Zamknij
Plakat informujący o zaginięciu Kazimiery Zaremby
Plakat informujący o zaginięciu Kazimiery Zaremby
fot: arch. prywatne
9 LAT OD ZAGINIĘCIA

Polka zaginęła na pielgrzymce, nawet ksiądz nie chciał jej szukać

Jolanta Waligóra
Jolanta Waligóra Redaktor Radia Zet
22.09.2021 16:12
22.09.2021 16:12

Pani Kazimiera jedzie na wycieczkę parafialną do Wilna. Kiedy się gubi, większość grupy zachowuje się tak, jakby nic się nie stało. Zamiast szukać seniorki, zwiedzają stolicę. We wrześniu 2021 mija 9 lat, od kiedy kobieta nie wróciła do domu.

Jest 28 września 2012 roku. Pani Kazimiera Janina Zaremba ma 79 lat. „Dziudzia”, jak nazywali ją znajomi, wybiera się na organizowaną przez parafię w Bełchatowie wycieczkę do Wilna. Na miejsce zbiórki podwozi ją jeden z członków rodziny. To właśnie wtedy bliski widzi ją po raz ostatni. Wcześniej seniorka była na czterech wycieczkach parafialnych, ale wszystkie odbywały się na terenie Polski. Pielgrzymka do Wilna jest zatem jej pierwszym wyjazdem za granicę.

- Babcia nie miała żadnych problemów. Była osobą samodzielną, sprawną fizycznie i psychicznie. Wcześniej była na kilku wyjazdach po Polsce i nigdy nic się z nią niepokojącego nie działo – opowiada nam wnuk pani Kazimiery.

W wycieczce bierze udział 55 osób. Wśród nich jest ksiądz Piotr Kotas, który jest wikarym w parafii Narodzenia Najświętszej Maryi Panny w Bełchatowie. Duchowny ma bardzo dobre stosunki z panią Kazimierą, regularnie ją odwiedza.

Do wyjazdu namówił ją ksiądz. Był jej częstym gościem, traktowała go jak syna

Autokar ma do pokonania niemal 640 km. Pielgrzymi zatrzymują się na noc w Augustowie, mieście położonym w północno-wschodniej części Polski, niedaleko granicy z Litwą. Stamtąd do Wilna czeka już ich tylko około 3 godzin drogi. To właśnie tutaj – jak się później okaże - pojawiły się pierwsze problemy. W trakcie śledztwa jedna z uczestniczek zezna, że w hotelu pani Kazimiera dziwnie się zachowywała. Mówiła m.in., że chce wracać do domu.

- Z tego, co udało nam się ustalić, na samym początku babcia siedziała z księdzem na przodzie autokaru. Po przejechaniu około 7 km wikary przesadził ją na sam tył busa, ponieważ po drodze zabrał dwie młode dziewczyny. Podobno babcia się wtedy zdenerwowała, bo była przekonana, że całą podróż towarzyszyć jej będzie ksiądz. Być może to było przyczyną jej zachowania? Oczywiście, jeżeli to prawda, że dziwnie się zachowywała – snuje domysły wnuk pani Kazimiery.

29 września wycieczka dociera do celu. Jest sobota. Najpierw pielgrzymi zwiedzają Troki, położone 23 km na zachód od Wilna. Kiedyś było to miasto królewskie Wielkiego Księstwa Litewskiego. Znajduje się tam zrekonstruowany zamek zbudowany przez księcia Witolda, wzniesiona w XV wieku w stylu gotyckim Bazylika Nawiedzenie Najświętszej Maryi Panny i kienesa karaimska z XVIII w.

O zabytkach pielgrzymom opowiada doświadczona, miejscowa przewodniczka, która została wynajęta przez organizatorów parafialnej wycieczki. Tak po 9 latach wspomina nam pierwsze spotkanie z grupą: - Nawet w Trokach, kiedy było nasze pierwsze spotkanie, pani Kazimiera się oddalała, szła w innym kierunku. Od pierwszych chwil to zauważyłam. Uczestnicy grupy mówili mi, że tę panią trzeba pilnować, że ciągle zapomina, gdzie idzie, że ma problemy z pamięcią.

