale też i niegodziwy, bo naliczanie podatków od dochodów osobistych musi wiązać się przecież z zaglądaniem przez państwo każdemu do kieszeni. To właśnie jest obce naszemu pojmowaniu zasad cywilizacyjnych. Dalej to dobrowolność składki ZUS. Dalej to precz z podatkami ukrytymi, których nawet nie nazywa się podatkiem. Nazywa się je składką, daniną, akcyzą, abonamentem. My z tym wszystkim chcemy się rozstać. Po to, żeby rzeczywiście państwo odchudzić, ale jednocześnie wzmocnić. Po to, żeby państwo zajmowało się poważnymi sprawami: wojsko, policja, sądy i doprawdy niewiele więcej ponadto. A reszta do michałki i zasłona dymna, za którą wyłania się całe to rojowisko ludzi, którzy w mętnej wodzie łowią ryby. Którzy żywią się z tego, że utrzymywany jest ucisk fiskalny i talmudyzm biurokratyczny. My konfederaci chcemy, żeby Polacy byli narodem wolnych ludzi, a nie niewolników żyjących z ochłapów tego, co im wcześniej państwo odbierze.

Każda władza, niezależnie czy z tzw. prawej, czy lewej strony, zawsze odpowie Panu w takiej sytuacji, że likwidacja podatku dochodowego będzie skutkować brakiem środków na i tak mocno niedofinansowane w Polsce usługi publiczne, jak chociażby na znajdującą się w kryzysie permanentnym opiekę zdrowotną. Wierzy Pan, że przekonacie Polaków do prywatyzacji służby zdrowia?

Panie redaktorze, nie przekonam Pana na poziomie uogólnień, wobec tego proszę zapoznać się z konkretnym przykładem. Kandyduję z Podkarpacia, z okręgu 23, dlatego tu pracowałem już na wiosnę w kampanii eurokołchozowej. Coraz więcej się dowiaduję, coraz lepiej poznaję mój okręg. Jeden konkretny przypadek. Z początkiem tego roku w mieście Rzeszowie zdarzył się alarm bombowy. Na szczęście fałszywy. Wszystko dobrze się skończyło. Jednak w związku z tym alarmem służby miejskie dokonały sprawnej ewakuacji gmachów, w których swoje siedziby mają ZUS i NFZ. I otóż ewakuowano stamtąd bodajże 700 osób. Szanowny panie redaktorze, to małe miasteczko. Oświadczam panu, żaden naród, żadne państwo nie uniesie tego ciężaru. Musimy zdjąć ten garb biurokratyzmu, fiskalizmu, który przygniata polskiego i pracodawcę i pracobiorcę, zarówno przedsiębiorcę i pracownika. My ten garb zdejmiemy, uwalniając ten przeogromny potencjał, który cechuje nasz naród, ujawniający swoje możliwości i talenty niestety już na emigracji. Widzi pan przecież, że ludzie nie z własnej woli, ale popchnięci do tego koniecznościami życiowymi szukają i pracy i możliwości realizowania się w dziedzinie przedsiębiorczości poza granicami kraju. My chcemy, żeby państwo polskie przestało zniechęcać własnych obywateli do siebie. Chcemy, żeby Polacy szanowali, a kto wie, może z czasem i polubili własne państwo.

Co innego pokazują coroczne badania, chociażby słynny World Happiness Report. Okazuje się, że najbardziej lubią swoje państwa Skandynawowie, czyli obywatele krajów, które słyną z wysokich podatków i wysokiego poziomu opiekuńczości państwa.

