Zamknij
Jarosław Kaczyński
Prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas wiecu w Rzeszowie w 2019 r.
fot: Grzegorz Bukala/REPORTER/East News
NA PRZEKÓR STEREOTYPOM

Zagłębie PiS? Tak głosuje się w Bieszczadach

Katarzyna Witwicka
Katarzyna Witwicka Redaktor Radia Zet
11.01.2022 17:58
11.01.2022 17:58

Polska B, bastion Prawa i Sprawiedliwości, antyszczepionkowcy, uchwały anty-LGBT, brak pracy, wyjazdy, a jak powrót to tylko w góry lub na mecz hokeja. Z czym kojarzą wam się Bieszczady? Choć statystyki nie zawsze nam sprzyjają, to Podkarpacie z pewnością nie da się zaszufladkować.

- Turyści często mówią nam: „u nas to normalne, ale żeby głosić takie tezy na Podkarpaciu to trzeba być odważnym” – mówi Jakub Osika, sanocki samorządowiec, pytany przez nas o politykę na Podkarpaciu. Choć mieszkańcy poglądów raczej nie zmieniają i stale głosują na obecnie rządzącą partię, a z frekwencją i świadomością działania gospodarki bywa krucho, to aktywność obywatelska w Bieszczadach rośnie w siłę.

Dane są jednoznaczne

Analiza wyników wyborów parlamentarnych czy prezydenckich pokazuje, że mieszkańcy Podkarpacia są wyjątkowo przychylni politykom, którzy zwykle dużo obiecują. Partie populistyczne od lat mają się dobrze w tym regionie, co pokazują statystyki.

Weźmy pod lupę wyniki wyborów do Sejmu w okręgu wyborczym nr 22. Mowa o Krośnie, Przemyślu a także powiecie bieszczadzkim, brzozowskim, jasielskim, krośnieńskim, leskim, lubaczowskim, przemyskim, przeworskim i sanockim. Jakie partie wygrywały tu wybory w ciągu ostatniej dekady?

Z danych Państwowej Komisji Wyborczej wysunąć można następujący wniosek: prawica na Podkarpaciu cieszy się największym poparciem. Słupki poparcia są tutaj także wyższe nawet w porównaniu z danymi ogólnokrajowymi. Przykład? II tura wyników prezydenckich z 2020 roku. Rafał Trzaskowski i Andrzej Duda w skali całego kraju toczyli niemalże wyrównaną walkę. Wynik ogólnopolski: 51 proc. do prawie 49 proc. z korzyścią dla Andrzeja Dudy. Jak wskazują dane PKW, Rafał Trzaskowski nie zyskał poparcia większości mieszkańców gór, a nawet całego Podkarpacia. Prawie dwa razy więcej mieszkańców głosowało na Dudę, niż na Trzaskowskiego.

Nie bez powodu uwzględniłam w poniżej grafice podział na głosy z miast i wsi. Zarówno wyniki wyborów prezydenckich, jak i parlamentarnych na Podkarpaciu wskazują na wyraźną tendencję: mieszkańcy miast częściej głosują na liberalne partie, mieszkańcy wsi wybierają te konserwatywne.

Prześledźmy wyniki wszystkich wyborów prezydenckich od 2005 roku, które uzyskali poszczególni kandydaci w II turze tylko na Podkarpaciu. Poniższy wykres jest najlepszym dowodem na to, że od prawie 20 lat walka polityczna toczy się między Prawem i Sprawiedliwością, a Platformą Obywatelską. Kandydat tej drugiej partii wygrał wybory w 2010 roku w starciu z Jarosławem Kaczyńskim. Kandydat PiS, mimo przegranej w skali kraju, ze sporą przewagą wygrał na Podkarpaciu, którego nie udało się wówczas podporządkować Bronisławowi Komorowskiemu. Przychylności mieszkańców tego województwa w kolejnych latach nie zdobył żaden inny polityk spoza PiS-u.

