NASZ NEWS: Polowanie przy brzegu Zalewu Wiślanego jednak bezprawne. Radio ZET ujawnia, dlaczego resort środowiska zmienia decyzję

15.03.2019 09:56
Kaczki
fot. Facebook/Ornitolodzy Warmii i Mazur

Ministerstwo Środowiska uznaje za bezprawne polowania na ptaki w obrębie pięciu kilometrów od brzegu Zalewu Wiślanego. Resort zmienił zdanie, bo jeszcze w listopadzie twierdził, że… do strzelania nie ma przeciwwskazań. Jak ustalił dziennikarz Radia ZET Maciej Bąk, ministerstwo błędnie interpretowało przepisy, uznając, że brzeg zalewu nie jest brzegiem morskim. Tak było co najmniej od 2015 roku. W tym czasie zorganizowano na tym terenie kilkadziesiąt polowań rocznie.

Sprawa wyszła na jaw po tym, jak w listopadzie ubiegłego roku media obiegły zdjęcia setek zastrzelonych dzikich gęsi i kaczek w okolicach Nowej Pasłęki. Był to efekt polowania zorganizowanego przez polskich myśliwych swoim kolegom z Włoch. Sprawa trafiła najpierw do Prokuratury Rejonowej w Braniewie, potem przeniesiono ją do Elbląga. Śledczy chcieli ustalić, czy polowanie było zgodne z prawem i zwrócili się do łowczych o pokazanie dokumentów. 

– Myśliwi posługiwali się interpretacją przedstawioną przez Departament Leśnictwa Ministerstwa Środowiska, z której wynikało, że można dokonywać tego rodzaju polowań na tym obszarze – mówi Radiu ZET Jarosław Żelazek, prokurator rejonowy w Elblągu. Ta interpretacja była jednak sprzeczna z decyzją dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni z 2015 roku, który ustalił, że linia brzegu Zalewu Wiślanego jest linią brzegu morskiego. A artykuł 53 Prawa łowieckiego mówi wprost: „Kto poluje na przelotne ptactwo łowne na wybrzeżu morskim w pasie 3000 m od brzegu w głąb morza lub 5000 m w głąb lądu podlega karze pozbawienia wolności do lat 5”.

Ministerstwo Środowiska zmienia decyzję ws. polowań 

Prokurator postanowił więc zapytać Ministerstwo Środowiska, dlaczego wbrew Urzędowi Morskiemu w Gdyni nie traktuje brzegu Zalewu Wiślanego jako brzegu morskiego. To samo pytanie Radio ZET przesłało do resortu 31 stycznia.
11 marca otrzymaliśmy odpowiedź: „Departament Leśnictwa w Ministerstwie Środowiska uaktualnił swoje stanowisko w kwestii odstrzału ptaków łownych [...]. Linia brzegu Zalewu Wiślanego, zgodnie z definicją brzegu zawartą w Ustawie Prawo wodne [...] stanowi linię brzegu morskiego. Zatem polowanie, które miało miejsce w dniu 18 października 2018 r. na ptactwo łowne na terenie Zalewu Wiślanego […] odbyło się z naruszeniem art. 53 pkt 1 ustawy Prawo łowieckie, tj. w odległości mniejszej niż 5000 m od linii brzegu morskiego” – czytamy w mejlu przesłanym dziennikarzowi Radia ZET przez biuro prasowe Ministerstwa Środowiska. Oznacza to, że dopiero teraz, cztery lata po decyzji dyrektora Urzędu Morskiego w Gdyni, resort zaczął ją brać pod uwagę.

– Jeżeli ta interpretacja zostanie oficjalnie potwierdzona, to nie będziemy już mogli polować w obszarze pięciu kilometrów od brzegu Zalewu Wiślanego – potwierdza Andrzej Rybicki, łowczy okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Elblągu. I przypomina, że myśliwi polowali na ptactwo nad zalewem od czasu zakończenia II wojny światowej. Myśliwi przez lata byli przekonani, co zresztą potwierdzało Ministerstwo Środowiska, że Zalew Wiślany nie jest brzegiem morskim. „Dla nas linia brzegowa liczy się od Morza Bałtyckiego, czyli od Mierzei Wiślanej. Poza tym zalew to przecież akwen słodkowodny” – dodaje Rybicki. Zaznacza też, że myśliwi działali w obszarze obwodów łowieckich, które przydzielił im Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego, a obwody te obejmowały również brzeg zalewu.

Co na to aktywiści praw zwierząt?

Zmiana zdania przez Ministerstwo Środowiska cieszy natomiast bardzo Monikę Hyńko z OTOZ Animals w Braniewie, która od wielu lat walczy z nielegalnymi polowaniami. To ona nagłośniła sprawę ptaków wystrzelonych koło Nowej Pasłęki, a w prowadzonym w tej sprawie śledztwie chce być oskarżycielem posiłkowym. „Do tej pory myśliwi cały czas powtarzali, że nie robią nic nielegalnego. Ciągle wypierali ze świadomości informację o tym, że linia brzegowa zalewu to też linia morska. Twierdzili, że to wody słodkie, nie licząc się z urzędem morskim. Nowa opinia ministerstwa jest dla nas bardzo ważna, bo może wpłynąć na to, czy myśliwi będą mogli u nas polować, czy nie” – mówi Radiu ZET Monika Hyńko.

Inspektorka OTOZ Animals od dawna dostaje od mieszkańców sygnały o regularnych polowaniach na dzikie ptaki nad zalewem. Prokurator ma informację o co najmniej pięciu polowaniach z udziałem myśliwych z Włoch. Z kolei łowczy Andrzej Rybicki szacuje, że indywidualnych polowań w strefie brzegowej mogło odbywać się rocznie kilkadziesiąt. Czy myśliwi odpowiedzą karnie za polowanie w strefie brzegu morskiego? Prawdopodobnie nie. „Ci myśliwi, dysponując opiniami urzędów centralnych, działali w przeświadczeniu, że nie łamali prawa” – podkreśla prokurator Jarosław Żelazek. Odrębną kwestią do zbadania jest to, dlaczego od 2015 do 2019 roku nikt w Ministerstwie Środowiska nie zauważył decyzji Urzędu Morskiego w Gdyni, przez co resort de facto pozwalał na bezprawne polowania nad Zalewem Wiślanym. Wysłaliśmy w tej sprawie pytania do ministerstwa, wciąż czekamy na odpowiedź.

RadioZET.pl/MBa/Facebook/MP