Panie redaktorze, poziom wody w mózgu jaką polityka poprawności politycznej, rewolucji różowej, tęczowej, zielonej, zdołała przeprowadzić w sercach i umysłach obywateli państw skandynawskich, już dawno przekroczył stany alarmowe. To dotyczy zresztą nie tylko Skandynawii, ale krajów położonych także i w Europie Zachodniej. To są społeczeństwa i narody, które już dawno uległy, jak to mówimy, samozaoraniu. I w związku z tym nie polecam doskakiwania do tej poprzeczki, którą akurat tam nam zawieszą. My chcemy, żeby Polacy żyli u siebie i na swoim. Żeby bezpieczna była nasza tradycja i nasze dziedzictwo. Zarówno w wymiarze duchowym jak i materialnym. Chcemy bezpieczeństwa wiary, rodziny i własności Polaków, a nie bezmyślnego przenoszenia wzorów dyktowanych przez obce biurokracje. My konfederaci chcemy państwa polskiego, a nie landu eurokołchozowego. Nie chcemy tęczowej republiki zboczeńców, nie chcemy Rzeczypospolitej przyjaciół POLIN prezydenta Dudy, i wreszcie nie chcemy jakiejś półkolonii żydowskiej, czy banderowskiej. Chcemy państwa polskiego, przede wszystkim dla normalnych Polaków. Nie będą Niemcy, ani Żydzi przepisywać nam historii. Nie będą zboczeńcy wychowywać naszych dzieci. To są cele Konfederacji Wolność i Niepodległość i mam nadzieję, że mimo bariery przemilczenia i przekłamania w mediach, te nasze tezy programowe docierają coraz powszechniej do świadomości naszych wyborców. Mam nadzieję, że po trzynastym października, wszyscy razem znajdziemy się w lepszej, bezpieczniejszej, właśnie dzięki wejściu Konfederacji do gry, Polsce.

Bierzecie pod uwagę koalicję z PiS?

Żebyśmy tylko takie problemy mieli. Żebyśmy tylko takie problemy mieli, że silny klub poselski Konfederacji przebiera w koalicjantach. Wtedy będziemy o tym rozmawiali i nad tym się będziemy zastanawiali. Dzisiaj są to doprawdy pytania na wyrost, a proszę zresztą obserwować, jaki to ciekawy fenomen, że nie tylko media reżimowe zwane dla zmylenia przeciwnika publicznymi, ale też wszystkie media związane z całą bandą czworga są przeciwko Konfederacji. Zaiste, niesłychane to wyróżnienie dla nas, że z pięciu komitetów ogólnopolskich, my mamy przeciw sobie wszystkich. Zjednoczony front przemilczenia i zakłamania. To jest najlepsze wskazanie dla wyborców, którzy nie chcą kontynuacji układu okrągłostołowego, czy wyrobu polsko-podobnego, tylko chcą państwa polskiego. Nie chcą u władzy tych, którzy, po pierwsze, sprawują ją przez lata, a po drugie władzę mając, nie chcą jej używać. Rządy ostatnich dekad dokonywały w Polsce zmian kadrowych, ale nie ustrojowych. Zmiany polegały na wymienianiu „nie naszych” na „naszych”. 

Wspomniał Pan wcześniej o kampanii na Podkarpaciu. Wątek tzw. afery podkarpackiej i wszystkich okoliczności jej towarzyszących, pojawia się podczas Pańskich spotkań z wyborcami w regionie?

Nieskromnie odnotować mogę, że to ja właśnie w kampanii wiosennej deklarowałem potrzebę rozmontowania „układu podkarpackiego”. Na wiosnę wskazywałem m.in. na informacje podane do wiadomości publicznej przez nieboszczyka „Cygana” Kosteckiego. Na wiosnę on był jeszcze na tym świecie. Minęło lato, nie ma go już wśród żywych świadków tej historii. Ale są i inni. Na wiosnę mówiłem o tym, jak niebezpieczne dla państwa, nie tylko dla Podkarpacia, ale dla całego państwa polskiego jest prawdopodobne uwikłanie pierwszych osób w państwie, z przykładowym marszałkiem Kuchcińskim w aferę z udziałem ukraińskiego pochodzenia stręczycieli. Mówiłem o tym na wiosnę i nie pomyliłem się. Marna to dla mnie satysfakcja, ale mijający czas potwierdza tylko trafność moich diagnoz.

Grzegorz Braun
fot. Piotr Molecki/ EastNews

Ponad 80 proc. badanych uważa, że członkostwo Polski w Unii niesie za sobą korzyści dla naszego państwa. Blisko 90 proc. deklaruje, że jest za pozostaniem Polski w strukturach Unii. Nadal marzy Wam się POLEXIT?