Cisna się wyłamuje

Statystyka sprzyja Prawu i Sprawiedliwości na Podkarpaciu. Jest jednak gmina w Bieszczadach, która od lat głosuje inaczej: Cisna. Tutaj wybory od lat wygrywa opozycja, zwykle Platforma Obywatelska, lub później Koalicja Obywatelska.

W wyborach prezydenckich w 2010 roku mieszkańcy tej gminy postawili na Bronisława Komorowskiego, a 5 lat później ten sam polityk, choć przegrał z Andrzejem Dudą, to nieco lepsze wyniki odnotował właśnie w tej bieszczadzkiej gminie. W 2019 roku podczas wyborów parlamentarnych znów KO odnotowała najlepszy wynik w regionie. W całym powiecie bieszczadzkim, 53,8 proc. oddano na PiS, ale w samej gminie Cisna partia rządząca pozostaje w tyle
- 37 tys. głosów oddano na KO, 25 proc na PiS i 20 proc. na Lewicę.

Historia powtórzyła się w 2020 roku podczas II tury wyborów prezydenckich. Rafał Trzaskowski, który przegrał z Andrzejem Dudą, w gminie Cisna zyskał 70 proc. poparcia.

Tak Cisna głosowała na Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich 2020
fot. PKW

Europosłanka i była wójt gminy Cisna napisała wówczas na Twitterze, że ten region to „dumny biały samotny żagiel na podkarpackim morzu”. Istnieje przekonanie, że to właśnie za jej sprawą mieszkańcy gminy Cisna głosują na kandydatów z PO. Już jako wójt cieszyła się poparciem lokalnej społeczności.

Obok Cisnej na niedługą listę „odstępstw” wpisać można także Rzeszów, który przez lata rządzony był przez związanego z Lewicą Tadeusza Ferenca. Polityk był włodarzem miasta przez prawie dwie dekady: od 2002 roku do 2021 roku. Parafrazując znanego Rzeszowianom mema, stołek prezydenta USA zajmował George Bush, Barack Obama, Donald Trump i Joe Biden, a Ferenc dalej rządził Rzeszowem.

W 2021 roku polityk ustąpił miejsca Konradowi Fijołkowi również z Lewicy, który pokonał kandydatów z prawej strony politycznej ze zdecydowaną przewagą. Przy frekwencji 54 proc. Fijołek uzyskał 56,51 proc. ważnie oddanych głosów.

Brak perspektyw? Tak widzi nas Polska

Raport Kantar Public dla Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego z 2017 roku wiele mówi o ówczesnych wizjach Podkarpacia w oczach innych. Ankietowani mieli wskazać, z czym kojarzy im się ten region. Obok turystyki, gór i wypoczynku pojawiło się słowo ubóstwo.

Dla co drugiego respondenta Podkarpacie to atrakcyjny turystycznie region. Nieco gorzej poszło z oceną atrakcyjności gospodarczej tych terenów – jedynie co dziesiąty ankietowany był wówczas przekonany, że to dobre miejsce do pracy. Pociesza jednak fakt, że osób, które podpiszą się pod tym stwierdzeniem jest coraz więcej, co potwierdza badanie. Nadzieję daje też Główny Urząd Statystyczny, który choć nadal umieszcza ten region na liście województw z największym bezrobociem, to jednak tendencja jest spadkowa.

Na Podkarpaciu ciążą też inne „łatki”, w tym m.in. niechęć do szczepień. Z danych aktualizowanych na bieżąco przez rząd wynika, że listę najmniej zaszczepionych regionów otwiera gmina Czarny Dunajec w Małopolsce. Kolejne miejsca zajmują gminy Dzikowiec, Cmolas, Bojanów i Jeżowe. Wszystkie znajdują się na terenie Podkarpacia.