Po zwiedzaniu Troków bełchatowianie wraz z przewodniczką udają się do Wilna. Docierają do najważniejszego punktu wycieczki – Ostrej Bramy. Miejsce to, zlokalizowane na Starym Mieście, rokrocznie jest celem wielu pielgrzymek z Polski. Znajduje się tam wzniesiona w 1829 roku kaplica Ostrobramska z obrazem Matki Boskiej Ostrobramskiej. Po południu w kaplicy odbywa się msza święta, w której biorą udział bełchatowianie. Po zakończeniu nabożeństwa grupa ma spotkać się pod kościołem.

Ostra Brama w Wilnie
fot. SHUTTERSTOCK

- Jak zapytałam przy Ostrej Bramie, czy wszyscy są, to usłyszałam, że tak. Dopiero po jakimś czasie, dobrze nawet pamiętam, w jakim to było punkcie – tam przy bramie klasztoru Bazylianów – ktoś powiedział, że nie ma pani Kazimiery. Od razu zaproponowałam grupie, żebyśmy wrócili i jej poszukali – opowiada przewodniczka.

Nic się nie stało

Zaczynają się poszukiwania pani Kazimiery. Ks. Kotas dzwoni na jej numer, ale po chwili odbiera starsza córka zaginionej, pani Krystyna. Okazuje się, że seniorka zostawiła telefon w domu. Uczestnicy wycieczki na poszukiwania poświęcają około 30 minut. Większość grupy zachowuje się tak, jakby nic się nie stało.

Przewodniczka: Kilka osób rzeczywiście przejęło się zaginięciem. Nie powiem, że wszyscy byli obojętni. Ale może zainteresowały się 3-4 osoby w tak ogromnej grupie. Inni chcieli iść dalej, nie zamierzali tracić czasu na poszukiwania. Mówili: „Przyjechaliśmy po to, żeby zwiedzać, a nie kogoś szukać".

Kiedy poszukiwania nie przynoszą rezultatów, przewodniczka kontaktuje się z litewską policją i zgłasza zaginięcie. - Zadzwoniłam na policję i zgłosiłam zaginięcie. I potem co chwila, dosłownie co 10 albo 15 minut dzwoniłam na policję, żeby zapytać, czy są jakieś nowe wiadomości w sprawie. Dzwoniłam także do moich kolegów przewodników i pytałam ich, czy coś widzieli – opowiada.

Poza panią Kazimierą w pielgrzymce brały udział 54 osoby.

Bełchatowianie wracają do zwiedzania. Wieczorem wycieczka melduje się w jednym z wileńskich hoteli. - Po zakwaterowaniu też proponowałam, żeby jeszcze raz poszukać pani Kazimiery – dodaje przewodniczka. Grupa jednak zostaje w hotelu. Pielgrzymi spędzają tu noc. Później litewska policja ustali, że jeszcze w sobotę pani Kazimiera była na parkingu, na którym wcześniej zatrzymał się autokar, by wysadzić pielgrzymów. Na nagraniu z pobliskich kamer widać, jak chodzi między samochodami i łapie za klamki.

Następnego dnia wycieczka z 54 uczestnikami wraca do Polski.

Przewodniczka: - Z samego rana zaproponowałam, żeby jeszcze pojechać na policję, by osobiście zgłosić zaginięcie. Ksiądz mówił mi: „Ale po co na policję? Czy my musimy tam jechać? Przecież pani pójdzie, napisze zgłoszenie i to wystarczy”. Przecież ja nawet nie miałam polskiego obywatelstwa, ja nie byłam z tej grupy. To oni byli organizatorami. Zaczęłam jeszcze bardziej nalegać na to, żeby pójść na komisariat policji, byłam nieustępliwa.