Myślę, że na wiosnę dosyć się na ten temat nagadaliśmy. Przede wszystkim szanowny panie redaktorze, my nie jesteśmy rewolucjonistami. My jesteśmy kontrrewolucjonistami. I cokolwiek czynimy i czynić będziemy, to z poszanowaniem prawa, tak wewnętrznego, jak i międzynarodowego. Żadnych gwałtownych ruchów, ale zdecydowane działania. Jeśli idzie o eurokołchoz, to znowuż na poziomie ogólników nie przekonamy się wzajemnie. Zejdźmy więc na poziom detali, realiów. Wie pan, to nawet za niemieckiej okupacji tak nie było, żeby świnka hodowana we własnej zagrodzie, na własny użytek, musiała się legitymować ausweisem. A dzisiaj tak właśnie jest. To nie jest świat, w którym chcielibyśmy, żeby żyły nasze dzieci.

To może zamiast skandować „precz z eurokołchozem”, lepiej byłoby zaproponować plan reformy Unii np. w duchu Waszych wartości?

Unia Europejska, że tak powiem, już dawno wycofała się sama z siebie. Unia dzisiaj nie jest już tym, do czego nas zapraszano przed dwudziestu paru laty. Unia Europejska zmieniła priorytety. Nas, Polaków, wabiono i mamiono perspektywą wolności podróżowania, wolności prosperowania. Dzisiaj przesunięto zupełnie akcenty. Europejska armia? Dyktatura sodomitów? W dodatku realizowana z wykorzystaniem umów międzynarodowych i systemu edukacji? To są rzeczy, na które my się nie piszemy i jesteśmy spokojni o to, że właśnie wśród narodów europejskich jeszcze nie wszyscy są chętni, żeby żyć w tej eurokomunie. Tam znajdziemy najlepszych sojuszników, którzy pozwolą nam, nawet jeśli nie z dnia na dzień ten system okiełznać, to w każdym razie ograniczyć jego dolegliwości.

Skąd ten radykalizm, wrogość wobec osób o innej orientacji seksualnej? Kilka miesięcy temu postulował Pan nawet, aby penalizować homoseksualizm i stosować wobec homoseksualistów karę… batożenia.

Panie redaktorze, jak widać pada pan ofiarą tego samego systemu, który pan współtworzy. Z całym szacunkiem, ponieważ nie odwołuje się pan do moich myśli, do moich wypowiedzi, tylko odnosi się pan do tego, co inni powiedzieli o tym, że ja mówię…

Doskonale pamiętam tę wypowiedź. Padła w pewnym internetowym programie publicystyczno-informacyjnym. Zgadza się?

No właśnie. Więc bardzo proszę przejrzeć, odsłuchać, zapoznać się i zobaczy Pan, że nie odnosi się Pan w istocie do tej konstrukcji myślowej, którą zaproponowałem. Ja szanowny panie redaktorze zwracam uwagę na to, że właśnie w naszych czasach ujawnia się kompletne bankructwo filozofii tolerancjonizmu. Okazuje się, że zmiana prawa, która w Polsce dokonała się na początku lat 30., kiedy to z kodeksu karnego wykreślono karanie czynów sodomskich, że to było wstąpienie na ścieżkę, która prowadzi do agresji ze strony dewiantów i promotorów dewiacji.

Jakiej agresji?

Tą agresją jest bez wątpienia, inwazyjne dla naszego życia publicznego, epatowanie swoją seksualnością np. poprzez urządzanie widowisk, parad, w miejscach publicznych. To bądź co bądź tego lata, miały miejsce te przełomowe dla życia naszego narodu fakty, tzn. parady zboczeńców w większości dużych miast w Polsce, parady osłaniane przez policję, która pacyfikowała, nękała, a w niektórych miejscach nawet turbowała normalnych ludzi, którzy chcieli się temu złu przeciwstawić. Bo to jest zło panie redaktorze. Nieprzypadkowo szambo wybiło w Warszawie. Nie ma przypadków, są tylko znaki. Tak właśnie przedstawia się stan polskiego życia publicznego, od kiedy po ulicach naszych miast paradują dewianci, których chętnymi promotorami okazują się notabene ambasadorowie obcych państw: Stanów Zjednoczonych i żydowskiego państwa położonego w Palestynie.

Wróćmy jednak do tego, jaką ma Pan alternatywę wobec, jak Pan to określił „bankructwa filozofii tolerancjonizmu”?