To nie koniec niechlubnych rankingów, w których Bieszczady zajmują wysokie miejsca. Sejmik województwa w 2019 roku przyjął uchwałę anty-LGBT, którą jednak ostatecznie uchylono (poszło o dofinansowanie z Unii Europejskiej). Kampania Przeciw Homofobii wskazuje jednak na niektóre bieszczadzkie gminy „nie przyjazne osobom LGBT”. Na takiej czarnej liście w dostępnym w sieci „Atlasie nienawiści” znalazł się powiat leski. W stanowisku Rady powiatu cytowanym przez portal eSanok.pl znalazły się następujące słowa: Nie damy narzucić sobie wyolbrzymionych problemów i sztucznych konfliktów, które niesie ze sobą ideologia LGBT. Nie obeszło się bez głosów sprzeciwu mieszkańców, którzy mają dość przypinania gminom podkarpackim łatki „strefy wolnej od LGBT”. Aktywność obywatelska na Podkarpaciu jeszcze nie wyginęła. Jakub Osika, założyciel legendarnego Radia Bieszczady, sanocki radny bezpartyjny i przedstawiciel Demokratów Ziemi Sanockiej, opowiedział nam o podkarpackiej polityce.

„Najlepsze przed nami”

Katarzyna Witwicka: Czy rzeczywiście Prawo i Sprawiedliwość traktuje ten region jako „pewniaka” podczas wyborów? Dane, jak wyżej wskazano, są jednoznaczne: od lat mieszkańcy Podkarpacia są wierni jednej partii.

Jakub Osika: Mam nadzieję, że ten trend się odwraca. Faktem jest, że na Podkarpaciu populistyczne hasła i slogany zawsze trafiają na podatny grunt, ale nie wszędzie. Od Sanoka, po inne większe miasta, świadomość wyborców jest nieco inna, szczególnie np. wśród studentów. Na ogół jednak wschodnia ściana daje się nabierać na populistyczne hasła. Przed nami długa droga uświadamiania mieszkańców i weryfikowania słów polityków. My staramy się prowokować do myślenia. Nie wskazujemy, jak należy myśleć, jaki przyjąć światopogląd, ale konfrontujemy różne wizje postrzegania rzeczywistości.

Wyniki wyborów wskazują na rozwarstwienie: mieszkańcy wsi na ogół głosują na partie konserwatywne, mieszkańcy miast z kolei częściej miewają liberalne poglądy. Na Podkarpaciu także.

Rzeczywiście częściej mieszkańcy wsi głosują na Prawo i Sprawiedliwość. To często ludzie, którzy wcześniej głosowali na Ligę Polskich Rodzin czy Samoobronę. Te ugrupowania charakteryzują się populizmem. Ludzie chcą prostych obietnic, które ułatwią im często ciężkie życie na Podkarpaciu. Ludzie potrzebują nadziei i tego typu odmiany. Partie populistyczne im to gwarantują. PiS jako partia władzy jest bardzo dobrze przygotowana pod względem socjotechnicznym, by władzę utrzymać, także na prowincjach. Programy socjalne, bez względu na ich ekonomiczne skutki, pod tym względem zadziałały. Ludzie uwierzyli w tę zmianę, w dobrobyt, w 500 plus. To jednak krótkowzroczne działanie, za które niebawem wszyscy zapłacimy.

Ludzie chcą prostych obietnic, które ułatwią im często ciężkie życie na Podkarpaciu

Ale widać światełko w tunelu?

Historia pokazała, że fala sprzeciwu pojawia się po socjalnych kataklizmach, gdy ceny rosną, a pieniędzy brakuje. Komunizm i największe protesty mamy już za sobą, ale i tak myślę, że jesteśmy w przededniu wielkich zmian chociażby w pojmowaniu rzeczywistości. Choć partia rządząca przerzuca winę na Rosję i Unię Europejską, to myślę i liczę na to, że dni populizmu są policzone. Chociaż jest to przykre, że musi dojść do katastrofy, żebyśmy się obudzili. Wierzę w twierdzenie, że prawda jest długodystansowcem, a kłamstwo sprintem.

Samorządowcy lubią trzymać z partią rządzącą. Pokutuje wciąż przekonanie, że można wówczas coś „ugrać” dla regionu. Może to na tym polega problem? Liczą się często partie, a nie sami politycy.