Może zainteresowały się 3-4 osoby w tak ogromnej grupie. Inni chcieli iść dalej, nie zamierzali tracić czasu na poszukiwania

Tymczasem rodzina rozpoczyna poszukiwania. O sprawie powiadamia polską ambasadę na Litwie, rozmawia z proboszczem Ostrej Bramy.

Wnuk: - W niedzielę zadzwoniłem do dyżurnego konsula w Wilnie, podałem dane babci i opowiedziałem, co się stało. Konsul był zdziwiony, że to ja zgłaszam zaginięcie, a nie organizator wycieczki. W tym samym czasie córka Kazimiery zadzwoniła na policję w Bełchatowie, ale ci mogli przyjąć zgłoszenie dopiero po 24 godzinach od zaginięcia.

Ostatni ślad po „Dziudzi”

Później w trakcie śledztwa litewskiej policji uda się ustalić, że kilkanaście godzin po zaginięciu 79-latka znalazła się na stacji benzynowej oddalonej o 6 km od Ostrej Bramy. Kamery zarejestrowały seniorkę około 3:00 w nocy. Według pracowników kobieta chciała kupić rumianek.

Z kolei sześć godzin później, o 9:00, bełchatowianka została nagrana przez monitoring znajdujący się na osiedlu niedaleko stacji paliw. Kobieta nie ma na sobie płaszcza ani torebki. Na nagraniu widać, jak próbuje rozmawiać z dozorcą. Mówi, że jest jej zimno. Potem idzie na pobliski parking. Tam łapie za klamkę jednego z samochodów, a gdy drzwi się nie otwierają, odchodzi w nieznanym kierunku. Pani Kazimiera ginie bez śladu.

- Osoby w starszym wieku z powodu mniejszej „plastyczności” mózgu, która wynika ze zmian degeneracyjnych, związanych ze starzeniem się ośrodkowego układu nerwowego, mają zdecydowanie obniżoną tolerancję silnego stresu. Czynnikami silnie stresującymi mogą być dla nich np. nagłe lub częste zmiany otoczenia, utrata kontaktu z osobami bliskimi oraz nadmiar bodźców wzrokowych i słuchowych płynących ze strony otoczenia, na przykład tłum czy hałas - opowiada nam Hubert Sońta, psychiatra z Fundacji ITAKA, która później będzie pomagać w poszukiwaniach pani Kazimiery. - Oznacza to, że takie sytuacje jak wyjazd na wczasy czy przeprowadzka do nowego miejsca mogą sprawić, że osoba starsza nie będzie potrafiła się odnaleźć w nowym otoczeniu, będzie błądziła, może się zagubić.

Pani Kazimiery na własną rękę szuka także przewodniczka. Rozkleja plakaty, wypytuje ludzi pracujących w sklepach z pamiątkami w okolicach Ostrej Bramy. Szybko udaje jej się trafić na ślad seniorki.

- Jedna pani powiedziała, że zaginiona kupiła tu kartkę do wysłania. Ale nie było znaczków. Prawdopodobnie ktoś ją skierował do miejsca, w którym można było te znaczki kupić – opowiada.

Psychiatra: - U osoby starszej często dochodzi do silnych i nieadekwatnych względem danej sytuacji reakcji emocjonalnych. Brak zapewnionego poczucia bezpieczeństwa może wywołać silny lęk, a poczucie zagrożenia może skutkować nawet wystąpieniem zaburzeń psychicznych. Do najczęściej występujących pod wpływem silnego stresu zespołów zaburzeń pamięci i orientacji u osób w podeszłym wieku należą zaburzenia świadomości o typie majaczenia, zaburzenia dysocjacyjne oraz przejściowa globalna amnezja.

Nie ma winnych

Kilka dni po powrocie z pielgrzymki, wikary przychodzi do rodziny seniorki. Oddaje rzeczy, które pani Kazimiera zostawiła w autokarze.