To jest rzeczywistość, której my konfederaci nie chcemy współtworzyć. I w prawdzie tradycyjnie jesteśmy skłonni opowiadać się za zasadą „wolnoć, Tomku, w swoim domku”, bo do polskich tradycji należy niezaglądanie bliźnim ani do łóżka, ani do kieszeni, ani też niecenzurowanie tego, co tam się lęgnie w głowach naszych bliźnich. Widać jednak, że obowiązujący formalnie od początku lat 30. ten prawny pakt o nieagresji i wzajemnej tolerancji jest nieskuteczny i że jego rezultatem jest wchodzenie nam, normalnym ludziom przez zboczeńców i ich promotorów na głowy. I jeśli tak, to należy rozważyć, czy postąpiliśmy słusznie. Czy dla dobra publicznego, normalnej, demokratycznej podkreślę większości, czy nie należy wrócić do status quo ante, do rozwiązań prawnych, z którymi mamy do czynienia w bardzo wielu krajach na świecie. W krajach, w których nie ma żartów, nie ma igrania z normalnością, gdzie nie igra się z moralnością publiczną i przykładną skromnością zwłaszcza w życiu nieletnich.

Oczywiście, są takie kraje. Mam jednak wątpliwości, czy Polacy życzyliby sobie teraz importu standardów irańskich, czy afgańskich. A co z prawem aborcyjnym? Tzw. kompromis aborcyjny do kosza?

Panie redaktorze, używa pan takiego sformułowania, którego zresztą użył niedawno nawet minister Dworczyk, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, co do tego, jaka jest wola polityczna, czy też raczej żeby być ścisłym, brak woli politycznej po stronie obecnego układu władzy. Otóż ja powiadam, że ten tzw. kompromis aborcyjny plasuje nas cywilizacyjnie dokładnie na poziomie III Rzeszy Adolfa Hitlera. Dokładnie tak stanowiło prawo III Rzeszy. Nie wolno było broń Boże zabijać wszystkich dzieci, tylko niektóre. I otóż szanowny panie redaktorze, ja nie chcę Polski która cywilizacyjnie jest na poziomie narodowo-socjalistycznych Niemiec z lat 30. XX wieku.

Grzegorz Braun
fot. Jacek Domiński/ Reporter

A zatem jak daleko idąca byłaby Wasza propozycja w tym obszarze?

Pełna gwarancja bezpieczeństwa życia ludzkiego w jego naturalnych przez Boga stwórcę wyznaczonych granicach. Od poczęcia aż do naturalnej śmierci.

A co w przypadku ciąży zagrażającej zdrowiu i życiu matki?

Na szczęście w naszym obszarze cywilizacyjnym to są kwestie zupełnie niekontrowersyjne. Są lekarze, medycy, którzy na szczęście nie codziennie, ale w sytuacjach ekstremalnych, w sytuacjach tragicznych wypadków, także i wojennych, stają wobec takiego konfliktu sumienia, kogo ratować? Są takie sytuacje i wtedy rozstrzyga lekarskie sumienie, ale sumienie lekarza, który na miłość boską składa przysięgę Hipokratesa, a nie jakieś zuchowe przyrzeczenie. Tutaj nie ma ogólników, tylko konkretne przypadki. I w konkretnym przypadku należy angażować po pierwsze sumienie matki, ojca, lekarza, a w wypadku niejasności jest policjant i jest prokurator. Ja jestem za pełną gwarancją życia ludzkiego od poczęcia aż do naturalnej śmierci! Nie ma i mieć nie będzie przyszłości naród, który zabija własne dzieci. A w Polsce rokrocznie składamy ofiary z ludzi. Ok. 1000 ofiar składanych na ołtarzu bezwzględności, ignorancji, a także cynizmu. Ja nie chcę Polski, która wraca do pogaństwa poprzez składanie ofiar z ludzi.

Często podkreśla Pan, że to kampania wyjątkowo trudna, bo nieustannie padacie ofiarą medialnej dezinformacji i przemilczenia? Krótko mówiąc, że wiele mediów udaje, że Was nie ma?

Chyba pan nie polemizuje z faktami? Jesteśmy tym komitetem, który został w mediach centralnych wyróżniony nawet wynalezieniem nowej rachuby: 1, 2, 3, 5. Kiedy podawano numery wylosowanych list wyborczych, pominięto właśnie nasza czwórkę.