Zdecydowanie tak jest, tak niestety działa polityka samorządowa, która jest mocno zależna od władzy centralnej. Jako samorządowiec mam żal do Platformy Obywatelskiej, że nie zmieniono ordynacji wyborczej. Uważam, że jednomandatowe okręgi wyborcze to zmiana ordynacji z ilościowej na jakościową. Mieliśmy wzmacniać samorząd, a tymczasem coraz więcej narzędzi władzy mają ci, którzy są blisko rządu. To zawłaszczanie samorządów, podobnie jak zawłaszcza się władzę sądowniczą czy media. Liczę jednak na to, że wielu przedstawicieli lokalnych władz się wyłamie. Samorząd obroni się, gdy ludzie będą wybierali lokalnych polityków przez pryzmat działań, a nie przynależności partyjnej. Inny problem samorządowców to wciąż populizm. Wybory kupują hasła i nie rozliczają polityków. Marzę o takim systemie, w którym będziemy pamiętać, że cała kadencja to jedna wielka kampania wyborcza. By o złożonych obietnicach nie zapominać.

Mieliśmy wzmacniać samorząd, a tymczasem coraz więcej narzędzi władzy mają ci, którzy są blisko rządu

Analiza wyników wyborów wskazuje na kilka odchyleń od korzystnego dla partii rządzącej trendu. Przykładem jest gmina Cisna w Bieszczadach. Czy to zasługa europosłanki Elżbiety Łukacijewskiej?

To nie tylko efekt działalności Elżbiety Łukacijewskiej. Cisna to miejscowość turystyczna, w której bardzo wiele osób spoza rdzennej ludności zainwestowało i przebywa. To ułatwia wymianę myśli i poglądów w miejscowości górskiej. Sama rozmowa z turystami może poszerzać horyzonty. Mieszkańcy wiedzą więcej, nie otaczają się już tymi samymi ludźmi, nie utwierdzają się w stereotypach ale potrafią wyrobić sobie własne opinie. Jakiś czas temu Komańcza też była miejscowością, w której wyniki wyborów odbiegały od innych bieszczadzkich miejscowości. Mieszkamy na terenach górzystych, to może wydawać się mało istotne. Ale pamiętajmy jednak, że mieszkańcy być może nie mają zasięgu lub dostępu do innych mediów niż publiczne. A telewizja publiczna pozostawia wiele do życzenia. Ludzie uwierzyli w ten przekaz i nawet nie mają możliwości weryfikacji, co jest prawdą, a co nie.

A co z wygraną Konrada Fijołka w Rzeszowie? Czy tu także mamy do czynienia z potwierdzeniem tezy, że większe miasta rzadziej głosują na prawicę?

W tym przypadku podział miasto-wieś może nie mieć znaczenia. W Sanoku najdłużej urzędującym burmistrzem był Wojciech Blecharczyk (związany wówczas z SLD – przyp.red), oceniany nie przez pryzmat przynależności partyjnej, a skuteczności w działaniu. Poprzedni prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc również wywodził się z Lewicy. Rzeszów to dobry przykład na to, że polityka i przynależność do partii nie ma znaczenia, liczy się zaufanie. Tak samo było w przypadku Konrada Fijołka.

Jakub Osika
fot. arch. prywatne

Ale frekwencją nie mogliśmy się pochwalić. Dane wskazują, że najczęściej udział w wyborach bierze jedynie połowa uprawnionych na Podkarpaciu.

Ludzie często tkwią w przekonaniu, że ich głos nie ma znaczenia, że nie mają wpływu na politykę. Problemem nie jest to, czy zagłosujemy na taką czy inną partię. Problem jest wtedy, gdy mieszkańcy przestają wierzyć w ten system. Często są to ludzie, którzy narzekają na otaczający ich świat, a sami nie korzystają z podstawowego prawa demokracji – prawa wyborczego. To pokłosie tego, że ludzie nie wierzą w siłę pojedynczego głosu i są zniechęceni.

