Zamknij

O czym rozmawiali Zandberg z Kaczyńskim? Poseł Lewicy wyjaśnia

14.02.2020 11:30
Zandberg Lichocka
fot. Tomasz Jastrzębowski/Reporter

Zapytałem pana prezesa, czy podpisuje się pod tym gestem. Usłyszałem próbę usprawiedliwienia tego gestu zachowaniami jakichś demonstrantów w Pucku - powiedział Adrian Zandberg, zapytany o to, jakie słowa padły podczas krótkiej sejmowej wymiany zdań między nim a Jarosławem Kaczyńskim. Poseł Lewicy zapowiedział także wniosek do Komisji Etyki o ukaranie Joanny Lichockiej z PiS za wulgarny gest pokazany w kierunku posłów opozycji. 

W czwartkowy wieczór w Sejmie jak zwykle było gorąco. Posłów z obydwu stron barykady zelektryzowało głosowanie na wotum nieufności dla szefa MSW Mariusza Kamińskiego (ostatecznie nieprzegłosowane z uwagi na to, że większość mają posłowie Zjednoczonej Prawicy) oraz głosowanie nad ustawą o przekazaniu 2 mld złotych na media publiczne.

Lichocka pokazała wulgarny gest w stronę opozycji

W tej drugiej sprawie, poprawki zgłosił Senat, rekomendując, by pieniądze zamiast np. na TVP, przeznaczyć na onkologię. Sejm ostatecznie zdecydował jednak, że przekazane zostaną na pierwotny cel. Podczas pełnej emocji debaty doszło jednak do incydentu, o którym mówi cała scena polityczna. Posłanka PiS Joanna Lichocka, sprawozdawczyni projektu ustawy o dofinansowaniu mediów publicznych, pokazała w kierunku polityków opozycji wulgarny gest środkowego palca.

Zobacz także

Zarejestrowały to kamery i aparaty, a zdjęcia i nagrania obiegły cały internet. Parlamentarzystka najpierw tłumaczyła się, że... w energiczny sposób poprawiała sobie coś pod okiem:

Ale w piątek rano zmieniła już wersję, tym razem twierdząc, że... odgarniała włosy:

Partyjnej koleżanki bronili politycy obozu rządzącego, zaś opozycja, ale też zdecydowana większość opinii publicznej, w tym dziennikarzy i publicystów, skrytykowała gest Lichockiej, odbierając go jako obraźliwy, pełen buty i arogancji. 

Zobacz także

W sprawie interweniował m.in. Adrian Zandberg, który w trakcie debaty podszedł do pierwszego rzędu zajmowanego przez Jarosława Kaczyńskiego. Uchwycono moment, w którym poseł Lewicy oraz prezes PiS prowadzą zażartą wymianę zdań. Towarzyszy im wspomniana Lichocka - wciąż próbująca tłumaczyć się ze swojego gestu oraz zafrasowany szef MON Mariusz Błaszczak:

- Zapytałem pana prezesa, czy podpisuje się pod tym gestem. Usłyszałem próbę usprawiedliwienia tego gestu zachowaniami jakichś demonstrantów w Pucku - powiedział w rozmowie z polsatnews.pl. Poseł odpowiedział Kaczyńskiemu, że nie zna tych manifestantów, ale "że posła obowiązuje zachowanie godne mandatu, który sprawuje, co przekazałem panu prezesowi. Pani Lichocka powinna zostać zawieszona przez swój klub". 

Lewica składa wniosek ws. posłanki PiS

Współlider partii Razem zapowiedział także złożenie wniosku do sejmowej komisji etyki o ukaranie Lichockiej. "Takie zachowanie ośmiesza Sejm. Jeżeli Jarosław Kaczyński poważnie traktuje własne słowa, to pani posłanka powinna zostać zawieszona przez swój klub" - napisał na Facebooku.

Debata w Sejmie to nie zadyma na stadionie. Dobrze, żeby ktoś to pani posłance wytłumaczył - zanim inni pójdą jej śladem.

Adrian Zandberg

Zobacz także

Sama Lichocka na łamach "Faktu" przeprosiła już za swoje czwartkowe zachowanie. - Mogłam pamiętać, że jesteśmy w trakcie bardzo ostrej kampanii politycznej i wszystko może być wykorzystane przeciwko nam - powiedziała. 

Mimowolnie popełniłam błąd. Jeśli ktoś poczuł się urażony tym gestem, gestem, który nie miał złych intencji, to chciałabym wyrazić ubolewanie i przeprosić

Joanna Lichocka

Jednocześnie stwierdziła, że po stronie opozycji, a zwłaszcza PO, widać złe intencje. - Oni widzieli, że ja wyjaśniam ten mój gest, a mimo o wykorzystują go cały czas w złej wierze, robią stopklatkę, manipulują i obudowują nieprawdziwą informacją. To fałsz i manipulacja - żaliła się. 

RadioZET.pl/polsatnews.pl/Facebook/Twitter/fakt24.pl