Chyba nie jest aż tak źle? W końcu tutaj rozmawiamy i to już całkiem długo (śmiech). Ale mówiąc poważnie. Jak uporządkowałby Pan rynek medialny? PiS stawia sobie tutaj bardzo dalekosiężne cele.

PiS także i w tej branży znanej mi, pewnie lepiej niż inne, nie dokonuje żadnych zmian ustrojowych. Dokonał natomiast bardzo radykalnej zmiany kadrowej. „Nasi” zastąpili „nie naszych” i w związku z tym Woronicza realizuje, oraz inne tuby propagandowe, zaiste goebbelsowsko-urbanowską kampanię.

A wracając do sedna?

Także i w tej dziedzinie: wolność i prawda. A wiec nie koncesje dla wybranych, tylko otwarty rynek medialny. Proszę sobie przypomnieć, kiedy na początku lat 90. prowadzono pierwszy tzw. proces koncesyjny. Prowadził on do przyznania ostatecznie jednej koncesji do nadawania telewizji ogólnopolskiej. Wtedy tłumaczono nam, że na razie może być tylko jedna telewizja, bo wojsko zajmuje częstotliwości. Pamięta pan? No i zmieniła się technologia, minęła epoka w rozwoju mediów, a najwyraźniej dalej wojsko zajmuje jakieś częstotliwości, bo nadal mamy tylko jedną telewizję prywatną, która ma koncesję na nadawanie ogólnopolskie. I to po prostu jest oszustwo. My chcemy wolności także i na rynku usług medialnych i najważniejsze, żeby media, przez które władza uprawia swoją propagandę, nie oszukiwały publiczności, powołując się na jakąś swoją misję publiczną. W praktyce widzimy, że niczego takiego nie ma i niczego takiego się nie realizuje. Telewizja oczywiście jest ważnym narzędziem komunikowania, więc ja w żadnym wypadku nie dążyłbym do pozbawienia władz państwowych możliwości działania i w tej dziedzinie, ale niech to się uczciwie nazywa np. TV Władza i niech ta goebbelsowsko-urbanowska propaganda nie sączy się w opakowaniu frazesu realizowania misji publicznej, bo to wielki spektakl hipokryzji.

Pamiętam jednak, że TVP, na której nie zostawia Pan teraz suchej nitki, chętnie emitowała Pańskie filmy dokumentalne.

Szanowny panie redaktorze, nawet i ostatnio, gorąco polecam! Wprawdzie wydany na mnie wyrok śmierci cywilnej obowiązuje i ja nie mogę słowem odnieść się do tych kłamstw, czy przebić bariery przemilczenia, ale jak przychodzi co do czego, to moje filmy dokumentalne okazują się dyżurnymi filmami rocznicowymi. Ostatnio 17 września nadawano mój film „Marsz wyzwolicieli”, a także „Defilada zwycięzców”. Raz na jakiś czas telewizja reżimowa po te filmy sięga, bo widzi pan jaka nędza, jaki upadek, od dekady nie dorobili się najwyraźniej niczego lepszego. Ostatni mój film zamówiony przez TVP, zresztą na nazwisko innego reżysera, to była produkcja z 2010 roku pt. „Eugenika - w imię postępu”. To ostatni raz kiedy wziąłem honorarium reżyserskie, niewygórowane zresztą. Z pańskiej kieszeni zresztą panie redaktorze. Od tamtej pory, chwała Bogu nie przestałem funkcjonować jako reżyser, dokumentalista.  Za moje filmy płacą ci, którzy chcą płacić. Ci moi rodacy składają się w toku prowadzonych zbiórek publicznych i są to bardzo poważne budżety, które umożliwiają mi profesjonalne wywiązywanie się z przyjętych zadań. Polecam panu film „Luter i rewolucja protestancka.” Robię te filmy, nie gwałcąc moich własnych zasad. Skoro mi się to udaje, czemu nie miałoby się to udawać innym?

Rozmawiał Błażej Makarewicz.

Rozmowa odbyła się 24 września 2019 roku. Pan Grzegorz Braun zgodził się, aby wywiad został opublikowany bez wcześniejszej autoryzacji.

RadioZET.pl