- Pierwsze i zarazem ostatnie spotkanie było parę dni po powrocie księdza z Wilna. Później już nie odbierał telefonu. Rozmowa trwała zaledwie 5 minut i nic nie wniosła. Nie otrzymaliśmy żadnych wyjaśnień. Ksiądz powiedział tylko, że nie wie, jak to się stało, bo babcia zachowywała się normalnie, jak co dzień. Mówił, że czekali na nią 15 minut, a potem odjechali, bo mieli napięty plan zwiedzania – wspomina wnuk pani Kazimiery.

Na pytanie córki zaginionej, czy jeszcze wieczorem szukano babci, powiedział, że nie i stwierdził, że zaginęła na własne życzenie. Bo przecież mogła nie jechać

Obecnie ksiądz Piotr jest proboszczem w parafii podlegającej archidiecezji łódzkiej. Pod koniec sierpnia skontaktowaliśmy się z nim z prośbą o zrelacjonowanie wydarzeń z tamtych dni. Duchowny odmówił udzielenia komentarza w sprawie.

Policja w Bełchatowie sprawdziła, czy doszło do jakichkolwiek zaniedbań ze strony organizatora wycieczki. Prokuratura jednak odmówiła wszczęcia postępowania przygotowawczego. Okazało się, że organizatorom pielgrzymki nie można było postawić żadnych zarzutów.

Nadzieja umiera ostatnia

Poszukiwania pani Kazimiery w Wilnie trwały przez kilka tygodni. W akcję zaangażowała się polska i litewska policja. Sprawdzano pobliskie tereny, rozklejano plakaty informacyjne, pojawiały się wiadomości w mediach.

- U nas w mediach było bardzo głośno o tej sprawie, wielokrotnie składałam zeznania na policji, pokazywali mi też nagrania z kamer – komentuje przewodniczka.

Starszej pani szukała również Fundacja ITAKA. Informacje o zaginięciu wysłała do siostrzanej organizacji na Litwie, a także do tamtejszych mediów polonijnych. Ponadto kontaktowała się z konsulatem RP w Wilnie.

- Historia zaginięcia pani Kazimiery jest bardzo poruszająca. Nieczęsto zdarzają się zaginięcia w podobnych okolicznościach, gdy starsza osoba jedzie na pielgrzymkę w zorganizowanej grupie, gubi się w nieznanym mieście i jest pozostawiona sama sobie – mówi nam Agata Nowacka, koordynator Zespołu Poszukiwań i Identyfikacji Fundacji ITAKA.

Rodzina seniorki skorzystała także z usług jasnowidza, który stwierdził, że kobieta może zamieszkiwać przedmieścia Wilna. We wskazanym przez niego miejscu nie było jednak żadnego śladu bełchatowianki.

Zaginiona Kazimiera Zaremba
fot. policja.pl

Litewska policja posiada DNA zaginionej i cały czas porównuje je z materiałem genetycznym innych osób, których tożsamość nie jest znana. Od 9 lat nie pojawiły się jednak żadne nowe wiadomości w sprawie. Dzisiaj pani Kazimiera, jeżeli żyje, ma 88 lat. Bliscy nadal mają nadzieję na jej odnalezienie. Osoby, które posiadają jakiekolwiek informacje na temat zaginionej Kazimiery Zaremby, proszone są o kontakt z policją w Bełchatowie. Numer tel.: (0-42) 665 2256, e-mail: dyzurnykwp@lodzka.policja.gov.pl.

Jolanta Waligóra
Jolanta Waligóra

Absolwentka dziennikarstwa na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Pisanie to nie tylko jej praca, ale też pasja. Lubi zapełniać kartki słowami, nawet jeśli trafiają tylko do szuflady. Gdy tylko nadarza się ku temu okazja, wyjeżdża w góry, gdzie czuje się jak w domu. Z zainteresowaniem śledzi także sukcesy Polaków w Himalajach. W wolnych chwilach czyta książki, a szczególną słabość ma do biografii. Jest także miłośniczką reportaży śledczych.

Kontakt: jolanta.waligora@eurozet.pl