PiS od lat wygrywa na Podkarpaciu, ale patrząc na lokalną aktywność obywatelską wcale nie musi to oznaczać, że ta nasz region i poglądy mieszkańców. Od momentu przejęcia władzy przez PiS, od 2015 roku mieliśmy przecież nawet kilkanaście protestów także w naszym Sanoku: w obronie wolnych sądów, w obronie praw kobiet, wolnych mediów czy przeciw uchwałom anty-LGBT.

Często zachęcamy mieszkańców do wyrażania własnego zdania np. w przypadku reformy sądownictwa. Tłumaczymy, że walka o trójpodział władzy ma sens. Jednak wielu obywateli traktuje sprawę w dystansem. Ludzie wierzą, że to tylko walka elit, która nie przekłada się na nasze codzienne życie. Jeśli jednak ludzie dostrzegają, że decyzje polityków bezpośrednio na nich oddziaływają, to wtedy dochodzi do zrywu. Gdy zobaczyłem kilka tysięcy naprawdę młodych ludzi na rynku w Sanoku, który byli tam w obronie praw kobiet, to uwierzyłem, że ta walka przed nami. Że młodzi ludzie dopiero się obudzą.

Ale młodzieżówek na Podkarpaciu jest niewiele…

Młodzieżówki być może nie trafiają już do młodych, co doskonale rozumiem. Ludzie są zmęczeni walką polityczną i nie dziwię się, że sami nie chcą w tym uczestniczyć, nie utożsamiają się z polityką. Młodych nie ruszają już slogany partyjne, są bardziej świadomi. Gdy ktoś spróbuje ograniczyć ich swobody obywatelskie, reakcja jest gwarantowana. Mam nadzieję, że politycy wyciągną z tego wnioski.

Gdy zobaczyłem kilka tysięcy naprawdę młodych ludzi na rynku w Sanoku, którzy byli tam w obronie praw kobiet, to uwierzyłem, że ta walka przed nami. Że młodzi ludzie dopiero się obudzą

Jaką przyszłość ma lokalna polityka i kto ma ją prowadzić? Ludzie, którzy wyjechali „za chlebem”, często już nie wracają do rodzinnego domu na Podkarpaciu.

Ludzie nie widzą tutaj dla siebie miejsca. Jeśli możemy mówić o pozytywnych aspektach pandemii, to z pewnością powiedziałbym o powrocie młodych na Podkarpacie. W dobie pracy zdalnej można pracować z każdego miejsca, także z domu rodzinnego. To też szansa dla naszych terenów, z której trzeba skorzystać. Wierzę w młodych ludzi. Wielu mówi, że lepsze czasy już minęły. Ja wierzę, że one są dopiero przed nami.

Z pewnością Podkarpacie zyskuje walorami turystycznymi. I o ile potencjał gospodarczy istnieje, o tyle – bez względu na ocenę tego stanu rzeczy - niezmiennie kojarzymy się z „zagłębiem PiS-u”.

Kiedy organizowaliśmy spotkanie na rynku w Sanoku , to bardzo często podchodzili do nas turyści. Wielu z nich gratulowało nam odwagi, że mamy śmiałość głosić często sprzeczne z linią rządu tezy. Jak mówili „u nas to normalne, ale u Was na Podkarpaciu to trzeba być odważnym”. Faktycznie wielu postrzega nasz region w ten sposób. Trudno się zresztą dziwić, wyniki wyborów mówią same za siebie, czysta matematyka. Mam jednak nadzieję, że ta tendencja się zmieni i że nauka i uświadamianie mieszkańców, przyniosą efekty.

Katarzyna Witwicka
Katarzyna Witwicka

Ekonomistka i dziennikarka z wykształcenia i zamiłowania. Najlepiej czuje się w biznesie. Lubi podatki - niekoniecznie płacić, lecz zgodnie z misją dziennikarza – objaśniać. Wcześniej związana z „Dziennikiem Gazetą Prawną”. Obecnie pracuje w redakcji portalu RadioZET.pl. Interesuje się klasyką rocka, sporami politycznymi i historią myśli ekonomicznej.

katarzyna.witwicka@radiozet.pl
Twitter: https://twitter.com/KWitwicka